Ten wieczór miał być przyjemny. Heather nie spodziewała się zupełnie takiego obrotu sytuacji. Wiadomo, że z używkami różnie bywa, jednak nie miała pojęcia, że przyjdzie im walczyć z wielką kaczką, potężnym predatorem, później teleportować się w miejsce, w którym nie powinni się znaleźć do tego w między czasie radzić sobie z jej klątwą. Nawet dla Wood czasem bodźców było zbyt wiele. Była zmęczona, okropnie zmęczona, marzyła tylko o tym, aby znaleźć się w łóżku i zasnąć.
- Ja nikogo nie zabiłam!- Odparła oburzona na słowa Charlesa. Nie chciała mieć na sumieniu tego ptaka, zresztą sam się prosił o to, żeby zginąć. - To było samobójstwo, mówię Wam, zgadzam się z Camim, że sam chciał umrzeć, inaczej by do nas nie podszedł.- Grunt to widzieć to wszystko w jeden sposób, ten korzystniejszy dla nich.
- To przez teleportację, co mam poradzić na to, że jej nienawidzę?- Odparła jeszcze do Lupina po tym, kiedy obrzygała go po raz kolejny. Przetarła dłonią twarz. Zrobiła się blada, zdecydowanie ten sposób podróżowania jej nie służył, chociaż rozumiała intencje Charliego to lepiej dla nie by było, gdyby się przeszła, czy coś.
- Charlie, to nie był żaden gad, tylko ptak, to zupełnie różne stworzenia...- Powiedziała jeszcze do Rookwooda. - Ja, golić gęsi, czy Cię Merlin opuścił, myślę, że skrzaty mogą się tym zająć, jak je poproszę.- Szkoda, żeby ta gęś umierała na darmo, a tak to może będą mieli z niej całkiem dobry rosół na jutrzejszego kaca.
- Tak, wchodzę, jestem już gotowa.- Udało jej się rozebrać bez uszkadzania żadnej części ciała, naprawdę wyczyn w tym stanie upojenia, w którym się znajdowała. Podniosła się na nogi i wlazła do wanny, nie czekając, aż się odsuną. - Ogarnijmy się i chodźmy spać, jestem bardzo zmęczona.- Powiedziała jeszcze do swoich towarzyszy.