• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé

[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#8
04.08.2024, 04:26  ✶  

Łatwo było zapomnieć, że Geraldine została raniona w Windermere. Ugryzienie, w tamtym momencie, wyglądało poważnie, ale sama reakcja łowczyni była... właściwie prawie jej nie było. Jakby jedyne do czego przyczyniła się trytonka, to spotęgowanie i tak już narastającej złości Ger. A jak się okazywało - wkurwiona Ger to mordercza Ger. Przekonała się o tym Adria, ale nie tylko ona. Nie tylko ona skończyła marnie, obficie barwiąc wodę szkarłatem, jak gdyby próbowała zabarwić całe jezioro. W tamtych wydarzeniach tkwiła mała wskazówka, małe okienko do życia panny Yaxley, a może raczej do jej przeżyć. I to tych niekoniecznie przyjemnych. Świat walki był dla Esmé obcy - nawet jeżeli był personą, na którą ludzie reagowali różnie, to rzadko kiedy rzeczywiście dochodziło do czegoś więcej, niż przepychanek słownych. Jego wiedza na temat "wojujących" polegała głównie na domysłach, zasłyszanych informacjach, przeczytanych historiach i opowieściach. W tym wszystkim pojawiały się pewne archetypy osób silnych, dla których pojedynek był chlebem powszednim. Nie wszystkie pojedynki były jednak na śmierć i życie. Niektórzy wygrywali je umiejętnościami i ślepą wiarą w nie, niektórzy doświadczeniem, a jeszcze inni czystym sprytem i przebiegłością. Każdy wierzył w swoją wygraną, ale... łatwo było wierzyć, gdy wszystko szło po myśli. Fascynującym było to, jak ludzie radzą sobie po porażce, po upadkach, po własnych błędach. To potrafiło imponować kaletnikowi, ale też... budzić w nim politowanie i zażenowanie. Cwaniacy widząc własną krew potrafili tracić kompozycję umysłu, zaczynać wątpić w siebie, w swoje umiejętności co ostatecznie mogło prowadzić do porażki. Zazwyczaj były to osoby, które swe walki wygrywały definitywnie, deklasując własnego oponenta, nie widząc oczyma wyobraźni siebie pokonanego. Geraldine... zdecydowanie nie należała do tego rodzaju "wojowników". Nie, bez cudzysłowu. Gerry była wojowniczką w przeciwieństwie do wielu innych "wojujących" osób. Łatwo było zapomnieć, że jej fach polegał na walce na śmierć i życie. Esmé zaliczając pomyłkę przy swojej pracy tracił co najwyżej czas, trochę pieniędzy a w najgorszym wypadku klienta. Geraldine traciła krew, kawałek ciała lub nawet życie. Było to aż absurdalne jak szalone życie prowadziła, nie robiąc z tego... wielkiego show i nie unosząc się dumą. A była przecież dumną łowczynią. Nie w ten dziecinny sposób.

Zatem co to za wskazówka? Co to za okienko? Rowle oczywiście jedynie się domyślał, ale na domysłach jego świat był zbudowany. W większości. Dla panny Yaxley porażka nie wchodziła w grę. Nie miała tego przywileju, by móc zostać roztrzęsioną przez otrzymanie rany, a ostatecznie pokonaną. Nie miała czasu na użalanie się nad sobą, na dbanie o własne zdrowie, gdy chodziło o coś ponad to - życie. W tym momencie brzmiało to tak banalnie - musisz walczyć, bo inaczej zostaniesz zabita. Tyle i tylko tyle. Łatwo było sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji, w której przesz do przodu, zaciskasz zęby i walczysz o siebie. W wyobraźni to Esmé nawet mógł pokonać Geraldine. Mógłby nawet to zrobić jedną ręką. Ba! Z zawiązanymi oczyma, jedną ręką i bez broni. W wyobraźni wszystko było łatwe, gdy było się odpowiednio odrealnionym, nie znającym rzeczywistego ciężaru takich sytuacji. Kaletnik domyślał się... nie, on właściwie wiedział, że jej usposobienie, jej umiejętność zignorowania własnych obrażeń i jej zdolność do "robienia swojego" mimo błędów jest efektem procesu. Jej ciało było dowodem. Każda jedna blizna. Może kiedyś była tą osobą, która zaślepiona własną siłą nie wyobrażała sobie własnej porażki i może też doznała szoku, gdy pierwszy raz została raniona. Może. Niezależnie - upuszczono jej wystarczająco krwi, by zdała sobie sprawę, że porażka jest o milimetr dalej. Chwila zawahania i... koniec. Na zawsze. I tak co polowanie. Raz za razem. Należało o tym pamiętać, a Rowle nawet chciał, aby każdy był tego świadomy, że wspaniałość Geraldine nie jest czymś otrzymanym, nie jest czymś co płynęło w jej krwi od razu, nie jest spadkiem, nie jest nagrodą, nie jest błahostką, po którą należało jedynie sięgnąć lub się schylić. Jej wspaniałość była efektem procesu, który wciąż trwał. Jej skrzydła tylko rozwijały się szerzej i szerzej.

