02.08.2024, 23:29 ✶
- Mhm - odpowiedział, chociaż błysk w jego oku sugerował, że ten temat jeszcze nie został zakończony. Być może na kilka chwil, może na kilka dni czy miesięcy, ale kiedyś do niego wróci. Nie odniósł się do błędu stulecia, który mógłby być wywołany taką... różnicą zdań. Nie wierzył, że to kiedykolwiek by się stało - to w końcu byli Blackowie, nie podrzędna rodzina, która lubowała się w oglądaniu zwierzątek. To nie byli Longbottomowie - ród Black był silny, był konserwatywny i przede wszystkim wiedział, co jest godne czarodziejów, a co nie. - Jak radziłeś sobie w Hogwarcie, gdy przychodziło do tańców?
Zadał pytanie, aczkolwiek było ono retoryczne. Gdyby chciał znać na nie odpowiedź, to by wwiercił w niego spojrzenie i nie odpuszczał tak długo, póki nie uzyska odpowiedzi. Ale domyślał się jej: nie potrzebował jej też do tego, by oddychać, więc najzwyczajniej w świecie puścił dłoń Nicholasa. Ale tylko po to, by musnąć opuszkami palców jego policzek.
- Nie tylko dam radę, ale i wrócę by zdać ci obserwacje - być może to była młodzieńcza buta, ale oh: był naprawdę przekonany o tym, że da radę, że wszystko będzie w porządku. Że pójdzie tam, pokaże się, wróci i weźmie lodowaty prysznic, a potem położy się obok Nicka w łóżku i po prostu zamknie oczy, żeby odpocząć. Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił... - A jestem w pozycji, w której mógłbym ci czegokolwiek zakazywać i na cokolwiek pozwalać?
Kolejne zadane leniwie pytanie, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Bo brzmiała ona: nie. To, że się o niego w jakiś sposób troszczył nie oznaczało, że mógł mu stawiać warunki. Zresztą Rodolphus nigdy nie był osobą, która te warunki dyktowała, nie w... jakiejkolwiek relacji.
- Jeżeli chcesz, to pracuj. Cokolwiek, co cię nie nadwyręży fizycznie. Moja wiedza medyczna jest gorsza, niż chciałbym i mógłbym przyznać - dodał, nachylając się. Złożył na ustach Nicholasa delikatny pocałunek. - A bardzo nie chciałbym cię transportować do Munga.
Dodał jeszcze, być może nieco ostrzej, niż zamierzał. Bo przecież wiedział, że do tego nie dojdzie.
Zadał pytanie, aczkolwiek było ono retoryczne. Gdyby chciał znać na nie odpowiedź, to by wwiercił w niego spojrzenie i nie odpuszczał tak długo, póki nie uzyska odpowiedzi. Ale domyślał się jej: nie potrzebował jej też do tego, by oddychać, więc najzwyczajniej w świecie puścił dłoń Nicholasa. Ale tylko po to, by musnąć opuszkami palców jego policzek.
- Nie tylko dam radę, ale i wrócę by zdać ci obserwacje - być może to była młodzieńcza buta, ale oh: był naprawdę przekonany o tym, że da radę, że wszystko będzie w porządku. Że pójdzie tam, pokaże się, wróci i weźmie lodowaty prysznic, a potem położy się obok Nicka w łóżku i po prostu zamknie oczy, żeby odpocząć. Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił... - A jestem w pozycji, w której mógłbym ci czegokolwiek zakazywać i na cokolwiek pozwalać?
Kolejne zadane leniwie pytanie, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Bo brzmiała ona: nie. To, że się o niego w jakiś sposób troszczył nie oznaczało, że mógł mu stawiać warunki. Zresztą Rodolphus nigdy nie był osobą, która te warunki dyktowała, nie w... jakiejkolwiek relacji.
- Jeżeli chcesz, to pracuj. Cokolwiek, co cię nie nadwyręży fizycznie. Moja wiedza medyczna jest gorsza, niż chciałbym i mógłbym przyznać - dodał, nachylając się. Złożył na ustach Nicholasa delikatny pocałunek. - A bardzo nie chciałbym cię transportować do Munga.
Dodał jeszcze, być może nieco ostrzej, niż zamierzał. Bo przecież wiedział, że do tego nie dojdzie.