07.08.2024, 09:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 10:52 przez Desmond Malfoy.)
Z całych sił powstrzymał impuls rozerwania zaklęciem na pół czmychającego za kanapę szczura. Próbował nie wyglądać na szczególnie wzburzonego perspektywą szukania okruszków za meblami, wszakże to nie on będzie je sprzątał. Fakt, że Baldwin poczęstował smakołykiem swoje zwierzę zanim sami zaczęli jeść, był bezczelny, ale też w pewien sposób ujmujący.
Gdy przeniósł wzrok z powrotem na Baldwina, dostrzegł, że wpatruje się on w niego w ten sam charakterystyczny, niepokojący sposób, który z wiekiem widywał u niego coraz częściej i który wydawał się tylko nabierać coraz większej intensywności. Niezręcznie spuścił oczy i skupił się na krojeniu ciasta.
– Oh – Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz w czystym szoku. – Z chęcią przyjdę. Na spektakl. Ale nie dla ofelii tylko. Dla ciebie.
Wiedział, że do samego końca sezonu szekspirowskich tragedii nie znajdzie czasu na ani jedną wizytę w teatrze. Nie zamierzał oglądać dziewcząt, które jego własna krew obdzierała z godności pod pretekstem uchylenia im rąbka tajemnicy sławy. Ze zdystansowanym, uprzejmym uśmiechem na ustach zaczynał planować w myślach list, który wyśle do Elliotta... do Lorraine? Możliwe, że kobieta lepiej będzie wiedziała, co zrobić w sprawie kobiet.
– Mam nadzieję że masz. Ochotę. Sam piekłem – dodał po chwili, wskazując na marchewkowe ciasto, którego kawałek przeniósł na swój talerzyk.
Gdy kuzyn był zajęty odpowiadaniem na jego pytanie, bezceremonialnie dolał sobie do herbaty sutego szota rumu i pośpiesznie napił się z filiżanki. Widać było, jak nagła fala ulgi rozluźnia jego sztywną, pustą twarz.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, widząc niezadowolenie Baldwina centrystycznym anemizmem swojego ojca. Ojciec Paullus również nie rwał się do dołączenia do ekstremistycznej walki politycznej, ale Desmond nie potrafił mieć mu tego za złe - wszakże ktoś na jego pozycji miał znacznie więcej do stracenia, niż młodzi ludzie, tacy jak on.
– Szczerze mówiąc. Jestem zdziwiony że. Zapytałeś ojca o opinię w tym temacie – mówił sucho. – Ja nie pytałbym. Swojego. Oczywistym jest że ludzie starszej. Daty będą. Mieli pewne opory ale to. Jest nasza przyszłość. Musimy zrobić co musi być zrobione.
Spojrzał Baldwinowi w zmrużone oczy ze znudzeniem, które stało w wyraźnej sprzeczności z buntowniczą treścią słów wypowiedzianych przez niego przed chwilą.
– Przecież to oczywiste jesteśmy rodziną czyż nie – wyjaśnił sucho. – Dlatego powinniśmy. Wspierać się. Wzajemnie.
Gdy przeniósł wzrok z powrotem na Baldwina, dostrzegł, że wpatruje się on w niego w ten sam charakterystyczny, niepokojący sposób, który z wiekiem widywał u niego coraz częściej i który wydawał się tylko nabierać coraz większej intensywności. Niezręcznie spuścił oczy i skupił się na krojeniu ciasta.
– Oh – Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz w czystym szoku. – Z chęcią przyjdę. Na spektakl. Ale nie dla ofelii tylko. Dla ciebie.
Wiedział, że do samego końca sezonu szekspirowskich tragedii nie znajdzie czasu na ani jedną wizytę w teatrze. Nie zamierzał oglądać dziewcząt, które jego własna krew obdzierała z godności pod pretekstem uchylenia im rąbka tajemnicy sławy. Ze zdystansowanym, uprzejmym uśmiechem na ustach zaczynał planować w myślach list, który wyśle do Elliotta... do Lorraine? Możliwe, że kobieta lepiej będzie wiedziała, co zrobić w sprawie kobiet.
– Mam nadzieję że masz. Ochotę. Sam piekłem – dodał po chwili, wskazując na marchewkowe ciasto, którego kawałek przeniósł na swój talerzyk.
Gdy kuzyn był zajęty odpowiadaniem na jego pytanie, bezceremonialnie dolał sobie do herbaty sutego szota rumu i pośpiesznie napił się z filiżanki. Widać było, jak nagła fala ulgi rozluźnia jego sztywną, pustą twarz.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, widząc niezadowolenie Baldwina centrystycznym anemizmem swojego ojca. Ojciec Paullus również nie rwał się do dołączenia do ekstremistycznej walki politycznej, ale Desmond nie potrafił mieć mu tego za złe - wszakże ktoś na jego pozycji miał znacznie więcej do stracenia, niż młodzi ludzie, tacy jak on.
– Szczerze mówiąc. Jestem zdziwiony że. Zapytałeś ojca o opinię w tym temacie – mówił sucho. – Ja nie pytałbym. Swojego. Oczywistym jest że ludzie starszej. Daty będą. Mieli pewne opory ale to. Jest nasza przyszłość. Musimy zrobić co musi być zrobione.
Spojrzał Baldwinowi w zmrużone oczy ze znudzeniem, które stało w wyraźnej sprzeczności z buntowniczą treścią słów wypowiedzianych przez niego przed chwilą.
– Przecież to oczywiste jesteśmy rodziną czyż nie – wyjaśnił sucho. – Dlatego powinniśmy. Wspierać się. Wzajemnie.