31.07.2024, 22:16 ✶
stoisko potterów
- Powinnaś chociaż umierać z tej rozpaczy tak, żeby widział. Żeby wiedział, że ci zależy - wywrócił na nią oczami. Nie do końca łapał, dlaczego Borgin był całe życie tak cięty na Brennę, ale on sam przez większoć swojego życia był w pewien sposób solidarny z kolegą. 'W pewien sposób' bo ani się z nią nie przepychał, ani nie liczył sekund, godzin i dni, kiedy jej nie oglądał, ale zwyczajnie darzył ją swego rodzaju obojętnością. Do czasu. Teraz, mocno uproszczając wszystko, co ostatnio się działo, tak samo rozumiał jak i nie rozumiał tę antypatię Stanleya. Ale tak samo - aktualnie to co Borgin czuł do Longbottom, nie miało już żadnego znaczenia.
Uśmiechnął się tylko lekko, kiedy zmieniła się w Profesjonalną Sklepikarkę i zaczęła prezentować mu kolejne wybrane zapachy. Pierwszy wydawał się całkiem ciekawy, albo raczej pasujący do tego, po co sam by sięgnął. Nawet to, że któryś ścigający też po niego sięgał, wydawał się pasować, bo przecież Bulstrode sam grał w Quidditcha swego czasu. Druga opcja niekoniecznie go przekonywała, bo ostatnio jakoś niekoniecznie lubił się z morzem, kiedy słonawy zapach przywodził mu na myśl mokre korytarze Perły Morza. Przy trzecim opisie, uśmiechnął się nieco wyraźniej, kiedy padło blablabla zastępujące dowolny ciąg tekstu, który miał się tam znaleźć. Ściągnął usta, chcąc się nie roześmiać, kiedy poprosiła żeby tylko nie mówił mamie.
- W sumie, może masz rację - skomentował jej ostatnie słowa, sięgając w końcu po paski, które mu podała i zapoznając się z prezentowanymi mu zapachami. - W sumie wezmę to, co było twoim pierwszym wyborem - co w sumie kusiło go już od samego początku, bo skoro przyszły jej na myśl jako pierwsze, to może coś w tym musiało być. - Szczerze, to nie sądziłem że masz aż tak wszystko obcykane. Jak masz wolne w domu to każą ci się uczyć tych etykiet. Chociaż co ja mówię, jakie wolne.
- Powinnaś chociaż umierać z tej rozpaczy tak, żeby widział. Żeby wiedział, że ci zależy - wywrócił na nią oczami. Nie do końca łapał, dlaczego Borgin był całe życie tak cięty na Brennę, ale on sam przez większoć swojego życia był w pewien sposób solidarny z kolegą. 'W pewien sposób' bo ani się z nią nie przepychał, ani nie liczył sekund, godzin i dni, kiedy jej nie oglądał, ale zwyczajnie darzył ją swego rodzaju obojętnością. Do czasu. Teraz, mocno uproszczając wszystko, co ostatnio się działo, tak samo rozumiał jak i nie rozumiał tę antypatię Stanleya. Ale tak samo - aktualnie to co Borgin czuł do Longbottom, nie miało już żadnego znaczenia.
Uśmiechnął się tylko lekko, kiedy zmieniła się w Profesjonalną Sklepikarkę i zaczęła prezentować mu kolejne wybrane zapachy. Pierwszy wydawał się całkiem ciekawy, albo raczej pasujący do tego, po co sam by sięgnął. Nawet to, że któryś ścigający też po niego sięgał, wydawał się pasować, bo przecież Bulstrode sam grał w Quidditcha swego czasu. Druga opcja niekoniecznie go przekonywała, bo ostatnio jakoś niekoniecznie lubił się z morzem, kiedy słonawy zapach przywodził mu na myśl mokre korytarze Perły Morza. Przy trzecim opisie, uśmiechnął się nieco wyraźniej, kiedy padło blablabla zastępujące dowolny ciąg tekstu, który miał się tam znaleźć. Ściągnął usta, chcąc się nie roześmiać, kiedy poprosiła żeby tylko nie mówił mamie.
- W sumie, może masz rację - skomentował jej ostatnie słowa, sięgając w końcu po paski, które mu podała i zapoznając się z prezentowanymi mu zapachami. - W sumie wezmę to, co było twoim pierwszym wyborem - co w sumie kusiło go już od samego początku, bo skoro przyszły jej na myśl jako pierwsze, to może coś w tym musiało być. - Szczerze, to nie sądziłem że masz aż tak wszystko obcykane. Jak masz wolne w domu to każą ci się uczyć tych etykiet. Chociaż co ja mówię, jakie wolne.