01.08.2024, 10:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 12:56 przez Brenna Longbottom.)
Tańczę
Brenna nie miała pojęcia, że Anthony miał złamane serce – to znaczy jasne, po czerwcowej rozmowie z nim trudno było pewnych rzeczy nie zauważyć, nieważne jak było się ślepą i jak bardzo ślepą się pozostać chciało, ale dotarły do niej plotki o jego zaręczynach. Przyjęła je z pewną ulgą, zakładając, że gdyby małżeństwo aranżowano, nie oświadczałby się publicznie, podczas cudzych zaręczyn, i uznała, że była i jest inna dziewczyna, co pozwalało wyzbyć się części wyrzutów sumienia. Odnotowała, by przypadkiem nie zaprosić na jakieś rodzinne przyjęcie panny Greengrass, by przypadkiem nie przyszła na nie z ukochanym i myślała o tym tylko jeśli Borgin przypadkiem mignął jej gdzieś na ministerialnych korytarzach. Stanley znikł z Ministerstwa, i nawet jeśli wciąż się przyjaźnili, a na jej biurku piętrzyły się kolejne pogróżki, po prostu wolała uwierzyć, że drań mieszkał teraz w jakiejś piwnicy z Voldemortem, pośród beczek pełnych ogórków i nie będzie niepotrzebnie ryzykował kręcenia się wokół Ministerstwa.
Nie była ogółem kimś, kto wdawałby się w przygodne romanse czy jakiekolwiek romanse. Wobec niego jednak w tej chwili powstrzymywały ją głównie Zakon i myśl o tym, że dla niego to pewnie zabawa, zwłaszcza że była raczej typową dziewczyną z sąsiedztwa niż jedną z tych pełnych uroku dam – ale biorąc pod uwagę, ile razy ostatnio omal nie zginęła, i że ledwo kilkanaście dni temu prawie najpierw prawie nie pochłonęła jej ciemność, a potem nie udusił inferius, przyszło jej do głowy, że właściwie czy naprawdę przynajmniej tym drugim powinna aż tak się przejmować?
– Nie bądź taki rozczarowany, jestem pewna, że prędzej czy później trafią się i jakieś wampiry – powiedziała, trochę kpiąco, a trochę z myślą o tym, że jej akurat się już trafiły, i to parę: że na przedramieniu wciąż znajdowały się cienkie, białawe blizny, ukryte teraz pod jednym ze specyfików Nory, pod wpływem maści panny Figg znikające bardzo powoli. Gdyby nie magia, to pewnie dopiero niedawno rana ostatecznie by się zagoiła. – Z tego by wynikało, że rzuciłam klątwę sama na siebie. Niezbyt to mądre z mojej strony, prawda? – spytała, po prostu przesuwając rękę z ramienia na szyję, kiedy przyciągnął ją na chwilę bliżej. – Laurent jest chyba trochę za miły, żeby mi coś takiego powiedzieć, za to Basilius jeśli nawet nie mówi, to tylko wymownie patrzy i to wystarczy – stwierdziła. Mógłby ją tak jeszcze nazwać Vincent, ale on był techniczne rzecz biorąc jego wujkiem.
Rozbawienie trochę przygasło, gdy wspomniał o Millie. Mogła się domyśleć, że mówił o aurze. I przeczuwała od dawna, że z Moody jest marnie – próbowała pomóc, z urodzinami, ze Stawem, starając się znaleźć dla niej trochę czasu, ale naprawdę nie wiedziała jak dziewczynę wesprzeć. Czy dobrze zrobiła, zabierając ją do Księżycowego Stawu? Chciała, by czuła się częścią grupy, a skończyło się na tym, że Millie omal nie utonęła w jeziorze. Może powinna zaoferować jej jakiś wyjazd albo znalezienie innego specjalisty?
Na pewno powinna z nią porozmawiać, ale uznała, że lepszą porą na to będzie późna noc lub wczesny ranek, gdy zabawa zacznie wygasać.
