02.08.2024, 11:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 11:17 przez Baldwin Malfoy.)
Baldwin co prawda nie wiedział jak spożytkować kocięta na gulasz, ale wiedział za to, że Rozalina pewnie prędzej czy później jakąś zdobyć przyniesie. Toteż wzruszył tylko ramionami.
- Zdarza jej się. To szczur.- Stwierdził jakby samo w sobie miało to znaczyć, że polowania ma we krwi. Nie sprzedawał mu całej historii jak to ją kiedyś znalazł jako małe, niedołężne szczurzątko gdzieś na Nokturnie. On siedział na krawężniku. Ona siedziała na krawężniku. I się zakochał jak mu się ślepe dziecko wdrapało na kolana. Tak musiała się czuć za każdym razem jego Matka Boska Nokturnowska, gdy czołgał się na próg jej domu. Dumna nie-rodzicielka, że tym razem nie zarzygał podłogi.
Drzwi nie były zabezpieczone żadnymi zaklęciami, a i sam gospodarz nieszczególnie przejmował się zabezpieczeniem dobytku. Co mu mogli ukraść? Obrazy? Farby? Godność człowieka?
- Siadaj. Dopiero co przyszedłeś. A skoro przyszedłeś znaczy, że…- Co to mogło znaczyć? Że chłopakowi życie niemiłe? Że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - masz tupet. I to się szanuje.
Zostawił Charliego przy kanapie, machając tylko ręką, żeby siadał i opowiadał więcej. Ten jednak postanowił… Kompletnie złamać Baldwinowe serduszko. Jak to tak kończyć działalność zanim jeszcze ją rozpoczął?!
Zamarł w pół kroku, kiedy tak szedł w stronę “kuchni”.
- Nieporozumieniem?- Powtórzył powoli, odwracając się do niego. Uniósł powoli brwi jakby Charlie nie mówił po angielsku, tylko w języku skończonych debili, którego Baldwin liznął zaledwie podstawy żyjąc tyle lat ze swoją rodziną.- Och rozumiem.
Powiedział powoli patrząc na chłopaka jak na dziwaczne zjawisko pogodowe.
- Masz jakąś starą babkę, której się nie spodobała rozwiązłość seksualna, bo ostatni raz ktoś ją przeleciał przed wymarciem dinozaurów. Czaję. I nie Charles. Nie twierdzę, że masz się nie obudzić. Jak chcesz możemy nawet nie spać.- skąd to nagłe my?- Twierdzę, że jakby to była moja rodzina, to bym się nie obudził. Ale twoja?- Machnął nonszalancko ręką. Chuja o Mulciberach wiedział tak po prawdzie. Coś tam kiedyś odwalili i mieli zakaz wstępu do Ministerstwa Magii czy coś takiego. Tyle wiedział co podsłuchał od ojca, a że słuchał go tak rzadko jak się dało - to i wiedział niewiele. Ale Baldwin jak to Baldwin - jak mu brakowało opowieści to sobie ją po prostu dopisywał. W rodzinnych rozrachunkach liczyli się tylko Malfoyowie.
Kompletnie zignorował stek bzdur o gościnności. Jakby go tu nie chciał to by go po prostu nie zapraszał. Proste? Kręcąc się po kuchni, nastawił wodę w czajniku. Wygrzebał z szafki dwa kubki i opłukał je szybko z kurzu. Wrzucił do środka po torebce jakiegoś taniego earl grey'a, wsypał cukru, żeby dało się to pić. Gdy woda się tak gotowała wyciągnął z kolejnej szafki... rum? Tak. Ciemna, charakterystyczna butelka. Szybko zalał herbatę.
- Mlfie płopłofstfu, że starsfkofie potftfłafią byfć upfierdflifi.- Wymemłał, trzymając różdżkę w ustach, żeby mu nie przeszkadzała w niesieniu kubków z herbatą w rękach i butelki rumu pod pachą. Postawił naczynia na kawałeczku miejsca na stoliku- Wyfbrz sfbie.
Każdy kubek był z innej parafii. Jeden - typowo firmowy z czarnym logiem i podpisem NECRONOMICON. Pod spodem ktoś domalował krzywe literki “zakład pogrzebowy A.S. Nokturn”. Drugi kubek był bardziej fikuśny - w ręcznie malowane piękne kwiaty, poruszające się pod wpływem magii. Aczkolwiek ten z kolei był w kilku miejscach uszczerbiony.
Baldwin wreszcie wyciągnął różdżkę z ust, otarł ją leniwie o szatę i wetknął sobie za ucho.
- Artyści Charlie! Tylko artyści są cokolwiek warci! Ach sztuka! To jest nasza kochanka. Kochanka, której nienawidzą rodzice i stare baby!- Westchnął rozgoryczony wlewając solidną porcję rumu do obu kubków. Zimno było. Co z tego że sierpień?- Więc porzucisz świat kutasowych świeczek i co dalej? Dasz się stłamsić? Związać sobie dłonie? Myślisz, że im chodzi o kontrowersję? O nie nie nie! Oni chcą więcej. Chcą cię wepchnąć w sidła korporacyjnych maszyn. Wycisnąć z ciebie do cna wszystko co piękne!
