03.08.2024, 13:13 ✶
Przy barze, a potem wrzucam Brennę do wody
Na moment z jego twarzy zniknął uśmiech i omal nie zakrztusił się drinkiem, który właśnie sączył. gdyby nie fakt, że z Geraldine nie miał szans to pewnie to ona by skończyła w wodzie - ale coś czuł, ze gdyby spróbował to albo ona wrzuciłaby jego, albo by wylądował na piasku. Jeszcze był na tyle trzeźwy, żeby zachować resztki instynktu samozachowawczego.
- Błaznem to bym nie powiedział, ale reszta to się jednak zgadza - odpowiedział z rezygnacją, nie spodziewałby się, że ktokolwiek mu przypomni o szóstym roku w takiej chwili. Na raz dokończył drinka i odstawił pustą szklankę na bar. Przed dalszym rozpamiętywaniem uratowało go pojawienie Brenny i Atreusa - dobrze wiedział, że cierpliwość go nie zawiedzie - i już nie wiedział czy to faktycznie wina drinka, czy jego figlarska natura wychodziła z niego. Dystans między barem a wodą nie był może najkrótszy, ale przecież był czarodziejem.
- Nie, jeszcze nie, jakoś nie byłem głodny - odpowiedział szczerząc się jak głupi do sera i powoli zbliżając się do Brenny. - Zresztą to jedzenie nie cieszy się taką popularnością jak napoje Tediego - zauważył, bo faktycznie mało kto kierował się do jedzenia i stawiali raczej na dietę płynną. Ale cóż, teraz miał istotniejsze zadanie do wykonania niż przejmowanie się nawykami jedzeniowymi zgromadzonych na plaży ludzi.
Przestał się czaić i najprościej w świecie podniósł Brennę na ręce, jedną ręką trzymając ją pod kolanami a drugą na plecach. - Co to za impreza na plaży skoro nikt do wody nie wchodzi - powiedział z szerokim uśmiechem i szybkim krokiem ruszył w stronę morza z jakże oczywistym zamiarem wrzucenia jej do wody. Ale oczywiście jak już wejdzie nieco głębiej. Dla lepszego efektu jak i tego, że nie będzie przecież rzucał na płyciźnie, bo jeszcze ją uszkodzi, a tego by nie chciał.
Na moment z jego twarzy zniknął uśmiech i omal nie zakrztusił się drinkiem, który właśnie sączył. gdyby nie fakt, że z Geraldine nie miał szans to pewnie to ona by skończyła w wodzie - ale coś czuł, ze gdyby spróbował to albo ona wrzuciłaby jego, albo by wylądował na piasku. Jeszcze był na tyle trzeźwy, żeby zachować resztki instynktu samozachowawczego.
- Błaznem to bym nie powiedział, ale reszta to się jednak zgadza - odpowiedział z rezygnacją, nie spodziewałby się, że ktokolwiek mu przypomni o szóstym roku w takiej chwili. Na raz dokończył drinka i odstawił pustą szklankę na bar. Przed dalszym rozpamiętywaniem uratowało go pojawienie Brenny i Atreusa - dobrze wiedział, że cierpliwość go nie zawiedzie - i już nie wiedział czy to faktycznie wina drinka, czy jego figlarska natura wychodziła z niego. Dystans między barem a wodą nie był może najkrótszy, ale przecież był czarodziejem.
- Nie, jeszcze nie, jakoś nie byłem głodny - odpowiedział szczerząc się jak głupi do sera i powoli zbliżając się do Brenny. - Zresztą to jedzenie nie cieszy się taką popularnością jak napoje Tediego - zauważył, bo faktycznie mało kto kierował się do jedzenia i stawiali raczej na dietę płynną. Ale cóż, teraz miał istotniejsze zadanie do wykonania niż przejmowanie się nawykami jedzeniowymi zgromadzonych na plaży ludzi.
Przestał się czaić i najprościej w świecie podniósł Brennę na ręce, jedną ręką trzymając ją pod kolanami a drugą na plecach. - Co to za impreza na plaży skoro nikt do wody nie wchodzi - powiedział z szerokim uśmiechem i szybkim krokiem ruszył w stronę morza z jakże oczywistym zamiarem wrzucenia jej do wody. Ale oczywiście jak już wejdzie nieco głębiej. Dla lepszego efektu jak i tego, że nie będzie przecież rzucał na płyciźnie, bo jeszcze ją uszkodzi, a tego by nie chciał.