02.08.2024, 20:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 20:13 przez Brenna Longbottom.)
Kończę taniec
– Jak powiem, że tak, będziesz domagać się wampirów przed samobójstwem? Bo w sumie to wyszłabym wtedy na plus, ale jednego właściwie aresztowaliśmy, nie jestem pewna, kiedy trafi się następny, taki zbuntowany.
Następny, a raczej następna, po dwóch dość przypadkowych bójkach z Saurielem właśnie, wdaniu się w bardzo nieprzydatkową walkę z wampirzycą z Marunweem, i nieszczęśliwej przygodzie Dory, właściwie już się w pobliżu Patricka kręciła, ale o tym to Brenna nie miała zielonego pojęcia.
– Nie pochlebiasz sobie, Bulstrode? – parsknęła i żartobliwie uderzyła go otwartą dłonią w ramię, w tej chwili, w której utwór się kończył. Nawet jeśli przez moment może i przyszło jej do głowy pytanie, kto umarłby tutaj pierwszy na zawał ze zdziwienia, gdyby faktycznie ot tak pocałowała go na tym zaimprowizowanym parkiecie – on, jej brat, któryś z wujków, Heather, Millie? – A poza tym w takiej bajkowej wersji, gdy stawiałoby się na głowie kraj jak długi i szeroki, i tkało tak wymyślne klątwy dla jednego pocałunku księcia, byłabym chyba tą złą, knującą wiedźmą, której pisany jest zły los.
Książęta w końcu całowali księżniczki, a rycerze zabijali złe wiedźmy.
Jej spojrzenie znów uciekło do Millie… a raczej ku partnerowi Millie, bo ona sama pozostawała niewidoczna… którą Atreus całkiem niechcący właśnie sprzedał. Moody odstawiła leki. I chociaż mogłoby się wydawać, że to odzyskanie naturalnych kolorów barwy było czymś dobrym, to czy ona była gotowa do radzenia sobie z własnymi emocjami bez pomocy medykamentów? Czy powinna podejmować taką decyzję sama?
Oczywiście, że Brenna się o nią martwiła. Wiedziała, że wiele osób otarło się tam o śmierć, wiedziała, że Zimni nosili w sobie chłód Limbo i zobaczyli tam rzeczy, jakich ludzie nie powinni oglądać, i wiedziała, że niejeden stracił na polanie swoich bliskich – w lesie znaleziono zdecydowania za wiele ciał. Ale mogła przejmować się nimi wszystkimi, przejmując się i Moody, poza tym…
Nawet jeśli oni raz radzili sobie lepiej, raz gorzej, to Millie zdawała się tonąć.
I co gorsza nawet nie próbowała wyciągnąć ręki po pomoc.
Ale to mogło zaczekać aż nadejdzie świt.
Dlatego na razie po prostu uśmiechnęła się do Atreusa, puściła jego rękę i cofnęła się, bo tańczyło się miło, ale jednak była tu gospodynią.
– Powinnam sprawdzić, czy parę osób do tego alkoholu cokolwiek zjadło. Nie pobijesz się z nikim, jak się za chwilę odwrócę? Bo na stołach tu całkiem sporo świeczek, chociaż w sumie nie wiem, czy jak takie zwykłe kształty, to spełniają twoje standardy narzędzia bojowego…
– Jak powiem, że tak, będziesz domagać się wampirów przed samobójstwem? Bo w sumie to wyszłabym wtedy na plus, ale jednego właściwie aresztowaliśmy, nie jestem pewna, kiedy trafi się następny, taki zbuntowany.
Następny, a raczej następna, po dwóch dość przypadkowych bójkach z Saurielem właśnie, wdaniu się w bardzo nieprzydatkową walkę z wampirzycą z Marunweem, i nieszczęśliwej przygodzie Dory, właściwie już się w pobliżu Patricka kręciła, ale o tym to Brenna nie miała zielonego pojęcia.
– Nie pochlebiasz sobie, Bulstrode? – parsknęła i żartobliwie uderzyła go otwartą dłonią w ramię, w tej chwili, w której utwór się kończył. Nawet jeśli przez moment może i przyszło jej do głowy pytanie, kto umarłby tutaj pierwszy na zawał ze zdziwienia, gdyby faktycznie ot tak pocałowała go na tym zaimprowizowanym parkiecie – on, jej brat, któryś z wujków, Heather, Millie? – A poza tym w takiej bajkowej wersji, gdy stawiałoby się na głowie kraj jak długi i szeroki, i tkało tak wymyślne klątwy dla jednego pocałunku księcia, byłabym chyba tą złą, knującą wiedźmą, której pisany jest zły los.
Książęta w końcu całowali księżniczki, a rycerze zabijali złe wiedźmy.
Jej spojrzenie znów uciekło do Millie… a raczej ku partnerowi Millie, bo ona sama pozostawała niewidoczna… którą Atreus całkiem niechcący właśnie sprzedał. Moody odstawiła leki. I chociaż mogłoby się wydawać, że to odzyskanie naturalnych kolorów barwy było czymś dobrym, to czy ona była gotowa do radzenia sobie z własnymi emocjami bez pomocy medykamentów? Czy powinna podejmować taką decyzję sama?
Oczywiście, że Brenna się o nią martwiła. Wiedziała, że wiele osób otarło się tam o śmierć, wiedziała, że Zimni nosili w sobie chłód Limbo i zobaczyli tam rzeczy, jakich ludzie nie powinni oglądać, i wiedziała, że niejeden stracił na polanie swoich bliskich – w lesie znaleziono zdecydowania za wiele ciał. Ale mogła przejmować się nimi wszystkimi, przejmując się i Moody, poza tym…
Nawet jeśli oni raz radzili sobie lepiej, raz gorzej, to Millie zdawała się tonąć.
I co gorsza nawet nie próbowała wyciągnąć ręki po pomoc.
Ale to mogło zaczekać aż nadejdzie świt.
Dlatego na razie po prostu uśmiechnęła się do Atreusa, puściła jego rękę i cofnęła się, bo tańczyło się miło, ale jednak była tu gospodynią.
– Powinnam sprawdzić, czy parę osób do tego alkoholu cokolwiek zjadło. Nie pobijesz się z nikim, jak się za chwilę odwrócę? Bo na stołach tu całkiem sporo świeczek, chociaż w sumie nie wiem, czy jak takie zwykłe kształty, to spełniają twoje standardy narzędzia bojowego…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.