01.08.2024, 07:06 ✶
stoisko nory z Thomasem H.
Prychnęła rozbawiona na jego odpowiedź, postanawiając nie drążyć dalej temat. Ewidentnie coś było na rzeczy, ale czy właściwie powinno ją to interesować? Jej zdaniem każdy mężczyzna był gotowy przyznać, jak to źle go kobieta nie potraktowała kiedyś i jak po dziś dzień nosi gdzieś w sercu tego pamiątkę. Było to odrobinę żałosne i gdyby teraz taki Hardwick, po kolejnym delikatnym pchnięciu go w tę stronę zwyczajnie opowiedziałby jej podobne głupoty, to by chyba musiała przemyśleć swoje życiowe wybory. Albo postanowić sobie, żeby okradać tylko kobiety.
- Nie chce mi się szukać, więc będę musiała się obejść bez niego - rzuciła swobodnie, jego wymowne spojrzenie zbywając machnięciem ręki. - To znaczy, że masz literę prawa w małym palcu, a zwykle jest to bardzo przydatne do tego, żeby je obejść. Nic nie stoi na drodze, żebyś się przebranżowił, chociaż słyszałam że na Nokturnie strasznie śmierdzi, a tam chyba pełzają te wszystkie rzezimieszki, mam rację? - uśmiechnęła się do niego beztrosko, jakby absolutnie nie zaliczała się do grupy, która miała urzędować na Nokturnie, ani nawet w życiu tam nogi nie postawiła. Co prawda tak było, ale przecież Thomas nie wiedział o tym, a ona próbowała go przed chwilą okraść. - Widzę, że nie próbujesz walczyć ze stereotypami - uśmiechnęła się pod nosem, przyglądając polecanym przez niego łakociom. - Ja nie, ale znam bardzo dużo osób płci męskiej, którzy gotowi są wygłaszać takie bezeceństwa. Z jakiegoś powodu to właśnie faceci najczęściej w pierwszej kolejności myślą o tego typu rzeczach... - uśmiech miała zwyczajnie złośliwy, bo jakby nie patrzeć to on właśnie w tym momencie te sprośności wyciągnął na światło dzienne. Znaczy, wpisywał się w kanon.
Przyjęła swojego pączka i lemoniadę, obdarzając go nieco delikatniejszym uśmiechem. Jakby odrobinkę bardziej szczerym i naturalnym niż te wszystkie poprzednie.
- Jasne, kto by jej nie lubił? - parsknęła, kradnąc mu niewielki fragment białej chmurki i samej ją próbując. Jej włosy, w przeciwieństwie do Thomasowych, zabarwiły się na kolor intensywnej czerwieni. Sama Layla spojrzała na jego czuprynę i uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. Magiczna wata cukrowa nie była w sumie aż taka straszna, a też nie podejrzewała żeby jej efekt utrzymywał się przesadnie długo. - Dobra, to skoro tak lubisz te pączki, to które są twoje ulubione?
Prychnęła rozbawiona na jego odpowiedź, postanawiając nie drążyć dalej temat. Ewidentnie coś było na rzeczy, ale czy właściwie powinno ją to interesować? Jej zdaniem każdy mężczyzna był gotowy przyznać, jak to źle go kobieta nie potraktowała kiedyś i jak po dziś dzień nosi gdzieś w sercu tego pamiątkę. Było to odrobinę żałosne i gdyby teraz taki Hardwick, po kolejnym delikatnym pchnięciu go w tę stronę zwyczajnie opowiedziałby jej podobne głupoty, to by chyba musiała przemyśleć swoje życiowe wybory. Albo postanowić sobie, żeby okradać tylko kobiety.
- Nie chce mi się szukać, więc będę musiała się obejść bez niego - rzuciła swobodnie, jego wymowne spojrzenie zbywając machnięciem ręki. - To znaczy, że masz literę prawa w małym palcu, a zwykle jest to bardzo przydatne do tego, żeby je obejść. Nic nie stoi na drodze, żebyś się przebranżowił, chociaż słyszałam że na Nokturnie strasznie śmierdzi, a tam chyba pełzają te wszystkie rzezimieszki, mam rację? - uśmiechnęła się do niego beztrosko, jakby absolutnie nie zaliczała się do grupy, która miała urzędować na Nokturnie, ani nawet w życiu tam nogi nie postawiła. Co prawda tak było, ale przecież Thomas nie wiedział o tym, a ona próbowała go przed chwilą okraść. - Widzę, że nie próbujesz walczyć ze stereotypami - uśmiechnęła się pod nosem, przyglądając polecanym przez niego łakociom. - Ja nie, ale znam bardzo dużo osób płci męskiej, którzy gotowi są wygłaszać takie bezeceństwa. Z jakiegoś powodu to właśnie faceci najczęściej w pierwszej kolejności myślą o tego typu rzeczach... - uśmiech miała zwyczajnie złośliwy, bo jakby nie patrzeć to on właśnie w tym momencie te sprośności wyciągnął na światło dzienne. Znaczy, wpisywał się w kanon.
Przyjęła swojego pączka i lemoniadę, obdarzając go nieco delikatniejszym uśmiechem. Jakby odrobinkę bardziej szczerym i naturalnym niż te wszystkie poprzednie.
- Jasne, kto by jej nie lubił? - parsknęła, kradnąc mu niewielki fragment białej chmurki i samej ją próbując. Jej włosy, w przeciwieństwie do Thomasowych, zabarwiły się na kolor intensywnej czerwieni. Sama Layla spojrzała na jego czuprynę i uśmiechnęła się, ale nic nie powiedziała. Magiczna wata cukrowa nie była w sumie aż taka straszna, a też nie podejrzewała żeby jej efekt utrzymywał się przesadnie długo. - Dobra, to skoro tak lubisz te pączki, to które są twoje ulubione?