31.07.2024, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 00:06 przez Erik Longbottom.)
Siedzę za barem i rozmawiam z Isaaciem i Alexandrem.
Walczył ze spojrzeniem siostry, próbując dać jej w ten sposób do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Miał świadomość tego, że mogła się o niego... martwić. Bądź co bądź, końcówka lipca nie była dla niego jakoś wyjątkowo łaskawa pod względem intensywnych przeżyć, a niedługo później odbyła się potańcówka w Dolinie Godryka. Podczas przygotowań też go nagabywała, widząc, że coś jest nie tak.
Wówczas miał jednak nieporównywalnie większy mętlik w głowie niż obecnie. Teraz po prostu nie czuł się zbytnio na siłach, aby zmuszać się do rozrywek wbrew swej woli. Nawet jeśli tą walką o zachowanie własnej niezależności na przyjęciu musiał sprawić nieprzyjemność paru kobietom spragnionych znalezienia sobie partnera na parkiecie. Pomachał krótko siostrze, gdy ta ruszyła wrzucić swój los do skrzynki. Niech, chociaż ona ma chwilę zabawy, skoro już się tak napracowała.
Czy zorientował się, że Jonathan próbował na nim skorzystać ze swojej specjalnej magii? Nie, oczywiście, że nie. Był zbyt zajęty chowaniem się za barem i udawaniem, że faktycznie pomaga Teddy'emu. A co właściwie mógł zobaczyć u niego Selwyn? Błyszczącą, może odrobinę przytłumioną zieloną aurę i... co najwyżej przyjacielskie nici powiązań, sięgające osób z którymi łączyło go coś więcej niż bycie wspólnym znajomym z innym gościem imprezy. Ze świecą tutaj było szukać jakichkolwiek oznak romantycznych więzi.
— Bez doświadczenia? Obawiam się, że przy braku szkolenia puściłbym każdy biznes z torbami w ciągu kilku dni. Tygodni, gdyby poszło dobrze — skomentował słowa Bagshota, przecierając niespiesznie ścierką blat baru. — Poza tym, nie można mieć wszystkiego. Będą musiały się zachwycać zdjęciami w mundurze w Proroku Codziennym, a nie widokiem mnie robiącego drinki w jakiejś londyńskiej spelunce.
Już dawno pogodził się z tym, że kariera pracownika Brygady Uderzeniowej została mu zaszczepiona jeszcze w łonie matki, toteż niezbyt chętnie zerkał w stronę... alternatywnych ścieżek rozwoju. Zawsze mógł zostać celebrytą na cały etat, aby odciągnąć uwagę mediów od innych członków rodziny, jednak to wiązałoby się ze znaczną utratą prywatności.
A i tak już odnosił wrażenie, że za dużo jej nie miał przez te wszystkie artykuły i plotki krążące po Londynie na jego temat. Firma ochroniarska? To już brzmiało nieco lepiej, chociaż w ostatecznym rozrachunku niezbyt by się różniło od jego obecnych obowiązków służbowych. Już chyba lepiej było zostać na miejscu i cieszyć się z ciepłej posadki w Ministerstwie Magii.
— A więc... Twoim ukrytym marzeniem jest to, żeby sobie rzygnąć w pobliskich krzakach albo do morza? — Uniósł wysoko brwi, wpatrując się w Isaaca z wyraźnym powątpiewaniem. — Może po prostu postawię przed tobą butelkę wódki, whisky i wina, a ty sobie je wyzerujesz? To powinno przyspieszyć cały proces i...
Urwał, gdy do baru zbliżył się nieznany mężczyzna. A przynajmniej tak mu się wydawało. Zerknął kontrolnie na Isaaca, jednak równie szybko wrócił spojrzeniem do gościa imprezy, uśmiechając się serdecznie, gdy ten próbował się przedstawić. Uścisnął mocno jego dłoń.
— Erik. Brat gospodyni — rzucił, darując sobie przedstawienie się z nazwiska i tytułu nadanego mu przez Proroka Codziennego przed paroma miesiącami. — A to jest Isaac. — Wskazał na kolegę. — Chcesz... Chcesz coś do picia? Barman chwilowo zajmuje się tańcami, ale mogę spróbować coś hmmm polać.
