31.07.2024, 22:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2024, 22:41 przez Brenna Longbottom.)
Tańczę
– Musiałabym być cholernie potężną wiedźmą, skoro te klątwy działają tak dobrze.
Na przykład teleportują na ścieżki albo psują świstokliki. Ale nie próbowała nawet się z nim spierać, bo dlaczego by miała? Po pierwsze, raczej żartował, a nie oskarżał ją, że nagięła magię Beltane w całej Anglii, specjalnie dlatego, że wpadł jej w oko gdzieś na korytarzach Ministerstwa, po drugie nawet nie zamierzała się wykłócać, że nie, absolutnie, w ogóle go nie lubi – mogli udawać głupich, a nawet być głupi, ale doskonale wiedzieli, co robili. Ona powiedziała mu, że może przyjść, a on przyszedł.
I ponieważ dzisiejsza zabawa była zorganizowana trochę, by zintegrować ze sobą ludzi z Zakonu i dać się im spotkać nie w biegu ani nie podczas planowania kolejnych akcji, a trochę po to, by wszyscy mogli przynajmniej spróbować zapomnieć o zmartwieniach (chociaż na Morpheusa czy Millie działało to chyba słabo), to nie chciała nawet się zastanawiać, czy to na pewno nie resztki po rytuale, ani nad tym, jak bardzo głupio postępuje.
Wszyscy mówili, ewentualnie myśleli i te myśli mieli wypisane niemalże na czołach, żeby przestała się przejmować i sama zaczęła się bawić, więc proszę bardzo, robiła dokładnie to, co chciała. Może zresztą ta czerwona muszla, robiąca z Gryfonki jeszcze większą Gryfonkę, też miała w tym jakiś tam udział.
– Ale chyba jakbym miała rzucać klątwy, to wybrałabym takie, przez które nie padałoby na mnie z dziury z dachu, więc albo oboje jesteśmy przeklęci, albo twój kuzyn ma rację i sama jestem klątwą – powiedziała, a kąciki ust powędrowały w górę, trochę po prostu w szczerym uśmiechu, a trochę z rozbawienia na to naruszanie delikatnej równowagi wszechświata poprawieniem relacji. Nie było trudno odgadnąć, że nie każdy tutaj lubił Atreusa Bulstrode, i że Atreus nie lubił każdego – odstawał trochę od części towarzystwa, a ona naprawdę zawsze sądziła, że gdyby w ogóle kiedykolwiek kogoś polubiła, to byłby jakiś miły chłopiec, pokroju jednego z Tomków. Na całe szczęście, póki nie dochodziło do rękoczynów, nie zamierzała się przejmować, a na pewno nie teraz. – Chciałam zmusić ludzi, żeby trochę się na chwilę przemieszali, inaczej Bertie na krok nie opuściły pewnie Alka, Heather Camerona, i tak dalej, ale totalnie nie narzekam, że tak wypadło. Nie tylko dlatego, że jeszcze pozabijalibyście się z Heather albo znowu pobiłyśmy się z kimś o Millie czy coś takiego. A z Gerry to pewnie urządzilibyście tu konkurs, kto z was lepiej tańczy.
– Musiałabym być cholernie potężną wiedźmą, skoro te klątwy działają tak dobrze.
Na przykład teleportują na ścieżki albo psują świstokliki. Ale nie próbowała nawet się z nim spierać, bo dlaczego by miała? Po pierwsze, raczej żartował, a nie oskarżał ją, że nagięła magię Beltane w całej Anglii, specjalnie dlatego, że wpadł jej w oko gdzieś na korytarzach Ministerstwa, po drugie nawet nie zamierzała się wykłócać, że nie, absolutnie, w ogóle go nie lubi – mogli udawać głupich, a nawet być głupi, ale doskonale wiedzieli, co robili. Ona powiedziała mu, że może przyjść, a on przyszedł.
I ponieważ dzisiejsza zabawa była zorganizowana trochę, by zintegrować ze sobą ludzi z Zakonu i dać się im spotkać nie w biegu ani nie podczas planowania kolejnych akcji, a trochę po to, by wszyscy mogli przynajmniej spróbować zapomnieć o zmartwieniach (chociaż na Morpheusa czy Millie działało to chyba słabo), to nie chciała nawet się zastanawiać, czy to na pewno nie resztki po rytuale, ani nad tym, jak bardzo głupio postępuje.
Wszyscy mówili, ewentualnie myśleli i te myśli mieli wypisane niemalże na czołach, żeby przestała się przejmować i sama zaczęła się bawić, więc proszę bardzo, robiła dokładnie to, co chciała. Może zresztą ta czerwona muszla, robiąca z Gryfonki jeszcze większą Gryfonkę, też miała w tym jakiś tam udział.
– Ale chyba jakbym miała rzucać klątwy, to wybrałabym takie, przez które nie padałoby na mnie z dziury z dachu, więc albo oboje jesteśmy przeklęci, albo twój kuzyn ma rację i sama jestem klątwą – powiedziała, a kąciki ust powędrowały w górę, trochę po prostu w szczerym uśmiechu, a trochę z rozbawienia na to naruszanie delikatnej równowagi wszechświata poprawieniem relacji. Nie było trudno odgadnąć, że nie każdy tutaj lubił Atreusa Bulstrode, i że Atreus nie lubił każdego – odstawał trochę od części towarzystwa, a ona naprawdę zawsze sądziła, że gdyby w ogóle kiedykolwiek kogoś polubiła, to byłby jakiś miły chłopiec, pokroju jednego z Tomków. Na całe szczęście, póki nie dochodziło do rękoczynów, nie zamierzała się przejmować, a na pewno nie teraz. – Chciałam zmusić ludzi, żeby trochę się na chwilę przemieszali, inaczej Bertie na krok nie opuściły pewnie Alka, Heather Camerona, i tak dalej, ale totalnie nie narzekam, że tak wypadło. Nie tylko dlatego, że jeszcze pozabijalibyście się z Heather albo znowu pobiłyśmy się z kimś o Millie czy coś takiego. A z Gerry to pewnie urządzilibyście tu konkurs, kto z was lepiej tańczy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.