- Zdarza jej się. To szczur.- Stwierdził jakby samo w sobie miało to znaczyć, że polowania ma we krwi. Nie sprzedawał mu całej historii jak to ją kiedyś znalazł jako małe, niedołężne szczurzątko gdzieś na Nokturnie. On siedział na krawężniku. Ona siedziała na krawężniku. I się zakochał jak mu się ślepe dziecko wdrapało na kolana. Tak musiała się czuć za każdym razem jego Matka Boska Nokturnowska, gdy czołgał się na próg jej domu. Dumna nie-rodzicielka, że tym razem nie zarzygał podłogi.
Drzwi nie były zabezpieczone żadnymi zaklęciami, a i sam gospodarz nieszczególnie przejmował się zabezpieczeniem dobytku. Co mu mogli ukraść? Obrazy? Farby? Godność człowieka?
- Siadaj. Dopiero co przyszedłeś. A skoro przyszedłeś znaczy, że…- Co to mogło znaczyć? Że chłopakowi życie niemiłe? Że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - masz tupet. I to się szanuje.
Zostawił Charliego przy kanapie, machając tylko ręką, żeby siadał i opowiadał więcej. Ten jednak postanowił… Kompletnie złamać Baldwinowe serduszko. Jak to tak kończyć działalność zanim jeszcze ją rozpoczął?!
Zamarł w pół kroku, kiedy tak szedł w stronę “kuchni”.
- Nieporozumieniem?- Powtórzył powoli, odwracając się do niego. Uniósł powoli brwi jakby Charlie nie mówił po angielsku, tylko w języku skończonych debili, którego Baldwin liznął zaledwie podstawy żyjąc tyle lat ze swoją rodziną.- Och rozumiem.
Powiedział powoli patrząc na chłopaka jak na dziwaczne zjawisko pogodowe.
- Masz jakąś starą babkę, której się nie spodobała rozwiązłość seksualna, bo ostatni raz ktoś ją przeleciał przed wymarciem dinozaurów. Czaję. I nie Charles. Nie twierdzę, że masz się nie obudzić. Jak chcesz możemy nawet nie spać.- skąd to nagłe my?- Twierdzę, że jakby to była moja rodzina, to bym się nie obudził. Ale twoja?- Machnął nonszalancko ręką. Chuja o Mulciberach wiedział tak po prawdzie. Coś tam kiedyś odwalili i mieli zakaz wstępu do Ministerstwa Magii czy coś takiego. Tyle wiedział co podsłuchał od ojca, a że słuchał go tak rzadko jak się dało - to i wiedział niewiele. Ale Baldwin jak to Baldwin - jak mu brakowało opowieści to sobie ją po prostu dopisywał. W rodzinnych rozrachunkach liczyli się tylko Malfoyowie.
Kompletnie zignorował stek bzdur o gościnności. Jakby go tu nie chciał to by go po prostu nie zapraszał. Proste? Kręcąc się po kuchni, nastawił wodę w czajniku. Wygrzebał z szafki dwa kubki i opłukał je szybko z kurzu. Wrzucił do środka po torebce jakiegoś taniego earl grey'a, wsypał cukru, żeby dało się to pić. Gdy woda się tak gotowała wyciągnął z kolejnej szafki... rum? Tak. Ciemna, charakterystyczna butelka. Szybko zalał herbatę.
- Mlfie płopłofstfu, że starsfkofie potftfłafią byfć upfierdflifi.- Wymemłał, trzymając różdżkę w ustach, żeby mu nie przeszkadzała w niesieniu kubków z herbatą w rękach i butelki rumu pod pachą. Postawił naczynia na kawałeczku miejsca na stoliku- Wyfbrz sfbie.
Każdy kubek był z innej parafii. Jeden - typowo firmowy z czarnym logiem i podpisem NECRONOMICON. Pod spodem ktoś domalował krzywe literki “zakład pogrzebowy A.S. Nokturn”. Drugi kubek był bardziej fikuśny - w ręcznie malowane piękne kwiaty, poruszające się pod wpływem magii. Aczkolwiek ten z kolei był w kilku miejscach uszczerbiony.
Baldwin wreszcie wyciągnął różdżkę z ust, otarł ją leniwie o szatę i wetknął sobie za ucho.
- Artyści Charlie! Tylko artyści są cokolwiek warci! Ach sztuka! To jest nasza kochanka. Kochanka, której nienawidzą rodzice i stare baby!- Westchnął rozgoryczony wlewając solidną porcję rumu do obu kubków. Zimno było. Co z tego że sierpień?- Więc porzucisz świat kutasowych świeczek i co dalej? Dasz się stłamsić? Związać sobie dłonie? Myślisz, że im chodzi o kontrowersję? O nie nie nie! Oni chcą więcej. Chcą cię wepchnąć w sidła korporacyjnych maszyn. Wycisnąć z ciebie do cna wszystko co piękne!