31.07.2024, 21:56 ✶
– Nie rozumiem, o czym pan mówi. Starsza kobieta poszczuła te psy?
Florence napotkała już kobietę w łachmanach, z lelkiem w klatce, a chwilę później jej brat oberwał… cegłą. Nie była jednak w stanie skojarzyć tego z panicznymi słowami młodego uzdrowiciela: po prawdzie chociaż pamiętała moment, w którym Atreus został zraniony, obraz tamtej włóczęgi już dawno umknął z pamięci Bulstrode. Rozpoznałaby ją, gdyby się spotkały, owszem, ale zupełnie o niej nie myślała.
Z ust Bulstrode wyrwało się westchnienie, gdy chłopak powtarzał tylko wciąż i wciąż od nowa o psach i starszej kobiecie. Odnowiła zaklęcie, usypiające psy, a potem kazała mu po prostu wracać, uznając, że chwilowo do niczego się jej nie przyda. Chociaż gdy ten zamiast teleportować się po prostu, ruszył pędem ulicą, obróciła się za nim w zdumieniu. Omal nie zawołała jego nazwiska, szybko jednak dotarło do niej, że prawdopodobnie nawet by jej nie usłyszał.
Mogła mieć tylko nadzieję, że gdy złapie zadyszkę, pomyśli o teleportowaniu się albo chociaż wezwaniu Błędnego Rycerza. Po jej głowie krążyła jednak ponura myśl, że ten młodzik niezbyt nadawał się do Munga: nie wiedziała, jak mocno bał się psów i teraz zastanawiała się, jakby zareagował trafiając w sytuację taką, jaka panowała choćby po Beltane.
Kobieta strzepnęła z rękawa niewidzialny pyłek, po czym skierowała się do domu pacjenta. Zamierzała przeprosić go za spóźnienie, wypytać o te trzy szaleńcze psy i w miarę możliwości poprosić o cierpliwość, póki nie rozwiąże tej sprawy. Dopiero po rozejrzeniu się po okolicy za właścicielami agresywnych zwierząt lub przeniesieniem ich w rejon, gdzie nie zrobią nikomu krzywdy, Florence mogła zająć się spokojnie leczeniem mężczyzny i później – powrotem do domu.
Florence napotkała już kobietę w łachmanach, z lelkiem w klatce, a chwilę później jej brat oberwał… cegłą. Nie była jednak w stanie skojarzyć tego z panicznymi słowami młodego uzdrowiciela: po prawdzie chociaż pamiętała moment, w którym Atreus został zraniony, obraz tamtej włóczęgi już dawno umknął z pamięci Bulstrode. Rozpoznałaby ją, gdyby się spotkały, owszem, ale zupełnie o niej nie myślała.
Z ust Bulstrode wyrwało się westchnienie, gdy chłopak powtarzał tylko wciąż i wciąż od nowa o psach i starszej kobiecie. Odnowiła zaklęcie, usypiające psy, a potem kazała mu po prostu wracać, uznając, że chwilowo do niczego się jej nie przyda. Chociaż gdy ten zamiast teleportować się po prostu, ruszył pędem ulicą, obróciła się za nim w zdumieniu. Omal nie zawołała jego nazwiska, szybko jednak dotarło do niej, że prawdopodobnie nawet by jej nie usłyszał.
Mogła mieć tylko nadzieję, że gdy złapie zadyszkę, pomyśli o teleportowaniu się albo chociaż wezwaniu Błędnego Rycerza. Po jej głowie krążyła jednak ponura myśl, że ten młodzik niezbyt nadawał się do Munga: nie wiedziała, jak mocno bał się psów i teraz zastanawiała się, jakby zareagował trafiając w sytuację taką, jaka panowała choćby po Beltane.
Kobieta strzepnęła z rękawa niewidzialny pyłek, po czym skierowała się do domu pacjenta. Zamierzała przeprosić go za spóźnienie, wypytać o te trzy szaleńcze psy i w miarę możliwości poprosić o cierpliwość, póki nie rozwiąże tej sprawy. Dopiero po rozejrzeniu się po okolicy za właścicielami agresywnych zwierząt lub przeniesieniem ich w rejon, gdzie nie zrobią nikomu krzywdy, Florence mogła zająć się spokojnie leczeniem mężczyzny i później – powrotem do domu.
Koniec sesji