01.08.2024, 10:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 10:09 przez Florence Bulstrode.)
Tańczę z Bertim
Florence była odrobinę skonsternowana zalewającą ją powodzią słów – nie przywykła do towarzystwa ludzi tak… rozgadanych i tak pogodnych. Jego uśmiech i wypowiedzi mocno kontrastowały z tymi przemyśleniami o złym geniuszu chaosu, ale Bulstrode na razie nie rewidowała swoich poglądów. Zdarzało się jej już widzieć w przyszłości ludzi najbardziej gburowatych czyny szlachetne, a spoglądając na tych uprzejmych, o nienagannych manierach, nie raz oglądała obrazy mało przyjemne.
Na całe szczęście, lekcje tańca były częścią edukacji, jaką odbierała nie w Hogwarcie, a w domu, i chociaż nawet do tej całej muzyki mugolskiej nieco ciężej było się jej dostosować niż do tradycyjnych utworów walca i innych tańców balowych, to zdołała utrzymać rytm nawet topiąc się w tym potoku radości, podekscytowania i rozgadania Bertiego Botta.
– Zakładam, że oboje mówimy o weselu państwa Black – powiedziała, starając się wyłowić konkrety z jego wypowiedzi i poprowadzić sensowną konwersację. – Nic nie wiadomo mi o złamanych sercach, choć przy tylu gościach nie mogę tego wykluczyć. Na weselach lubią wybuchać nieporozumienia i drobne dramaty. Faktycznie jednak, ktoś zmienił się w dziwne, zamorskie zwierzę.
Tematykę bójek przemilczała dyplomatycznie, ani myśląc przyznawać, że w taką wdał się jej własny brat.
– Gospodynię kojarzę zaledwie przelotnie, ale mam nadzieję, że drinków nie nasączono ani amortencją, ani eliksirem doprowadzającym do płaczu. – Z Longbottomami nigdy nie miała dużego kontaktu. Widywała ich czasem przelotnie w salach balowych, dziewczynę w przyszłości swoich krewnych i przyjaciół, a chłopaka we własnym gabinecie, i jej zdanie o nich pozostawało może nie negatywne, ale na pewno nie jakoś szczególnie pochlebne. – Przyszłam z Patrickiem Stewardem, przyjaźnimy się od czasów Hogwartu. Oboje byliśmy w Ravenclawie – Nie była wprawdzie pewna, czy zaproszenie tutaj było tylko przyjacielskie: Beltane namieszało trochę w tej przyjaźni, ale Florence przyjmowała to z typowym dla siebie spokojem, po prostu czekając, co przyniesie los, pewna, że nieważne, co się stanie, zawsze pozostaną sobie bliscy. – Zdaje się, że jest przyjacielem organizatorów.
A poza tym należą do tej samej, podziemnej organizacji, którą postanowiła wspierać, ale to nie było coś, co przeszłoby jej przez usta, nawet gdyby była pewna, że Bertie Bott też jest jej członkiem.
– Poza tym przyszło tutaj kilku moich krewnych. Nie spodziewałam się, że hm, organizatorzy znają też twórcę słynnych fasolek.
Florence była odrobinę skonsternowana zalewającą ją powodzią słów – nie przywykła do towarzystwa ludzi tak… rozgadanych i tak pogodnych. Jego uśmiech i wypowiedzi mocno kontrastowały z tymi przemyśleniami o złym geniuszu chaosu, ale Bulstrode na razie nie rewidowała swoich poglądów. Zdarzało się jej już widzieć w przyszłości ludzi najbardziej gburowatych czyny szlachetne, a spoglądając na tych uprzejmych, o nienagannych manierach, nie raz oglądała obrazy mało przyjemne.
Na całe szczęście, lekcje tańca były częścią edukacji, jaką odbierała nie w Hogwarcie, a w domu, i chociaż nawet do tej całej muzyki mugolskiej nieco ciężej było się jej dostosować niż do tradycyjnych utworów walca i innych tańców balowych, to zdołała utrzymać rytm nawet topiąc się w tym potoku radości, podekscytowania i rozgadania Bertiego Botta.
– Zakładam, że oboje mówimy o weselu państwa Black – powiedziała, starając się wyłowić konkrety z jego wypowiedzi i poprowadzić sensowną konwersację. – Nic nie wiadomo mi o złamanych sercach, choć przy tylu gościach nie mogę tego wykluczyć. Na weselach lubią wybuchać nieporozumienia i drobne dramaty. Faktycznie jednak, ktoś zmienił się w dziwne, zamorskie zwierzę.
Tematykę bójek przemilczała dyplomatycznie, ani myśląc przyznawać, że w taką wdał się jej własny brat.
– Gospodynię kojarzę zaledwie przelotnie, ale mam nadzieję, że drinków nie nasączono ani amortencją, ani eliksirem doprowadzającym do płaczu. – Z Longbottomami nigdy nie miała dużego kontaktu. Widywała ich czasem przelotnie w salach balowych, dziewczynę w przyszłości swoich krewnych i przyjaciół, a chłopaka we własnym gabinecie, i jej zdanie o nich pozostawało może nie negatywne, ale na pewno nie jakoś szczególnie pochlebne. – Przyszłam z Patrickiem Stewardem, przyjaźnimy się od czasów Hogwartu. Oboje byliśmy w Ravenclawie – Nie była wprawdzie pewna, czy zaproszenie tutaj było tylko przyjacielskie: Beltane namieszało trochę w tej przyjaźni, ale Florence przyjmowała to z typowym dla siebie spokojem, po prostu czekając, co przyniesie los, pewna, że nieważne, co się stanie, zawsze pozostaną sobie bliscy. – Zdaje się, że jest przyjacielem organizatorów.
A poza tym należą do tej samej, podziemnej organizacji, którą postanowiła wspierać, ale to nie było coś, co przeszłoby jej przez usta, nawet gdyby była pewna, że Bertie Bott też jest jej członkiem.
– Poza tym przyszło tutaj kilku moich krewnych. Nie spodziewałam się, że hm, organizatorzy znają też twórcę słynnych fasolek.