02.08.2024, 20:50 ✶
Niechęć związana z działalność Departamentu Tajemnic była jedną z tych rzeczy, które łączyły Brennę i Sebastiana. Chociaż Longbottom mogła być sfrustrowana tym, że zręcznie wyrywają jej dostęp do źródła potencjalnie ważnych informacji, tak egzorcyście narazili się przede wszystkim... Brakiem współpracy z innymi wydziałami. Dalej czuł niesmak w ustach na wspomnienie małej utarczki z nimi w Kniei Godryka, kiedy to razem z ekipą Laurenta Prewetta szukali jakichś śladów po Widmach.
W pierwszej chwili wyprostował się naturalnie, gdy Patrick zjawił się tuż obok, jednak widok jego rozchmurzonej miny pozwolił mu się nieco zrelaksować. Cóż, akurat tej dwójki się tu spodziewał, chociaż zakładał, że Longbottom będzie chciała przyciągnąć tu też parę innych osób związanych z incydentem w Windermere.
— Dużo się modliłem w wolnym czasie. Mam też parę przemyśleń, ale raczej nie zdadzą się nam one teraz na zbyt wiele — przyznał, zerkając kątem oka w stronę drzwi. Po jego głowie krążyło parę koncepcji związanych z tym, co dokładnie powinien zrobić z czaszką, jednak niektóre z nich niezbyt przypadały mu do gustu. Zwłaszcza że podejrzewał, z jaką reakcją spotkałoby się to ze strony Brenny i Patricka. Cóż, po prostu będzie musiał wykazać się większą kreatywnością w nadchodzących dniach. — A co do rad... Miejcie oczy dookoła głowy i skupcie się na tym, co robicie najle… na chronieniu moich tyłów.
W przypadku pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów lepiej było mówić konkretnie. Gdyby faktycznie kazał im robić, to co wychodziło im w tej robocie najlepiej, to pewnie zobaczyłby, jak cała trójka próbuje wejść do Limbo za duszami z kryształowej czaszki. A może nawet wcześniej. Mały diabełek w głowie Sebastiana zarechotał wrednie na tę myśl, jednak twarz Sebastiana dalej przedstawiała typowe dla niego znudzenie przyprószone co najwyżej odrobiną zaniepokojenia.
Skinął Atreusowi głową, gdy ten zdecydował się do nich dołączyć. Wyglądało na to, że zebrała się tutaj cała śmietanka towarzyska Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Nie umknęło także jego uwadze to, że miał u swego boku aż dwójkę Zimnych, którzy mieli zaraz znaleźć się bezpośrednio przy oknie prowadzącym do Limbo. Z jednej strony obawiał się, jak stan dwóch mężczyzn może wpłynąć na przebieg rytuału, a z drugiej... Podsycało to tylko jego akademicką ciekawość.
— Przy poprzedniej czaszce mieliśmy sporo szczęścia — wytłumaczył, gdy Atreus zaczął wypytywać o szczegóły operacji. — To, co tutaj robimy, to niekoniecznie czysty egzorcyzm. Przejście do Limbo otwiera się naturalnie tylko dwa razy do roku, a więc podczas Beltane i Samhain. Przy pomocy znaków runicznych, eliksirów, całej reszty wyposażenia i mojej ekspertyzie spróbujemy zasymulować obrządek uchylający drzwi do zaświatów. Nie jest to standardowa usługa mojego biura, ale dużego wyboru nie mamy. Dusze zamknięte w naczynią cierpią, a trzymanie artefaktu na półce w magazynie do października wcale tego bólu nie uśmierzy. — Westchnął cicho, poprawiając zapięcia torby przewieszonej przez ramię. — Wy jesteście jednym z moich zabezpieczeń. Na wypadek, gdyby któraś dusza wymknęła się spod kontroli. Możecie się modlić, możecie zachować ciszę... Chociaż osobiście uważam, że w waszym wypadku parę pieśni pochwalnych ku czci Matki nie zaszkodzi, a wręcz może bardzo pomóc.
