02.08.2024, 08:54 ✶
Tylko kretyn mógłby założyć, że Baldwin nie dostrzeże cienia pogardy, która odbiła się na twarzy kuzyna jak krzywo przybita pieczątka. Czy to dlatego przytrzymał jego dłoń dłużej? Zacisnął palce nieco mocniej? Przysunął się na ułamek sekundy nieco bliżej?
Nie musieli się śpieszyć. Oczywiście. Mieli jeszcze czas. Gdyby się zastanowić mieli dla siebie tyle czasu ile tylko chcieli. Blondyn przechylił głowę wpatrując w się w bladą twarz gospodarza. W te piękne, tak typowo Malfoy’owe rysy, głębokie błękitne oczy. Czy ktokolwiek w tej jego pożerającej duszę pracy zauważyłby spóźnienie? Zniknięcie na parę dni? Na moment (nieszczególnie zresztą długi) przestał fantazjować o zatrzymaniu Desmonda tylko dla siebie, a zamiast tego, wyjątkowo grzecznie usiadł na krześle. Ściągnął ostatecznie Rozalindę ze swojego ramienia na podłogę, wręczył szczurzycy jakieś ciasteczko cytrynowe z talerza. Powąchała je i porwała, natychmiast znikając gdzieś za kanapą.
Usłyszeli stłumione chrup chrup chrup. Dźwięk niewątpliwie rosnącej sterty okruszków.
- Jak to w teatrze.- Odparł tonem jakby praca u Selwynów była co najmniej drogą przez mękę. A przecież dawała mu to co Baldwin kochał najbardziej. Posmak chwały, zdrady, bólu, geniuszu. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, gdy trzymał w objęciach konającą Julię lub wpatrywał się w morze pustych twarzy wygłaszając nabożnym szeptem kolejne monologi. A potem gasły światła i cichły ostatnie oklaski, a on uciekał w noc.- Za dnia Malfoy, wieczorami Tybalt. Niedługo będziemy ponownie wystawiać Szekspirowskie tragedie. Chcesz wpaść na jakieś przedstawienie. Nasza Ofelia jest po prostu... mmm.- Cmoknął rozbawiony, wspominając słodką, blondwłosą czarownicę, z którą dzielił ostatnio nie tylko scenę.- W dodatku tuż po szkole. Głupia i naiwna, myśli, że zostanie wielką aktorką jeśli rozłoży nogi jak dziwka z Nokturnu.- Prychnął rozbawiony.
Kolejne pytanie nieco szanownego pana Malfoy'a zbiło z tropu.
Zamrugał parokrotnie zupełnie jakby się go nie spodziewał. Albo po prostu Baldwin kompletnie źle zrozumiał o co kuzynowi chodzi. A jednak nie krył się z odpowiedzią.
- Wyobraź sobie, że ojciec jest wyjątkowo oporny.- Rzucił wyjątkowo niezadowolony z wiecznie opierającego się przed tym co nieuniknione ojcem. Ona należała do niego. Od zawsze, na zawsze. Odwlekanie wesela było żałosną próbą odebrania młodszemu synowi tego co mu się po prostu należało.- Stary kretyn nie rozumie, że to jedyny sposób, żebyśmy odzyskali wielkość prawdziwie czystokrwistych rodzin.
Westchnął niemal rozgoryczony, osuwając się na krześle, jakby siedział w pierwszym lepszym barze na Nokturnie, a nie na herbatce u pretensjonalnego kuzyna. Zanim jednak oddał się w całości opowieściom o swojej pięknej siostrze, doskonałej bieli jej włosów i tych pięknych, przepełnionych tęsknotą oczach… zamarł na moment. Zmrużył podejrzliwie oczy, starając się wywęszyć w tym jakikolwiek spisek.
- A po co ci to wiedzieć?
Nie musieli się śpieszyć. Oczywiście. Mieli jeszcze czas. Gdyby się zastanowić mieli dla siebie tyle czasu ile tylko chcieli. Blondyn przechylił głowę wpatrując w się w bladą twarz gospodarza. W te piękne, tak typowo Malfoy’owe rysy, głębokie błękitne oczy. Czy ktokolwiek w tej jego pożerającej duszę pracy zauważyłby spóźnienie? Zniknięcie na parę dni? Na moment (nieszczególnie zresztą długi) przestał fantazjować o zatrzymaniu Desmonda tylko dla siebie, a zamiast tego, wyjątkowo grzecznie usiadł na krześle. Ściągnął ostatecznie Rozalindę ze swojego ramienia na podłogę, wręczył szczurzycy jakieś ciasteczko cytrynowe z talerza. Powąchała je i porwała, natychmiast znikając gdzieś za kanapą.
Usłyszeli stłumione chrup chrup chrup. Dźwięk niewątpliwie rosnącej sterty okruszków.
- Jak to w teatrze.- Odparł tonem jakby praca u Selwynów była co najmniej drogą przez mękę. A przecież dawała mu to co Baldwin kochał najbardziej. Posmak chwały, zdrady, bólu, geniuszu. Wszystko było na wyciągnięcie ręki, gdy trzymał w objęciach konającą Julię lub wpatrywał się w morze pustych twarzy wygłaszając nabożnym szeptem kolejne monologi. A potem gasły światła i cichły ostatnie oklaski, a on uciekał w noc.- Za dnia Malfoy, wieczorami Tybalt. Niedługo będziemy ponownie wystawiać Szekspirowskie tragedie. Chcesz wpaść na jakieś przedstawienie. Nasza Ofelia jest po prostu... mmm.- Cmoknął rozbawiony, wspominając słodką, blondwłosą czarownicę, z którą dzielił ostatnio nie tylko scenę.- W dodatku tuż po szkole. Głupia i naiwna, myśli, że zostanie wielką aktorką jeśli rozłoży nogi jak dziwka z Nokturnu.- Prychnął rozbawiony.
Kolejne pytanie nieco szanownego pana Malfoy'a zbiło z tropu.
Zamrugał parokrotnie zupełnie jakby się go nie spodziewał. Albo po prostu Baldwin kompletnie źle zrozumiał o co kuzynowi chodzi. A jednak nie krył się z odpowiedzią.
- Wyobraź sobie, że ojciec jest wyjątkowo oporny.- Rzucił wyjątkowo niezadowolony z wiecznie opierającego się przed tym co nieuniknione ojcem. Ona należała do niego. Od zawsze, na zawsze. Odwlekanie wesela było żałosną próbą odebrania młodszemu synowi tego co mu się po prostu należało.- Stary kretyn nie rozumie, że to jedyny sposób, żebyśmy odzyskali wielkość prawdziwie czystokrwistych rodzin.
Westchnął niemal rozgoryczony, osuwając się na krześle, jakby siedział w pierwszym lepszym barze na Nokturnie, a nie na herbatce u pretensjonalnego kuzyna. Zanim jednak oddał się w całości opowieściom o swojej pięknej siostrze, doskonałej bieli jej włosów i tych pięknych, przepełnionych tęsknotą oczach… zamarł na moment. Zmrużył podejrzliwie oczy, starając się wywęszyć w tym jakikolwiek spisek.
- A po co ci to wiedzieć?