03.08.2024, 02:39 ✶
6 marca 1970 roku, dokładnie tydzień przed kolejnym piątkiem trzynastego, Basilius zrozumiał, że chyba przegrał z losem. Nie dlatego, że Brenna jakoś wyjąkowo przedwcześnie wpadła do jego gabinetu, ani nie dlatego, że jemu przydarzył się jakiś pech. Oj nie. Było znacznie gorzej powiem 6 marca 1970 roku, czyli dokładny tydzień przed kolejnym piątkiem trzynastego, przepracowany Basilius szedł Pokątną i na widok nowej kawiarni przyszło mu na myśl, że musi kiedyś tutaj wpaść z jakimiś znajomymi, co nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie to, że jego druga myśl brzmiała "Za tydzień widzę się z Brenną, to może, jeśli żadne z nas nie będzie zbyt umierające, przejdziemy się razem, gdy już będzie po wszystkim." I to było dla niego za dużo, bo jednak pogodzenia się z losem, z którym nie chciał się pogodzić nie planował. I właśnie wtedy postanowił, zebrać się na desperacką próbę wyrwania się z tego chichotu życia. Dlatego też tydzień później, był już umówiony z innym magimedykiem, że jeśli Brenna Longbottom przekroczy dzisiejszego dnia próg szpitala świętego Munga, to on przejmie jej przypadek za niego. Wystarczyła do tego tylko jedna wygrana przez Prewetta partia pokera. Oszukiwał, ale kto by tego nie robił, gdy w grę wchodził kolejny trzynastopiątkowy ból głowy, jak i eksperyment naukowy, bo Basilius tym zabiegiem, chciał przetestować, co się stanie, jeśli spróbuje tak oszukać ich wspólny los.
Oczywiście zawsze istniała szansa, że to jemu coś się przytrafi, lub spotkają się po jego godzinach pracy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że minął dopiero miesiąc od chyba jego najbardziej żenującej wizyty w Ministerstwie Magii, o której niewątpliwie jego mózg będzie mu przypominał przed zaśnięciem.
Zobaczył ją akurat wtedy, gdy sam wchodził na własny dyżur.
– Brenno – przywitał się grzecznie, czekając aż zaraz mu powie, że coś transmutowało jej serce w brokuła, czy coś takiego. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego tylko cały świat próbował ją zabić. – Słucham? – spytał, marszcząc brwi.
Najgorsze było to, że Brenna się uśmiechnęła, a Basilius czasami miał wrażenie, że uśmiech Brenny był uniwersalnym narzędziem tortur, zaprojektowanym tak, by nieświadoma ofiara raz po raz, wpadała w pułapkę jego czaru, tylko po to, by chwilę później usłyszeć, że cały świat chciał Brennę zabić. A może to nie było narzędzie tortur? Może jednak jedynie mechanizm obronny, który ochraniał ją przed sfrustrowany uzdrowicielami, bo przecież jak to tak posłac do wszystkich diabłów kogoś o uśmiechu Longbottomów?
A najgorsze, że chyba to działało. Kątem oka dostrzegł, jak podchodzi do niego tamten magimedyk, aby bohatersko zająć się przypadkiem Brenny, ale Basilius jedynie uniósł rękę, aby go powstrzymać. Eh, no nie mógł jej tak zostawić.
– Zapraszam do mojego gabinetu – powiedział jedynie, patrząc na Brennę, trochę tak jakby miała wybuchnąć, ale chyba na nic takiego się nie zapowiadało. I w tym momencie zgasło światło.
Oczywiście zawsze istniała szansa, że to jemu coś się przytrafi, lub spotkają się po jego godzinach pracy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że minął dopiero miesiąc od chyba jego najbardziej żenującej wizyty w Ministerstwie Magii, o której niewątpliwie jego mózg będzie mu przypominał przed zaśnięciem.
Zobaczył ją akurat wtedy, gdy sam wchodził na własny dyżur.
– Brenno – przywitał się grzecznie, czekając aż zaraz mu powie, że coś transmutowało jej serce w brokuła, czy coś takiego. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego tylko cały świat próbował ją zabić. – Słucham? – spytał, marszcząc brwi.
Najgorsze było to, że Brenna się uśmiechnęła, a Basilius czasami miał wrażenie, że uśmiech Brenny był uniwersalnym narzędziem tortur, zaprojektowanym tak, by nieświadoma ofiara raz po raz, wpadała w pułapkę jego czaru, tylko po to, by chwilę później usłyszeć, że cały świat chciał Brennę zabić. A może to nie było narzędzie tortur? Może jednak jedynie mechanizm obronny, który ochraniał ją przed sfrustrowany uzdrowicielami, bo przecież jak to tak posłac do wszystkich diabłów kogoś o uśmiechu Longbottomów?
A najgorsze, że chyba to działało. Kątem oka dostrzegł, jak podchodzi do niego tamten magimedyk, aby bohatersko zająć się przypadkiem Brenny, ale Basilius jedynie uniósł rękę, aby go powstrzymać. Eh, no nie mógł jej tak zostawić.
– Zapraszam do mojego gabinetu – powiedział jedynie, patrząc na Brennę, trochę tak jakby miała wybuchnąć, ale chyba na nic takiego się nie zapowiadało. I w tym momencie zgasło światło.