Nie byłby sobą, gdyby nie zwrócił na to uwagi. Zerknął pytająco w stronę przywoływacza przyprowadzonego tu przez Brennę. Spodziewał się, że i on miał jakieś wymagania czy też zalecenia dotyczące swojej pracy i tego, czego oczekiwał po swoich współpracownikach w ramach tego małego zlecenia.
W pierwszej chwili wyprostował się naturalnie, gdy Patrick zjawił się tuż obok, jednak widok jego rozchmurzonej miny pozwolił mu się nieco zrelaksować. Cóż, akurat tej dwójki się tu spodziewał, chociaż zakładał, że Longbottom będzie chciała przyciągnąć tu też parę innych osób związanych z incydentem w Windermere.
— Dużo się modliłem w wolnym czasie. Mam też parę przemyśleń, ale raczej nie zdadzą się nam one teraz na zbyt wiele — przyznał, zerkając kątem oka w stronę drzwi. Po jego głowie krążyło parę koncepcji związanych z tym, co dokładnie powinien zrobić z czaszką, jednak niektóre z nich niezbyt przypadały mu do gustu. Zwłaszcza że podejrzewał, z jaką reakcją spotkałoby się to ze strony Brenny i Patricka. Cóż, po prostu będzie musiał wykazać się większą kreatywnością w nadchodzących dniach. — A co do rad... Miejcie oczy dookoła głowy i skupcie się na tym, co robicie najle… na chronieniu moich tyłów.
W przypadku pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów lepiej było mówić konkretnie. Gdyby faktycznie kazał im robić, to co wychodziło im w tej robocie najlepiej, to pewnie zobaczyłby, jak cała trójka próbuje wejść do Limbo za duszami z kryształowej czaszki. A może nawet wcześniej. Mały diabełek w głowie Sebastiana zarechotał wrednie na tę myśl, jednak twarz Sebastiana dalej przedstawiała typowe dla niego znudzenie przyprószone co najwyżej odrobiną zaniepokojenia.
Skinął Atreusowi głową, gdy ten zdecydował się do nich dołączyć. Wyglądało na to, że zebrała się tutaj cała śmietanka towarzyska Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów. Nie umknęło także jego uwadze to, że miał u swego boku aż dwójkę Zimnych, którzy mieli zaraz znaleźć się bezpośrednio przy oknie prowadzącym do Limbo. Z jednej strony obawiał się, jak stan dwóch mężczyzn może wpłynąć na przebieg rytuału, a z drugiej... Podsycało to tylko jego akademicką ciekawość.
— Przy poprzedniej czaszce mieliśmy sporo szczęścia — wytłumaczył, gdy Atreus zaczął wypytywać o szczegóły operacji. — To, co tutaj robimy, to niekoniecznie czysty egzorcyzm. Przejście do Limbo otwiera się naturalnie tylko dwa razy do roku, a więc podczas Beltane i Samhain. Przy pomocy znaków runicznych, eliksirów, całej reszty wyposażenia i mojej ekspertyzie spróbujemy zasymulować obrządek uchylający drzwi do zaświatów. Nie jest to standardowa usługa mojego biura, ale dużego wyboru nie mamy. Dusze zamknięte w naczynią cierpią, a trzymanie artefaktu na półce w magazynie do października wcale tego bólu nie uśmierzy. — Westchnął cicho, poprawiając zapięcia torby przewieszonej przez ramię. — Wy jesteście jednym z moich zabezpieczeń. Na wypadek, gdyby któraś dusza wymknęła się spod kontroli. Możecie się modlić, możecie zachować ciszę... Chociaż osobiście uważam, że w waszym wypadku parę pieśni pochwalnych ku czci Matki nie zaszkodzi, a wręcz może bardzo pomóc.
Nie byłby sobą, gdyby nie zwrócił na to uwagi. Zerknął pytająco w stronę przywoływacza przyprowadzonego tu przez Brennę. Spodziewał się, że i on miał jakieś wymagania czy też zalecenia dotyczące swojej pracy i tego, czego oczekiwał po swoich współpracownikach w ramach tego małego zlecenia.