- Kolejna blizna, co? - mruknął, doskonale wiedząc, że tak - kolejna blizna. Nie tylko dlatego, że Ger nie widziała w nich nic złego i nosiła je ze swoistą dumą, więc na pewno się jej nie pozbyła, ale również dlatego, że na pewno była - w końcu raną zajęli się... później, zdecydowanie później. - Trytonka dodała mi jedną więcej bliznę do listy. Nieco więcej pracy. - dodał, wpatrując się na moment w bark z nowym śladem. Nowym śladem, na którym Rowle nie złożył swojego pocałunku, a przecież chciał ucałować je wszystkie. - Całe szczęście uwielbiam swoją robotę. - i właśnie do tego nawiązywał, do tamtej sytuacji na molo. Specjalnie o tym wspomniał, podnosząc ciemne oczyska ku jej jaśniejszym, by ostatecznie uśmiechnąć się delikatnie, ale nieco zadziornie, wręcz cwaniacko. Wiedział, że może sobie zażartować w ten sposób z jej krzywdy, bo... bo był sobą. Mówił rzeczy, których inni nie wypowiedzieliby za opłatą. Można było podejrzewać go, że znał Ger i wiedział, że taki żarcik jej nie urazi. I byłoby to pewnie prawdą, ale nie powodem - teraz po prostu chciał zrobić taki żart, więc go zrobił, nie zastanawiając się nad konsekwencjami.

Wiedział, że miała kogoś, kto zawsze składał ją do kupy, ale mimo wszystko niekoniecznie ten ktoś musiał być ekspertem w leczeniu problemów wszelakich. Niemniej, nie naciskał i jedynie kiwnął głową w zrozumieniu, że Gerry nie potrzebuje jego kontaktów. Nawet sam siebie nieco rozbawił, oczywiście jedynie wewnętrznie, myśląc że jako podrzędny kaletnik ma szersze kręgi znajomości, niż sławna łowczyni.

Prychnął cicho, widząc jak przewraca oczyma na jego bezczelną prowokację, bo przecież nie był na tyle głupi, aby uwierzyć, że nabierze Geraldine na swoje próby przyaktorzenia. Nie dlatego, że był słabym aktorem, bo był... mierny, ale ta mierność zazwyczaj była bardziej niż wystarczająca. Dlaczego? Chaos. Kto wiedział jaki jest Esmé w rzeczywistości? Gdzieś w głębi duszy? Prawie nikt, ale Ger miała już jakieś pojęcie i wiedziała, że jego zawiedziony ton głosy to tylko i wyłącznie droczenie się. Jeszcze mocniej wywinął usta w podkówkę, jeszcze bardziej opuścił brwi, gdy padło kolejne "może troszkę", ale trwało to jedynie chwilę, bo wreszcie panna Yaxley dała mu to, co chciał - satysfakcję ze skrępowania i wymuszenia pokonania tego zażenowania.

- A ja nie. - odparł zadowolony, jakby... jakby specjalnie chciał ją zranić, tak brutalnie oznajmiając brak tęsknoty. Specjalnie nawet nie patrzył jej w oczy, bo zamknął teraz własne, pochylając głowę na bok i uśmiechając się nieznacznie, ale wciąż wystarczająco głupkowato. - W końcu widuję cię za każdym razem jak zamknę oczy i kilka razy na dzień kątem oka dostrzegam, jak przechodzisz przed moją pracownią, by zaraz odkryć, że to nie ty. Albo znikłaś w mgnieniu oka. - uniósł powieki i skierował spojrzenie gdzieś za nią, gdzieś w stronę wystawy produktów jego rzemiosła. - Czasami widuję cię w tamtym gorsecie. - kiwnął głową, by wskazać o który gorset chodzi mi dokładnie. - Od tych dwóch dni często mi towarzyszysz, chociaż szkoda, że tak ulotnie. - mówił spokojnie, nie przekazując żadnych szczególnych emocji, a jedynie... jakby oznajmiając rzeczywistość. Czystą Prawdę, której w żaden sposób się nie wstydził. Nigdy Prawdy.

