01.08.2024, 13:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 13:23 przez Millie Moody.)
Południowe stragany – Kadzidła i świece
Millie była jeszcze w emocjach po występie i bardzo trochę liczyła, że spotkają tu Alastora. Dlatego też słuchała trzy po trzy słuchała tego co mówią sprzedawcy, oczy mając dookoła głowy, myśli zaś rozbiegane w kierunku ukochanego brata, który przepadł.
No trudno.
– To poproszę zwykłą, w kolorze ciemnego fioletu, może być lekko lśniąca. Wezmę też trzy pęki kadzidła z białej szałwii, najlepiej z dodatkiem rozmarynu i lawendy. – Wybrała te, które pomagały oczyścić przestrzeń i duszę, oddalić toksyczną energię i zrelaksować się po ciężkim dniu. Lawenda i rozmaryn wzmacniały działanie szałwii, która niegdyś wspierała rdzenne ludy ameryki północnej, a teraz tu, na ziemi najeźdźcy mogła przysłużyć się jej. Wieczorem chciała okadzić ich małe mieszkanie po powrocie z przymusowej odsiadki w Lecznicy Dusz, ale kto wie, może i zafunduje seans oczyszczający też Bertiemu, bo zdawało się, że Alik coś wspominał o powrocie do Doliny. Na wsi ponoć lepiej umysł się regenerował, choć nie zgodziłaby się z tym. W końcu Lecznica też tam była zlokalizowana.
Zapewnienie Bertiego o tym, że zapamięta za nią o kole z losami wywołało łagodny uśmiech, łagodzący jej ostre, wychudłe rysy. Pochyliła się ku niemu i na moment czoło złożyła w okolicy splotu słonecznego, jakby przykładanie głowy do tego łagodnego giganta działało jak najlepsze kadzidła uspokajające.
– Fajnie, że masz babcie. Mi się już skończyły – rzuciła do Ginny, nie kwestionując jej wyborów świeczkowych. – Ej paczcie! Tam chyba jest księżycowa lemoniada! W sumie chętnie napije się czegoś przed dalszym zwiedzaniem, ruszamy dalej? – zapytała, a gdy mieli już wszystko popakowane i zapłacone zaordynowała przeniesienie się do sąsiedniego stoiska prowadzonego przez dziewczynkę bombardą od Hogwartu oderwaną, głównie po to, żeby się przekonać że ów lemoniada potrafi nieźle kopnąć.