11.01.2023, 16:49 ✶
Nigdy nie był dobry w zaklęciach obronnych, nawet w walce z magicznymi stworzeniami, czego popis dał przed chwilą. Gdyby w latach szkolnych bardziej przykładał się do praktyki, zamiast teorii, może teraz nie miałby aż takich problemów. Jak na kogoś, kto robił różdżki, wyjątkowo słabo znał się na magii. Ale jakoś sobie poradzili, prawda? Powinien chyba poprosić kogoś z przyjaciół o przyspieszony kurs używania różdżki.
Skinął głową na zapewnienia Reginy, że przetrwała starcie z chochlikami kornwalijskimi. Wyjątkowo upierdliwe. I pomyśleć, że chciał za dzieciaka przemycić jednego do domu, pragnąc jakiegokolwiek zwierzątka, gdy jego rodzice notorycznie powtarzali słowo nie.
- Najwyraźniej nie tak łatwo, jak sądziliśmy – mruknął, wciąż niepocieszony porażką. W przeciwieństwie do Rowle nie zastanawiał się nad tym, co też chochliki robiły w tym miejscu. Nie znał się na warunkach ich życia, widział je wyłącznie w klatce, czy to podczas zajęć, czy na Pokątnej. Raz jeden uciekły z Menażerii i dzięki temu sobie jednego schwytał. Miał wrażenie, że kiedyś był o wiele sprytniejszy niż teraz.
- Spokojnie, nie przejmuj się. Nie ty pierwsza wypytujesz, pół Pokątnej tym żyje – powiedział, wzruszając ramionami. Jego ojciec zdołał już zasiać odpowiednią panikę wśród sąsiednich przybytków, zwłaszcza u Madame Malkin, która niepokoiła się o najnowsze sprowadzane z Azji jedwabie. Tak jakby komuś zależało na kradzieży ubrań. – Tylko jednorożca, nie mam pojęcia czemu, bo mogli przecież przy okazji zgarnąć spory zapas innych składników. Banda idiotów, nie włamali się do biura, tylko połamali różdżki, wyskubując z nich pojedyncze włosy – ciągnął dalej, marszcząc się przy tym, bo nadal nie rozumiał. W rozmowie z brygadzistami zaczynał widzieć jakiś sens, ale im dłużej o tym myślał, tym mniej tak naprawdę wiedział. Nie wspominając o tym, że nie rozpoznawał twarzy z portretu, który otrzymał rano sowią pocztą. – Przysłali nam Brennę Longbottom, jest świetna, więc ufam, że znajdzie sprawców. Ojciec odchodzi od zmysłów, sama rozumiesz, stworzenie tylu nowych różdżek to miesiące pracy.
Podążał za Reginę, wierząc, że obrała prawidłową drogę. Może awaryjnie powinien przyglądać się trasie, zapamiętując ją? Teraz i tak było za późno, więc mógł się jedynie modlić, by nic więcej ich nie zaatakowało.
Skinął głową na zapewnienia Reginy, że przetrwała starcie z chochlikami kornwalijskimi. Wyjątkowo upierdliwe. I pomyśleć, że chciał za dzieciaka przemycić jednego do domu, pragnąc jakiegokolwiek zwierzątka, gdy jego rodzice notorycznie powtarzali słowo nie.
- Najwyraźniej nie tak łatwo, jak sądziliśmy – mruknął, wciąż niepocieszony porażką. W przeciwieństwie do Rowle nie zastanawiał się nad tym, co też chochliki robiły w tym miejscu. Nie znał się na warunkach ich życia, widział je wyłącznie w klatce, czy to podczas zajęć, czy na Pokątnej. Raz jeden uciekły z Menażerii i dzięki temu sobie jednego schwytał. Miał wrażenie, że kiedyś był o wiele sprytniejszy niż teraz.
- Spokojnie, nie przejmuj się. Nie ty pierwsza wypytujesz, pół Pokątnej tym żyje – powiedział, wzruszając ramionami. Jego ojciec zdołał już zasiać odpowiednią panikę wśród sąsiednich przybytków, zwłaszcza u Madame Malkin, która niepokoiła się o najnowsze sprowadzane z Azji jedwabie. Tak jakby komuś zależało na kradzieży ubrań. – Tylko jednorożca, nie mam pojęcia czemu, bo mogli przecież przy okazji zgarnąć spory zapas innych składników. Banda idiotów, nie włamali się do biura, tylko połamali różdżki, wyskubując z nich pojedyncze włosy – ciągnął dalej, marszcząc się przy tym, bo nadal nie rozumiał. W rozmowie z brygadzistami zaczynał widzieć jakiś sens, ale im dłużej o tym myślał, tym mniej tak naprawdę wiedział. Nie wspominając o tym, że nie rozpoznawał twarzy z portretu, który otrzymał rano sowią pocztą. – Przysłali nam Brennę Longbottom, jest świetna, więc ufam, że znajdzie sprawców. Ojciec odchodzi od zmysłów, sama rozumiesz, stworzenie tylu nowych różdżek to miesiące pracy.
Podążał za Reginę, wierząc, że obrała prawidłową drogę. Może awaryjnie powinien przyglądać się trasie, zapamiętując ją? Teraz i tak było za późno, więc mógł się jedynie modlić, by nic więcej ich nie zaatakowało.