Temat jego zwid i tego, że Gerry zalegała mu w głowie na porządku dziennym należało odsunąć na bok, bo atmosfera szybko się zmieniła. Zagadka, którą niby Esmé rozwiązał okazywała się być znacznie bardziej skomplikowana, ale też rozwiązana. I nie, nie miał racji. Szok, niedowierzanie, Rowle nie miał racji w swojej dedukcji. Łał. Jednak to nie z tego powodu wyglądał teraz znów na nieco zagubionego, wciąż łączącego kropki ze sobą, by jak najszybciej zrozumieć sytuację, przesuwając wzrokiem po podłodze, jakby coś skanował. W końcu zamarł, może nawet spoważniał, chociaż jego twarz nie wyrażała żadnych emocji tak samo, jak nie wyrażała ich zazwyczaj. A jednak jakby stężała i atmosfera się zmieniła.

Nie mieściło mu się w głowie, że jego wspomnienia mogą być fałszywe. Może gdyby nie to, że Gerry była łowczynią, to nawet by ją wyśmiał za zasugerowanie, że jego pamięć jest fałszywa. Może nawet byłby na nią zły, bo w końcu Prawda była dla niego tak ważna i wszystko co kłamstwem... było obrzydliwe. Nie chciał mieć nic z tym wspólnego. Nie w tak poważnym stopniu, gdy ingerowano w jego rozległe wspomnienia, w które przecież dalej wierzył, że były prawdziwe. Wierzył i nie wierzył. Czuł że są prawdziwe, chociaż teraz wiedział już, że to tylko złudzenie.

Ale to nie to sprawiło, że spoważniał i nawet zastygł w bezruchu. Geraldine groziła śmierć i może nie byłoby to tak zatrważające, gdyby nie kwestia jasnowidzenia. Przecież nie raz Gerry groziła śmierć - o tym już była mowa. Była łowczynią, śmierć groziła jej za każdym razem, gdy wyruszała na polowanie. Kroczyła z nią ramię w ramię, nie dając jej jednak żadnej inicjatywy. Brak przyszłości... Esmé nie potrafił nawet ubrać tego w słowa. Przerażające? To mało powiedziane. Nie wyobrażał sobie jak strasznym przeżyciem musiało być odkrycie, że nie posiada się przyszłości. Wcale. Że śmierć jest... pewna? Pewna, o ile nic nie zrobi, bo jasnowidzenie nie było przewidywaniem przeznaczenia. A i przeznaczenie dało się przecież zmienić.

