03.08.2024, 02:03 ✶
Na balkonie z Eden, Morpheusem, Lorraine, Anthonym i Lorien, mówię do Matthiasa i Sophie
Propozycja zakładu z Lorien była szalenie kusząca, ale jednak nawet on wiedział, że dziesięć galeonów nie było tego wartych. Zwłaszcza, że nie chciał zostać jakkolwiek wyrzucony stąd przed drugą partią pokera. Nie dane było mu jednak dłużej nad tym myśleć, bo oto podszedł do nich Shafiq.
Basilius zmarszczył brwi i zerknął w stronę balkonu. Ktoś już umierał? Tak szybko? Rzucił Lorien przepraszające spojrzenie i ruszył w kierunku poszkodowanej, którą ku jego zdziwieniu, była Eden Lestrange.
Zanim jednak zdążył do niej podejść przy czarownicy zebrali się też inni w tym Lorraine Malfoy, która tylko kojarzył z widzenia (chyba, może jednak miała inaczej na imię, może to nie była ona, widział ją kiedyś w szpitalu?), tak jak i nowy kolega Shafiqa, na którego ani razu nie patrzył się dzisiejszego wieczoru.
– Wszystko dobrze? – spytał Eden, próbując ocenić, czy kobieta umierała, czy też nie, a jeśli tak to jak bardzo. Niesamowite jak jedna fundacja Mulciberów, była w stanie pozbawić kogoś tchu, a to dopiero ich pierwsza taka inicjatywa. Kto wie co dalej? Fundacja imienia Nobby'ego Leecha do walki z dyskryminacja w miejscu pracy? Stowarzyszenie Alexandra Mulcibera do spraw walki z agresją w kasynach? Świeczki o fallicznych kształt… A nie, zaraz. To już akurat było.
Na całe szczęście, nawet nie zdążył nic specjalnego zrobić, gdy Eden zaczęła powoli dochodzić do siebie sama, więc nagła wizyta w Mungu, raczej im nie groziła, chociaż właśnie przemawiał Alexander Mulciber, więc niczego nie można było być pewnym.
– Proszę się nie martwić, niektóre sytuacje i słowa potrafią wywołać niespodziewane reakcję alergiczne – powiedział z uśmiechem profesjonalnego uzdrowiciela, wciąż jednak bardzo uważnie kontrolując, czy z Eden na pewno wszystko było w porządku, zaraz jednak przenosząc na szybko spojrzenie na Aryamana, zastanawiając się czemu nagle tak ważne dla tej rozmowy stały się szezlongi.
– Obawiam się panie Birla, że gdybyśmy mieli szezlongi, moglibyśmy na nie dramatycznie mdleć, a jak pan sam zauważył naszą reakcją na niektóre informacje jest raczej krztuszenie się – powiedział, zerkając na to co się właśnie działo na scenie i skrzywił się nieznacznie, słysząc jak wciągany jest w to Atreus. Miał nadzieję, że kuzyn po prostu z grzeczności nie chciał odmawiać nikomu publicznie. Zerknął na kolejnych wchodzących na balkon i to oczywiście nie Anthony'ego i Lorien, stojących nieco za nimi, a tych co właśnie weszli. Zmarszczył brwi. Robiło się tu już nieco zbyt tłoczno, a dalej nie był do końca pewny, czy Eden będzie oddychać, czy może jednak zmieni zdanie i wolał nie robić przy tym tłumu.
– Przepraszam państwa – zaczął uprzejmie, kierując swoje słowa do Matthiasa i Sophie. – Jesteśmy w trakcie poważnej interwencji medycznej, więc gdyby mogli państwo zostawić nas jeszcze na chwilę samych, by nie niepokoić pani Lestrange byłbym bardzo wdzięczny. – Może Eden nie zrzuci go za to z balkonu.