Aryaman Birla
Przez chwilę utkwił żółte ślepia w przemawiającym Alexandrze. Niezależnie, czy był to kontrast pomiędzy naturalnym, wrodzonym czarem jasnowłosej gospodyni czy po prostu osobowość Mulcibera, który nie radził sobie podczas wydarzeń towarzyskich. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego się pojawił w ogóle na wieczorku, zresztą liczna obecność jego rodziny była zaskakująca, czyżby nagły zastrzyk gotówki? Inwestorzy dali się wciągnąć w woskowy szał? Powątpiewał. Te dziwne plotki o małżeństwach, Lorien w rodzinie, bimber i świeczki. Co tam się wyprawiało?
Spoglądał na Mulcibera, jakby chciał zobaczyć, co tkwi w jego głowie. Przewiercał się na wylot jego czaszki, ale... unikając spoglądania na niego Trzecim Okiem. Obawiał się, że w takiej ilości dużych emocji, w grupie, magia przyszłości zwyczajnie go przytłoczy i zaraz to on będzie potrzebował medyka. Uniósł więc nieco zadziornie podbródek i patrzył, a Alexander mógł mieć wrażenie, jeżeli złapał jego wzrok, że oczy Birli powinny być brązowe.
Zaraz jednak subiektywnie odbierany czas zaczął pędzić. Eden u jego ramienia, dyrektywy Anthony'ego, którego odruchowo zaczął słuchać, Basilius okraszony uniesioną brwią, bardziej w stronę Shafiq'a. A więc to w ten sposób go pozyskałeś. Wymownie. Zajął się jednak panną Eden, wyprowadzając ją na balkon i pomagając usiąść na ławeczce.
— Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Anglicy pozbyli się szezlongów — stwierdził, podając Eden chusteczkę i odsuwając się od niej, aby dać medykowi przestrzeń i grając cały czas osobę odklejoną od rzeczywistości. Złego diabli nie biorą? Ciekawe stwierdzenie.