03.08.2024, 21:44 ✶
tańczę
- Oh, no tak. W sumie do tej pory widzieliśmy się tylko w Warowni - uświadomiła sobie nagle z delikatnym śmiechem. - A będziesz miał w warsztacie w ogóle miejsce, żeby się do niego wprowadzić? W sensie... warsztat to warsztat... No i nie ma potrzeby, żebyś się wyprowadzał, bo przecież nikt nie ma nic przeciwko, żebyś dalej mieszkał w domku ogrodnika - rzuciła odrobinę zmartwiona, bo warsztat nie wydawał jej się aż takim dobrym pomysłem, bo to przecież było miejsce pracy. Pewnie miały tam zostać wstawione jakieś sprzęty, żeby mógł pracować nad tym, nad czym tylko chciał, ale gdzie tam miejsce na łóżko? Takie porządne, a nie jakieś sklepane na szybko i żeby tylko było.
Sama Dora też nie była mistrzynią tańca, ani teraz ani nigdy. Brakowało jej pewnego wyuczonego wdzięku, którym mogły się pochwalić osoby, które taniec ćwiczyły albo chodziły na więcej wydarzeń, gdzie grała muzyka. Crawley zwyczajnie czuła rytm i reagowała na niego raczej instynktownie niż poprzez wyuczone ruchy.
- Małą czarną? - szepnęła bardziej do siebie niż do niego, oglądając się za przywołaną przez niego osobę. - Oh, Millie. To siostra Alastora, niedawno wróciła do domu - rzuciła tylko lakonicznie. - Jego poznałam dopiero dzisiaj, zaprosiłam go przed chwilą do tańca i się zgodził, nie to co Erik. Ma na imię Basilius i jest uzdrowicielem w Mungu - a potem znowu się obrócili i teraz jej oczom ukazał się Cameron. Kiedy ulegał wypadkowi, siedziała w namiocie zajęta Tedym i trochę też resztą towarzystwa, ale nie przeszkadzało to w słyszeniu jego krzyku, kiedy spadał z miotły i rąbnął w ziemię. Dora nie wiedziała dlaczego właściwie zdecydował się na tego typu pomysły, ale szybko się nim zajęto, więc przynajmniej tyle. - Spadł z miotły, ale nie wiem dlaczego. Znaczy wiem dlaczego. Bo nie powinien w ogóle na nią wsiadać. Cameron nigdy specjalnie za nimi nie przepadał, a może one za nimi? W każdym razie nie wiem czemu na nią wsiadł.
- Oh, no tak. W sumie do tej pory widzieliśmy się tylko w Warowni - uświadomiła sobie nagle z delikatnym śmiechem. - A będziesz miał w warsztacie w ogóle miejsce, żeby się do niego wprowadzić? W sensie... warsztat to warsztat... No i nie ma potrzeby, żebyś się wyprowadzał, bo przecież nikt nie ma nic przeciwko, żebyś dalej mieszkał w domku ogrodnika - rzuciła odrobinę zmartwiona, bo warsztat nie wydawał jej się aż takim dobrym pomysłem, bo to przecież było miejsce pracy. Pewnie miały tam zostać wstawione jakieś sprzęty, żeby mógł pracować nad tym, nad czym tylko chciał, ale gdzie tam miejsce na łóżko? Takie porządne, a nie jakieś sklepane na szybko i żeby tylko było.
Sama Dora też nie była mistrzynią tańca, ani teraz ani nigdy. Brakowało jej pewnego wyuczonego wdzięku, którym mogły się pochwalić osoby, które taniec ćwiczyły albo chodziły na więcej wydarzeń, gdzie grała muzyka. Crawley zwyczajnie czuła rytm i reagowała na niego raczej instynktownie niż poprzez wyuczone ruchy.
- Małą czarną? - szepnęła bardziej do siebie niż do niego, oglądając się za przywołaną przez niego osobę. - Oh, Millie. To siostra Alastora, niedawno wróciła do domu - rzuciła tylko lakonicznie. - Jego poznałam dopiero dzisiaj, zaprosiłam go przed chwilą do tańca i się zgodził, nie to co Erik. Ma na imię Basilius i jest uzdrowicielem w Mungu - a potem znowu się obrócili i teraz jej oczom ukazał się Cameron. Kiedy ulegał wypadkowi, siedziała w namiocie zajęta Tedym i trochę też resztą towarzystwa, ale nie przeszkadzało to w słyszeniu jego krzyku, kiedy spadał z miotły i rąbnął w ziemię. Dora nie wiedziała dlaczego właściwie zdecydował się na tego typu pomysły, ale szybko się nim zajęto, więc przynajmniej tyle. - Spadł z miotły, ale nie wiem dlaczego. Znaczy wiem dlaczego. Bo nie powinien w ogóle na nią wsiadać. Cameron nigdy specjalnie za nimi nie przepadał, a może one za nimi? W każdym razie nie wiem czemu na nią wsiadł.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.