02.08.2024, 14:07 ✶
Obdarowywanie prezentami było dla Lorien naturalne niemal jak oddychanie. W ten sposób okazywała uczucia, które już dawno dla własnego zdrowia zabutelkowała w podświadomości. W ten sposób pokazywała ludziom, że są dla niej ważni.
Przeczesała czułym gestem jej nieco splątane od leżenia w łóżku włosy. Nie miała nic przeciwko, żeby Sophie odpoczywała. Pogoda wcale nie zachęcała do niczego innego. Ale machnęła tylko delikatnie ręką słysząc jak się kłopocze.
- Proszę cię. Jesteś praktycznie moim dzieckiem.- “I oceniają mnie przez twój pryzmat” pozostało niedopowiedziane. Przymknęła na moment oczy próbując sobie przypomnieć jak wygląda jej plan na przyszły tydzień.- Mhm, nie zapomniałam. Pójdziemy. Mam w miarę luźną przyszłą środę. Przyjdź do mnie do pracy koło 12, powinnam do tego czasu być już po porannej sesji. Zjemy jakiś lunch, przejdziemy się do Rosierów.
Miłe, spokojne popołudnie.
Pozwoliła się nacieszyć materiałem ile tylko dziewczyna chciała, samej błądząc wspomnieniami do rodzinnej skrzatki. Czy to była ładna poszewka? Ciężko stwierdzić. Biała, chyba z dużą ilością koronek i tymi nieszczęsnymi falbanami, o które służąca się notorycznie potykała. To druga część zdania nieco Lorien zaskoczyła. Oczywiście, że powiedziała o Sophie swojej matce. To było oczywiste, bo Adeline Prewett była tak wścibska, że i tak by się ukryć nic nie dało. Poza tym wypominanie córce braku biologicznego syna należało do ulubionego hobby kobiety. Dlatego tak naprawdę Lorien nie ciągnęła Sophie do swoich rodziców.
Ojca albo nie było w domu, wiecznie rzucany po świecie na prawnicze sympozja i wykłady, albo był i siedział nad swoimi makietami. A matka… No cóż, była na tyle specyficzną kobietą, że Lorien nie chciała skazywać biednej pasierbicy na rozmowy o mężach, wyższości Sycylii nad całym światem i pewnie mnóstwa prac w ogródku.
- Myślę, że tak. Tylko leżą i się kurzą, a matka mówiła, że potrzebuje na coś skrzyn… Sophie? La mia scoiattolina…- Ostrożnie dotknęła jej ramienia, zdezorientowana i kompletnie nie wiedząc co zrobić. Płaczące dzieci nie były czymś o czym nauczano w Wizengamocie. Ani na żadnych innych kursach przygotowawczych do dorosłości.- Ty płaczesz? Co się stało?
Przeczesała czułym gestem jej nieco splątane od leżenia w łóżku włosy. Nie miała nic przeciwko, żeby Sophie odpoczywała. Pogoda wcale nie zachęcała do niczego innego. Ale machnęła tylko delikatnie ręką słysząc jak się kłopocze.
- Proszę cię. Jesteś praktycznie moim dzieckiem.- “I oceniają mnie przez twój pryzmat” pozostało niedopowiedziane. Przymknęła na moment oczy próbując sobie przypomnieć jak wygląda jej plan na przyszły tydzień.- Mhm, nie zapomniałam. Pójdziemy. Mam w miarę luźną przyszłą środę. Przyjdź do mnie do pracy koło 12, powinnam do tego czasu być już po porannej sesji. Zjemy jakiś lunch, przejdziemy się do Rosierów.
Miłe, spokojne popołudnie.
Pozwoliła się nacieszyć materiałem ile tylko dziewczyna chciała, samej błądząc wspomnieniami do rodzinnej skrzatki. Czy to była ładna poszewka? Ciężko stwierdzić. Biała, chyba z dużą ilością koronek i tymi nieszczęsnymi falbanami, o które służąca się notorycznie potykała. To druga część zdania nieco Lorien zaskoczyła. Oczywiście, że powiedziała o Sophie swojej matce. To było oczywiste, bo Adeline Prewett była tak wścibska, że i tak by się ukryć nic nie dało. Poza tym wypominanie córce braku biologicznego syna należało do ulubionego hobby kobiety. Dlatego tak naprawdę Lorien nie ciągnęła Sophie do swoich rodziców.
Ojca albo nie było w domu, wiecznie rzucany po świecie na prawnicze sympozja i wykłady, albo był i siedział nad swoimi makietami. A matka… No cóż, była na tyle specyficzną kobietą, że Lorien nie chciała skazywać biednej pasierbicy na rozmowy o mężach, wyższości Sycylii nad całym światem i pewnie mnóstwa prac w ogródku.
- Myślę, że tak. Tylko leżą i się kurzą, a matka mówiła, że potrzebuje na coś skrzyn… Sophie? La mia scoiattolina…- Ostrożnie dotknęła jej ramienia, zdezorientowana i kompletnie nie wiedząc co zrobić. Płaczące dzieci nie były czymś o czym nauczano w Wizengamocie. Ani na żadnych innych kursach przygotowawczych do dorosłości.- Ty płaczesz? Co się stało?