Walczył ze spojrzeniem siostry, próbując dać jej w ten sposób do zrozumienia, że wszystko jest w porządku. Miał świadomość tego, że mogła się o niego... martwić. Bądź co bądź, końcówka lipca nie była dla niego jakoś wyjątkowo łaskawa pod względem intensywnych przeżyć, a niedługo później odbyła się potańcówka w Dolinie Godryka. Podczas przygotowań też go nagabywała, widząc, że coś jest nie tak.
Wówczas miał jednak nieporównywalnie większy mętlik w głowie niż obecnie. Teraz po prostu nie czuł się zbytnio na siłach, aby zmuszać się do rozrywek wbrew swej woli. Nawet jeśli tą walką o zachowanie własnej niezależności na przyjęciu musiał sprawić nieprzyjemność paru kobietom spragnionych znalezienia sobie partnera na parkiecie. Pomachał krótko siostrze, gdy ta ruszyła wrzucić swój los do skrzynki. Niech, chociaż ona ma chwilę zabawy, skoro już się tak napracowała.
Czy zorientował się, że Jonathan próbował na nim skorzystać ze swojej specjalnej magii? Nie, oczywiście, że nie. Był zbyt zajęty chowaniem się za barem i udawaniem, że faktycznie pomaga Teddy'emu. A co właściwie mógł zobaczyć u niego Selwyn? Błyszczącą, może odrobinę przytłumioną zieloną aurę i... co najwyżej przyjacielskie nici powiązań, sięgające osób z którymi łączyło go coś więcej niż bycie wspólnym znajomym z innym gościem imprezy. Ze świecą tutaj było szukać jakichkolwiek oznak romantycznych więzi.
— Bez doświadczenia? Obawiam się, że przy braku szkolenia puściłbym każdy biznes z torbami w ciągu kilku dni. Tygodni, gdyby poszło dobrze — skomentował słowa Bagshota, przecierając niespiesznie ścierką blat baru. — Poza tym, nie można mieć wszystkiego. Będą musiały się zachwycać zdjęciami w mundurze w Proroku Codziennym, a nie widokiem mnie robiącego drinki w jakiejś londyńskiej spelunce.
Już dawno pogodził się z tym, że kariera pracownika Brygady Uderzeniowej została mu zaszczepiona jeszcze w łonie matki, toteż niezbyt chętnie zerkał w stronę... alternatywnych ścieżek rozwoju. Zawsze mógł zostać celebrytą na cały etat, aby odciągnąć uwagę mediów od innych członków rodziny, jednak to wiązałoby się ze znaczną utratą prywatności.
A i tak już odnosił wrażenie, że za dużo jej nie miał przez te wszystkie artykuły i plotki krążące po Londynie na jego temat. Firma ochroniarska? To już brzmiało nieco lepiej, chociaż w ostatecznym rozrachunku niezbyt by się różniło od jego obecnych obowiązków służbowych. Już chyba lepiej było zostać na miejscu i cieszyć się z ciepłej posadki w Ministerstwie Magii.
— A więc... Twoim ukrytym marzeniem jest to, żeby sobie rzygnąć w pobliskich krzakach albo do morza? — Uniósł wysoko brwi, wpatrując się w Isaaca z wyraźnym powątpiewaniem. — Może po prostu postawię przed tobą butelkę wódki, whisky i wina, a ty sobie je wyzerujesz? To powinno przyspieszyć cały proces i...
Urwał, gdy do baru zbliżył się nieznany mężczyzna. A przynajmniej tak mu się wydawało. Zerknął kontrolnie na Isaaca, jednak równie szybko wrócił spojrzeniem do gościa imprezy, uśmiechając się serdecznie, gdy ten próbował się przedstawić. Uścisnął mocno jego dłoń.
— Erik. Brat gospodyni — rzucił, darując sobie przedstawienie się z nazwiska i tytułu nadanego mu przez Proroka Codziennego przed paroma miesiącami. — A to jest Isaac. — Wskazał na kolegę. — Chcesz... Chcesz coś do picia? Barman chwilowo zajmuje się tańcami, ale mogę spróbować coś hmmm polać.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