Lestrange wiedział, że Delacour umiała się sama bronić. Była jedną z nielicznych czarownic z tak silną osobowością, jeżeli chodziło o sytuacje takiego pokroju. W końcu, kiedy pracowali razem w Szpitalu św. Munga, wielokrotnie musieli radzić sobie z trudnymi pacjentami. Szczególnie ona, ze względu na swoją specjalizację.
Nie obawiał się o jej bezpieczeństwo, wiedząc, że gdyby jemu coś miało się stać, ona jego plecy ochroni. Gorzej, gdyby coś miało ją zaatakować od tyłu.
Pomieszczenie wydawało się puste, pod względem braku innej żywej duszy poza nimi. Brak szaf, lecz sporo regałów z materiałami. Camille potwierdziła jego pytanie, również nie dostrzegając żywej osoby.
- Skoro nikogo nie ma, dlaczego sklep jest otwarty?Zastanawiające pytanie, skierował do Camille, przenosząc w jej kierunku wzrok, widząc jak badała materiał. Ten, który utkwił w maszynie do szycia. To była jej suknia?
- To chyba nie jest Twoja suknia.
Trochę się zaniepokoił. Czas do wesela naglił, a ona nie miała swojej sukni.
- Może Twoja jest skończona. I jest ... gdzieś tutaj?
Rozejrzał się ponownie, ale na manekinach nie było sukni w kolorach, o jakich wspomniała Camille. Czy istniało tutaj jeszcze trzecie pomieszczenie?
W nagłej chwili poczuł że temperatura tego pomieszczenia spada. Wrócił spojrzeniem na Delacour, kiwnięciem głowy potwierdzając. Robiło się dziwnie chłodno. A może nawet i zimno. Był tego samego zdania co towarzyszka. Wycofał się do niej, z zamiarem opuszczenia pomieszczenia, ale stanął za nią, kiedy dostrzegli, że drzwi się zamknęły. Wycelował różdżką w stronę drzwi, aby użyć najprostszego zaklęcia Alohomora. Szarpnął tym samym, ale nie puszczały.
- Chyba utknęliśmy.Powiedział dość poważnie. A jego oddech był widoczny, para.
- Czy ten sklep jest nawiedzony?
Rzucił pytanie, podchodząc do Camille aby objąć ją ramieniem do siebie. Co się tutaj do diabła wyprawiało? Różdżkę wciąż trzymał w pogotowiu.
Chwilę później, coś gdzieś przeleciało. Mogło im się wydawać, albo i nie. Jakby mignęło z prędkością światła. Przemknęło przez pomieszczenie od jednej ściany do drugiej. A następnie, obrało drogę prostopadłą, do poprzedniej. I zniknęło.