31.07.2024, 22:22 ✶
Los zdecydował. Panowie i panie. Tak zostało zapisane. Musiała się pogodzić z faktem, że rzeczywistość w której przyszło jej żyć właśnie tak wygląda, a nie inaczej.
Chciała wypić drinka, jakoś alkoholem zmyć gorycz z ust, alkoholem przyciszyć pogoń myśli, która coraz mocniej zaciskała się na niej, polując na ostatnie chwile spokoju.
Wiedziała, że była bliska płaczu, wiedziała, że zaraz pęknie, nagle to wszystko co przysłaniała tęczowa kołdra zaczęło domagać się uwolnienia. Szalony koktajl emocjonalny, który nie mógł zdecydować się, czy przynieść ulgę krzykiem, płaczem, czy przemianą w kamień. Z pomocą zupełnie nieświadomie przybył jej Thomas, jej udawany narzeczony sprzed kilku dni, dając jej to czego pragnęła najbardziej - niewidzialności w płynie.
Nie była świadoma Atrusa, który po dwóch tygodniach od ostatniego spotkania ponownie postanowił zajrzeć w jej koloryt. Czyż mógł znaleźć lepszy moment? Od razu zobaczył, że Millie nie jest już pod wpływem przepisanych eliksirów korygujących jej samopoczucie. Z trudem też mógł dostrzec charakterystyczną dla niej czerwień, która była ledwie widoczna pod grubą i ciężką stalową przygniatającą ją chmurą.
Millie miała wrażenie, że przez jej gardło przechodzi płynny lód. Wzdrygnęła się i zdała sobie sprawę z tego, że zniknęła. Towarzyszący jej przyjaciel mógł czuć jednak jak wsuwa dłonie w jego dłonie, jak porusza się z nim w rytm muzyki, zupełnie tak, jakby tańczył z wiatrem. Wystarczyło tylko zamknąć oczy i Moody była obok. Nawet przypadkiem nadepnęła mu na stopę, próbując dotrzymać mu kroku.
– No jasne, kto by chciał umierać? – prychnęła niewidzialna, z niewidzialną twarzą, która pewnie zdecydowanie łatwiej dałaby odkryć przed kimś kto ją znał, że całkiem możliwe, że właśnie ona by chciała. – Z kim przyszedłeś? Spóźniłam się i no, zagadałam się przy ognisku he, dobrze, że ta atrakcja mnie nie ominęła. – podjęła lekko, jak przystało na tańczącą nad przepaścią wariatkę.
Chciała wypić drinka, jakoś alkoholem zmyć gorycz z ust, alkoholem przyciszyć pogoń myśli, która coraz mocniej zaciskała się na niej, polując na ostatnie chwile spokoju.
Wiedziała, że była bliska płaczu, wiedziała, że zaraz pęknie, nagle to wszystko co przysłaniała tęczowa kołdra zaczęło domagać się uwolnienia. Szalony koktajl emocjonalny, który nie mógł zdecydować się, czy przynieść ulgę krzykiem, płaczem, czy przemianą w kamień. Z pomocą zupełnie nieświadomie przybył jej Thomas, jej udawany narzeczony sprzed kilku dni, dając jej to czego pragnęła najbardziej - niewidzialności w płynie.
Nie była świadoma Atrusa, który po dwóch tygodniach od ostatniego spotkania ponownie postanowił zajrzeć w jej koloryt. Czyż mógł znaleźć lepszy moment? Od razu zobaczył, że Millie nie jest już pod wpływem przepisanych eliksirów korygujących jej samopoczucie. Z trudem też mógł dostrzec charakterystyczną dla niej czerwień, która była ledwie widoczna pod grubą i ciężką stalową przygniatającą ją chmurą.
Millie miała wrażenie, że przez jej gardło przechodzi płynny lód. Wzdrygnęła się i zdała sobie sprawę z tego, że zniknęła. Towarzyszący jej przyjaciel mógł czuć jednak jak wsuwa dłonie w jego dłonie, jak porusza się z nim w rytm muzyki, zupełnie tak, jakby tańczył z wiatrem. Wystarczyło tylko zamknąć oczy i Moody była obok. Nawet przypadkiem nadepnęła mu na stopę, próbując dotrzymać mu kroku.
– No jasne, kto by chciał umierać? – prychnęła niewidzialna, z niewidzialną twarzą, która pewnie zdecydowanie łatwiej dałaby odkryć przed kimś kto ją znał, że całkiem możliwe, że właśnie ona by chciała. – Z kim przyszedłeś? Spóźniłam się i no, zagadałam się przy ognisku he, dobrze, że ta atrakcja mnie nie ominęła. – podjęła lekko, jak przystało na tańczącą nad przepaścią wariatkę.