Brenna nie miała pojęcia, że Anthony miał złamane serce – to znaczy jasne, po czerwcowej rozmowie z nim trudno było pewnych rzeczy nie zauważyć, nieważne jak było się ślepą i jak bardzo ślepą się pozostać chciało, ale dotarły do niej plotki o jego zaręczynach. Przyjęła je z pewną ulgą, zakładając, że gdyby małżeństwo aranżowano, nie oświadczałby się publicznie, podczas cudzych zaręczyn, i uznała, że była i jest inna dziewczyna, co pozwalało wyzbyć się części wyrzutów sumienia. Odnotowała, by przypadkiem nie zaprosić na jakieś rodzinne przyjęcie panny Greengrass, by przypadkiem nie przyszła na nie z ukochanym i myślała o tym tylko jeśli Borgin przypadkiem mignął jej gdzieś na ministerialnych korytarzach. Stanley znikł z Ministerstwa, i nawet jeśli wciąż się przyjaźnili, a na jej biurku piętrzyły się kolejne pogróżki, po prostu wolała uwierzyć, że drań mieszkał teraz w jakiejś piwnicy z Voldemortem, pośród beczek pełnych ogórków i nie będzie niepotrzebnie ryzykował kręcenia się wokół Ministerstwa.
Nie była ogółem kimś, kto wdawałby się w przygodne romanse czy jakiekolwiek romanse. Wobec niego jednak w tej chwili powstrzymywały ją głównie Zakon i myśl o tym, że dla niego to pewnie zabawa, zwłaszcza że była raczej typową dziewczyną z sąsiedztwa niż jedną z tych pełnych uroku dam – ale biorąc pod uwagę, ile razy ostatnio omal nie zginęła, i że ledwo kilkanaście dni temu prawie najpierw prawie nie pochłonęła jej ciemność, a potem nie udusił inferius, przyszło jej do głowy, że właściwie czy naprawdę przynajmniej tym drugim powinna aż tak się przejmować?
– Nie bądź taki rozczarowany, jestem pewna, że prędzej czy później trafią się i jakieś wampiry – powiedziała, trochę kpiąco, a trochę z myślą o tym, że jej akurat się już trafiły, i to parę: że na przedramieniu wciąż znajdowały się cienkie, białawe blizny, ukryte teraz pod jednym ze specyfików Nory, pod wpływem maści panny Figg znikające bardzo powoli. Gdyby nie magia, to pewnie dopiero niedawno rana ostatecznie by się zagoiła. – Z tego by wynikało, że rzuciłam klątwę sama na siebie. Niezbyt to mądre z mojej strony, prawda? – spytała, po prostu przesuwając rękę z ramienia na szyję, kiedy przyciągnął ją na chwilę bliżej. – Laurent jest chyba trochę za miły, żeby mi coś takiego powiedzieć, za to Basilius jeśli nawet nie mówi, to tylko wymownie patrzy i to wystarczy – stwierdziła. Mógłby ją tak jeszcze nazwać Vincent, ale on był techniczne rzecz biorąc jego wujkiem.
Rozbawienie trochę przygasło, gdy wspomniał o Millie. Mogła się domyśleć, że mówił o aurze. I przeczuwała od dawna, że z Moody jest marnie – próbowała pomóc, z urodzinami, ze Stawem, starając się znaleźć dla niej trochę czasu, ale naprawdę nie wiedziała jak dziewczynę wesprzeć. Czy dobrze zrobiła, zabierając ją do Księżycowego Stawu? Chciała, by czuła się częścią grupy, a skończyło się na tym, że Millie omal nie utonęła w jeziorze. Może powinna zaoferować jej jakiś wyjazd albo znalezienie innego specjalisty?
Na pewno powinna z nią porozmawiać, ale uznała, że lepszą porą na to będzie późna noc lub wczesny ranek, gdy zabawa zacznie wygasać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.