11.01.2023, 02:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.01.2023, 02:39 przez Elliott Malfoy.)
Przez Perseusa definitywnie robiło się gorąco - zazwyczaj w każdym słowa tego znaczeniu - i mieli się o tym przekonać w nastepnym latach o wiele bardziej dobitnie. Teraz, natomiast, musieli przejąć się tym - przynajmniej Elliott - że mieli przed sobą krzycząca w niebogłosy małolatę, lewitujaca minimetry nad ziemią i zachowujaca się jak obrażona primadonna z każdym, kolejnym wypowiedzianym przez siebie zdaniem.
Elliott nie znosił dziewcząt. Głównie przez Eden i te, którymi siostra się otaczała. Wydawały mu się manipulanckie, pretensjonalne i chciały być traktowane jako uprzywilejowani obywatele tego świata. Nie widział natomiast kłody w swoim oku, gdy spostrzegał drzazgę w cudzym. Jego bliźniaczka nie była dobrą osobą, ale nie była to wina jej płci, ba. Zachowanie dziewcząt miało swoje źródło i był nim patriarchat, ale o tym Elliott nie miał jeszcze wspominać w swoich własnych myślach przez nastepne pare lat. Na razie większość jego relacji z płcią przeciwną skupiało się z brakiem uwagi od matki, wiecznie wywyższanej siostry i tak dalej. Za każdym razem wywracał oczyma słysząc jak ojciec chwali jej osiągnięcia, nic dziwnego, że na ton Jęczącej Marty bebechy mu się wywracały, najchętniej kazałby się jej zamknąć i wyszedł z tej łazienki, aby nie musieć słuchać tego jazgotu, wystarczyła mu już Eden.
- Trochę jest, co prawda, to prawda, zwłaszcza przed egzaminami albo, gdy próbuje zasnąc, a on wciąż gada coś o jakichś gwiazdozbiorach. - zaśmiał się pod nosem, bo faktycznie. Perseus zazwyczaj wciągał Elliotta w rozmowy o godzinie drugiej nad ranem, gdy Malfoy prbował pogrążyć sie w swoich myślach. Nie mógł wiedzieć, że ten robił to prawdopodobnie, dlatego aby wyciagnąć swojego przyjaciela z negatywnej spirali emocji, jaka opanowywała go zawsze przed snem.
Duch dziewczęcia zarechotał, tym razem ciszej, prawdopodobnie pamiętając prośbę Malfoya, który teraz, bardzo szybko wkupił się w jej losy podśmiewając się ze swojego kolegi. Korzystając z faktu, ze dziewczyna przymknęła na chwilę oczy sam mrugnął do Blacka. Uznał, że trzeba było podejść do tego strategicznie. Skoro zjawa była taka głośna, logicznym było, że potrzebowała uwagi, potraktował ją odrobinę jak małe dziecko, a przynajmniej tak mu sie wydawało, że tak takowe funkcjonują.
- W sumie jak to jest? Umarłaś wyglądając tak dobrze i młodo czy po śmierci można sobie wybrać w jaki sposób chce sie prezentować? - zakomplementował ją, bo może charyzmą nie dorównywał sobie za dziecięć lat, ale już odnajdywał się w przemowach lepiej niz większość swoich rówieśnikow.
Marta zdziwila się na chwilę, ale Elliott mógłby przysiąc, że jakby była odorbinę bardziej wyraxniejsza, to zauwązyłby na jej policzkach wykwit czerwieni.
- Pracowałam nad uśmiechem i włosami, starałam się... Ale umarłam tutaj, płacząc. - Malfoy pokiwał głową, ciesząc się, że ich towarzyszka postanowiła całkowicie ściszyć ton.
- Rozumiem, skoro wyglądałaś tak dobrze płacząc, to musiałaś być za życia naprawdę śliczna. Wciąż jesteś. - nie miał pochamowania, wszystko to było swoistym kłamstwem, ale skoro działało to w nie brnał. Grał na czas, chociaż wydawało mu się dziwne, że dziewczyna umarła w łazience, pojrzał na Percy'ego, trochę pytajaco, myśląc o tej sprawie.
Elliott nie znosił dziewcząt. Głównie przez Eden i te, którymi siostra się otaczała. Wydawały mu się manipulanckie, pretensjonalne i chciały być traktowane jako uprzywilejowani obywatele tego świata. Nie widział natomiast kłody w swoim oku, gdy spostrzegał drzazgę w cudzym. Jego bliźniaczka nie była dobrą osobą, ale nie była to wina jej płci, ba. Zachowanie dziewcząt miało swoje źródło i był nim patriarchat, ale o tym Elliott nie miał jeszcze wspominać w swoich własnych myślach przez nastepne pare lat. Na razie większość jego relacji z płcią przeciwną skupiało się z brakiem uwagi od matki, wiecznie wywyższanej siostry i tak dalej. Za każdym razem wywracał oczyma słysząc jak ojciec chwali jej osiągnięcia, nic dziwnego, że na ton Jęczącej Marty bebechy mu się wywracały, najchętniej kazałby się jej zamknąć i wyszedł z tej łazienki, aby nie musieć słuchać tego jazgotu, wystarczyła mu już Eden.
- Trochę jest, co prawda, to prawda, zwłaszcza przed egzaminami albo, gdy próbuje zasnąc, a on wciąż gada coś o jakichś gwiazdozbiorach. - zaśmiał się pod nosem, bo faktycznie. Perseus zazwyczaj wciągał Elliotta w rozmowy o godzinie drugiej nad ranem, gdy Malfoy prbował pogrążyć sie w swoich myślach. Nie mógł wiedzieć, że ten robił to prawdopodobnie, dlatego aby wyciagnąć swojego przyjaciela z negatywnej spirali emocji, jaka opanowywała go zawsze przed snem.
Duch dziewczęcia zarechotał, tym razem ciszej, prawdopodobnie pamiętając prośbę Malfoya, który teraz, bardzo szybko wkupił się w jej losy podśmiewając się ze swojego kolegi. Korzystając z faktu, ze dziewczyna przymknęła na chwilę oczy sam mrugnął do Blacka. Uznał, że trzeba było podejść do tego strategicznie. Skoro zjawa była taka głośna, logicznym było, że potrzebowała uwagi, potraktował ją odrobinę jak małe dziecko, a przynajmniej tak mu sie wydawało, że tak takowe funkcjonują.
- W sumie jak to jest? Umarłaś wyglądając tak dobrze i młodo czy po śmierci można sobie wybrać w jaki sposób chce sie prezentować? - zakomplementował ją, bo może charyzmą nie dorównywał sobie za dziecięć lat, ale już odnajdywał się w przemowach lepiej niz większość swoich rówieśnikow.
Marta zdziwila się na chwilę, ale Elliott mógłby przysiąc, że jakby była odorbinę bardziej wyraxniejsza, to zauwązyłby na jej policzkach wykwit czerwieni.
- Pracowałam nad uśmiechem i włosami, starałam się... Ale umarłam tutaj, płacząc. - Malfoy pokiwał głową, ciesząc się, że ich towarzyszka postanowiła całkowicie ściszyć ton.
- Rozumiem, skoro wyglądałaś tak dobrze płacząc, to musiałaś być za życia naprawdę śliczna. Wciąż jesteś. - nie miał pochamowania, wszystko to było swoistym kłamstwem, ale skoro działało to w nie brnał. Grał na czas, chociaż wydawało mu się dziwne, że dziewczyna umarła w łazience, pojrzał na Percy'ego, trochę pytajaco, myśląc o tej sprawie.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