02.08.2024, 09:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 10:10 przez Anthony Shafiq.)
Balkon
wraz z Eden, Lorraine, Morpheusem aka Aryamanem, Basiliusem i Lorien
wraz z Eden, Lorraine, Morpheusem aka Aryamanem, Basiliusem i Lorien
Karty przetasowały się, figury i blotki wpadły do głównego salonu i rozchodziły się w zmienionym szyku, jak w pokerze, którym się zabawiali przed chwilą. Dwie karty wymienione, trójka dam, para gentelmanów i hinduski joker pokryty smoczą łuską wyszli zaczerpnąć świeżego powietrza. Gdy drzwi się tylko za nimi zamknęły, gdy sierpniowa noc wpadająca w jesienne tony szarości objęła ich swoim rzeźkim uściskiem, Shafiq wprawnym krokiem tancerza wystąpił przed Lorien i zamknął ją w swoich skrzydłach osoby, która może tego nie pokazywała na co dzień, ale była szalenie protekcyjna wobec osób, które uważała za ważne w swoim życiu. A o ile Eden wypluwała swoje płuca, to otaczała ją teraz trójka szczerze zatroskanych osób. Jego Sroka była sama z krzyżem, który postanowiła przyjąć na swe ramiona. Stali więc trochę z boku od pozostałej trójki, w najdalszym kącie, w pewnym sensie osłaniając się nią przed wzrokiem gości, którzy pozostali wewnątrz.
...Robertowi, który odpowiada za realizację całego przedsięwzięcia, i jest tu dzisiaj ze mną, z żoną i z córką – piękny obraz, pięknie fałszywy, gdy klątwa w każdej chwili mogła pokryć jej ciało piórami, narazić na śmieszność złowrogą sędzinę Wizengamotu, która szczyciła się tym jak trzyma w ryzach swojego zwierzęcego demona. Mógł okuć ją stalą, mógł wznieść barykadę z pali, mur z kamieni obrośniętych ciasno bluszczem. Mógł, ale wolał oblać ją miękką wodą lśniącą złotem, nie puszczając, póki nie zmiękła, póki nie tylko rozum, ale i ciało, i dusza zrozumiała, że ktoś podszedł i obmył umęczonej twarz, na moment zabrał ciężar z barków.
–Cyt mia cara, tu bliziutko — coś zawołało,a daleko — odróżowiało. Nie wiem co, bo ni to ani owo, na ćwierć ptasio, na trzy ćwierci różowo. Szeptem przeszło tuż-tuż w sitowiu, zaliściło liśćmi w listowiu i rozniosło się i frunęło i po stawie ogniem huknęło. – sączył włoskie słowa, pstrej fraszki, zaklęcia magii starszej, niż ta z której skorzystali. W końcu też sięgnął dłonią do jej ucha i sztuczką absolutnie nie magiczną wyciągnął swoimi długimi palcami srebrzystą szeroką bransoletkę ze lśniącymi symetrycznie ułożonymi migdałowatymi kamieniami przedstawiającymi kolorystyczną gamę między akwamaryną, przez lazur do niemalże czarni granatu.
– Można znaleźć czasem taki agat, który koi – uśmiechnął się smutno odsuwając się na tyle, by tylko za jej zgodą, założyć na nadgarstek bransoletkę. – A teraz proszę się przyznać! Co jeszcze masz za uszami? Trochę nie wypada ukrywać takie skarby przed opodatkowaniem droga pani. – Niestety na balkonie nie było wody, żeby popić ten wyborny żart, a padł już w ojczystej mowie wszystkich będących na balkonie.
...Robertowi, który odpowiada za realizację całego przedsięwzięcia, i jest tu dzisiaj ze mną, z żoną i z córką – piękny obraz, pięknie fałszywy, gdy klątwa w każdej chwili mogła pokryć jej ciało piórami, narazić na śmieszność złowrogą sędzinę Wizengamotu, która szczyciła się tym jak trzyma w ryzach swojego zwierzęcego demona. Mógł okuć ją stalą, mógł wznieść barykadę z pali, mur z kamieni obrośniętych ciasno bluszczem. Mógł, ale wolał oblać ją miękką wodą lśniącą złotem, nie puszczając, póki nie zmiękła, póki nie tylko rozum, ale i ciało, i dusza zrozumiała, że ktoś podszedł i obmył umęczonej twarz, na moment zabrał ciężar z barków.
–Cyt mia cara, tu bliziutko — coś zawołało,a daleko — odróżowiało. Nie wiem co, bo ni to ani owo, na ćwierć ptasio, na trzy ćwierci różowo. Szeptem przeszło tuż-tuż w sitowiu, zaliściło liśćmi w listowiu i rozniosło się i frunęło i po stawie ogniem huknęło. – sączył włoskie słowa, pstrej fraszki, zaklęcia magii starszej, niż ta z której skorzystali. W końcu też sięgnął dłonią do jej ucha i sztuczką absolutnie nie magiczną wyciągnął swoimi długimi palcami srebrzystą szeroką bransoletkę ze lśniącymi symetrycznie ułożonymi migdałowatymi kamieniami przedstawiającymi kolorystyczną gamę między akwamaryną, przez lazur do niemalże czarni granatu.
– Można znaleźć czasem taki agat, który koi – uśmiechnął się smutno odsuwając się na tyle, by tylko za jej zgodą, założyć na nadgarstek bransoletkę. – A teraz proszę się przyznać! Co jeszcze masz za uszami? Trochę nie wypada ukrywać takie skarby przed opodatkowaniem droga pani. – Niestety na balkonie nie było wody, żeby popić ten wyborny żart, a padł już w ojczystej mowie wszystkich będących na balkonie.