02.08.2024, 22:00 ✶
już nie tańczę, ale chyba jeszcze w okolicach parkietu
- A co, mam się ich domagać po samobójstwie? Musielibyśmy wtedy wrócić zza grobu, żeby się tym zająć - a to akurat brzmiało już niedorzecznie.
- Ja? - uniósł brwi w teatralnym zdziwieniu. - Proszę cię. Tobie samej schlebianie mi wychodzi wystarczająco fenomenalnie, nie muszę jeszcze do tego dokładać - parsknął rozbawiony, niepomny na jej kuksańca. Nie chciał myśleć co by się stało, gdyby tak zwyczajnie postanowili się tutaj pocałować, ale miał wrażenie że wywołałoby to co najmniej mieszane emocje. Czy Erik dostałby zawału? Dla niego wątpliwe, głównie dlatego że sam wcześniej przykładał rękę do tego, by stworzyć im szanse do spotkania się. Wujkowie? To już bardziej prawdopodobne, pytanie tylko ile ich tu było, bo głupio by było gdyby nagle połowa jej rodziny padła tu i teraz. Do Millie by to chyba nawet nie dotarło w pełni. Ale chyba nie o znajdujące się tutaj osoby powinni się tak naprawdę martwić, a siedzące w domach matki. Pani Bulstrode już po Lammas podchwyciła temat, wróciwszy chyba od jakiejś koleżanki i pytała go, z co to za ładną czarownicą rozmawiał przy stoisku Potterów. Podstępna była, bo zachowywała się jakby nic nie wiedziała, ale minę miała taką jakby wiedziała absolutnie wszystko.
- Nie martw się, czytelnicy mają często to do siebie, że najchętniej wybaczają zbrodnie popełniane w imię miłości, nawet te najstraszniejsze - rzucił z zawadiackim uśmiechem, ale w głowie słowo miłość odrobinę mu zgrzytnęło, stwarzając dysonans. Atreus nie był w stanie nie dostrzegać pewnych schematów, które udawało mu się powielać i jeśli chodziło o związki, święcił rekordy w tym jak szybko i mocno się w kimś zadurzał i równie ekspresowo wypisywał się emocjonalnie z tych relacji. Dla Florence wszystkie jego partnerki to był wypadek przy pracy, podczas gdy on był gotowy przysięgać, że nie nie nie, teraz jest inaczej. Z Brenną nie miał nawet szansy podejść do tego w typowy dla siebie sposób; najpierw potknął się o łączącą ich więź, omijając cały stan natychmiastowego zidiocenia, a potem przyszło mu zastanawiać się że ta nowa perspektywa jest trochę dziwna i nietypowa, ale może jednak warta zainteresowania.
- W takim razie chyba będę musiał się powstrzymać. Ledwo bo ledwo, ale szanujmy się, przecież nie będę wojował taką normalną świeczką po tym w jaki sposób swoją sławę w tym temacie zyskałem - parsknął, przez moment z faktycznie rozżaloną miną zauważając ewidentne braki w asortymencie. - Ale jak chcesz zmienić wystrój to możesz mi dać znać, mam jeszcze trochę tych świeczek...
- A co, mam się ich domagać po samobójstwie? Musielibyśmy wtedy wrócić zza grobu, żeby się tym zająć - a to akurat brzmiało już niedorzecznie.
- Ja? - uniósł brwi w teatralnym zdziwieniu. - Proszę cię. Tobie samej schlebianie mi wychodzi wystarczająco fenomenalnie, nie muszę jeszcze do tego dokładać - parsknął rozbawiony, niepomny na jej kuksańca. Nie chciał myśleć co by się stało, gdyby tak zwyczajnie postanowili się tutaj pocałować, ale miał wrażenie że wywołałoby to co najmniej mieszane emocje. Czy Erik dostałby zawału? Dla niego wątpliwe, głównie dlatego że sam wcześniej przykładał rękę do tego, by stworzyć im szanse do spotkania się. Wujkowie? To już bardziej prawdopodobne, pytanie tylko ile ich tu było, bo głupio by było gdyby nagle połowa jej rodziny padła tu i teraz. Do Millie by to chyba nawet nie dotarło w pełni. Ale chyba nie o znajdujące się tutaj osoby powinni się tak naprawdę martwić, a siedzące w domach matki. Pani Bulstrode już po Lammas podchwyciła temat, wróciwszy chyba od jakiejś koleżanki i pytała go, z co to za ładną czarownicą rozmawiał przy stoisku Potterów. Podstępna była, bo zachowywała się jakby nic nie wiedziała, ale minę miała taką jakby wiedziała absolutnie wszystko.
- Nie martw się, czytelnicy mają często to do siebie, że najchętniej wybaczają zbrodnie popełniane w imię miłości, nawet te najstraszniejsze - rzucił z zawadiackim uśmiechem, ale w głowie słowo miłość odrobinę mu zgrzytnęło, stwarzając dysonans. Atreus nie był w stanie nie dostrzegać pewnych schematów, które udawało mu się powielać i jeśli chodziło o związki, święcił rekordy w tym jak szybko i mocno się w kimś zadurzał i równie ekspresowo wypisywał się emocjonalnie z tych relacji. Dla Florence wszystkie jego partnerki to był wypadek przy pracy, podczas gdy on był gotowy przysięgać, że nie nie nie, teraz jest inaczej. Z Brenną nie miał nawet szansy podejść do tego w typowy dla siebie sposób; najpierw potknął się o łączącą ich więź, omijając cały stan natychmiastowego zidiocenia, a potem przyszło mu zastanawiać się że ta nowa perspektywa jest trochę dziwna i nietypowa, ale może jednak warta zainteresowania.
- W takim razie chyba będę musiał się powstrzymać. Ledwo bo ledwo, ale szanujmy się, przecież nie będę wojował taką normalną świeczką po tym w jaki sposób swoją sławę w tym temacie zyskałem - parsknął, przez moment z faktycznie rozżaloną miną zauważając ewidentne braki w asortymencie. - Ale jak chcesz zmienić wystrój to możesz mi dać znać, mam jeszcze trochę tych świeczek...