- To... - zaczął, ale nagle urwał, unosząc wzrok i wpatrując się w Gerry. Nie, to nie miało sensu, by Thoran dalej mieszał, teraz udając Geraldine i mówiąc to wszystko, by wyeliminować... może realną Geraldine? Przecież to nie mógł być on naprzeciwko niego, nie potrafiłby naśladować jej w ten sposób... prawda? Zresztą jaką korzyść miałby z takiego mieszania? To wszystko brzmiało zbyt prawdziwie, zbyt szczegółowo. Gdyby chciał, to nie przekonywałby słowami, a stworzyłby w umyśle kaletnika wspomnienie, które nie wymagało przekonywania, bo już wierzyłby w nie. Podniósł się z fotela i podobnie do łowczyni - wziął kolejnego szluga, przechodząc nawet za ladę, by zaraz sięgnąć dłonią do klatki w której siedział Beksa. Właściwie dalej skakał dookoła, tłukąc się w niej i walcząc o najdrobniejszy skrawek atencji. Otworzył małą furteczkę, a smoczoognik wystrzelił ze swojego więzienia jak poparzony, by z szalonym tempem zacząć krążyć po pracowni, jakby miał zaległości w przefruniętych kilometrach w niej.
- Powiem wszystko co pamiętam. - rzucił stanowczo, odwracając się do niej i zgarniając z blatu zapalniczkę. - Ale przydałoby się zweryfikować te wspomnienia. W nich pojawiają się inni ludzie, więc może oni posiadają dalszą ich część? Wybacz, jak na Rowle to mizerny ze mnie znawca magicznych stworzeń. - na koniec uśmiechnął się nieznacznie, krzywo, lecz tylko na sekundę, nie dłużej. Odpalił papierosa i rzucił zapalniczkę w kąt lady, hałasując przy tym, bo cóż... zapalniczka nie należała do najlżejszych. - Chodzi tylko o wspomnienia, tak? Jedynie o to, na co nie posiadam dowodu, że się wydarzyło? - wolał się upewnić, ale nie czekał na potwierdzenie, bo teraz wydawało się jasne, że tak, akcja z manuskryptem była prawdziwa, ale Thoran nie był Thoranem, a zwyczajnym doppelgangerem. Przeszedł naprzeciwko lady i również wskoczył na nią, zasiadając obok łowczyni. Lewy łokieć oparł o kolano, a głowę o trzy palce - dwa na czole i jeden pod okiem, by w tej pozycji godnej myśliciela i ze wzrokiem mgliście utkwionym w podłodze zacząć grzebać we własnej pamięci.
- Tego potwora spotkałem już wcześniej. Narobił mi kłopotów trochę i to chyba wtedy musiał sfałszować mi wspomnienia. Wtedy nie zwróciłem na nie uwagi, bo miałem inne rzeczy na głowie, zresztą - z całym szacunkiem do moich klientów - ich życie mam w dupie. - zwęził spojrzenie i zaciągnął się głęboko dymem, zatrzymując go w płucach na dobrych kilka sekund. - Te wspomnienia zalały mój umysł jak przypływ, gdy powiedziałaś o tym, że nie istnieje. Wróciło do mnie wszystko to, co o nim wiem. - zatrzymał się, jego wzrok chociaż wydawał się nieobecny, to przeskakiwał z lewej na prawą i na odwrót, jakby siłą umysłu łączył jakieś elementy ze sobą. - Thoran to stały bywalec Wiwerunu, ale też pojawiał się na Ścieżkach. Nie pojawiał się za to w Rose Noire, bo go tam nie wpuszczano. Z niewieloma osobami się dogadywał, bo wiecznie coś, delikatnie rzecz ujmując, narozrabiał. Nic nowego dla Nokturnu, każdy tutaj rozrabia w ten lub inny sposób, ale każdy też nie lubi samemu być obiektem, cóż, psot - pozostając w eufemistycznej tematyce. - kolejny mach z papierosa, popiół zaraz spadł na ziemię, na co Esmé nie zwrócił nawet uwagi, chociaż zazwyczaj dbał, by nie brudzić nim w swojej pracowni. Przecież od czegoś miał popielniczkę. - Dogadywał się ze Szczurami, ale więcej da się powiedzieć z kim się nie dogadywał. Fontaine... tak, zdecydowanie nie dogadywali się. Kłócili się ze sobą u Changów, tam gdzie lubiano palić opium. Było to może... z cztery lata temu? Nie wiem o co poszło, ale było gorąco. Dziwne... bardzo dziwne... - zmarszczył czoło i zamilkł na moment. Wyglądało, jakby stopniowo, powoli wracał do siebie z mglistej krainy myśli. W końcu kątem oka spojrzał na Gerry. - Jak tak o nim mówię, to czuję jakbym sobie to wszystko przypominał dalej. Jakbym... rozwijał dywan wspomnień. Stopniowo. Ale, hmmm... - znów zamarł, wzrok znów na moment się rozmył, ale tylko na chwilę. - Nie, chyba już nic więcej nie pamiętam. - skrzywił się na tę myśl, jakby coś go zabolało. Zaciągnął się porządnie papierosem, nawet nie próbując sięgać po popielniczkę. Zwyczajnie skiepował popiół na ziemię, pod własne nogi. Teraz takie pierdoły nie miały znaczenia.
- Na pewno mogę ci jakoś jeszcze pomóc. Masz jakiś plan? Jakiś pomysł? Może zapytamy innych ludzi z Nokturnu? - wlepił swe ciemne oczyska w Geraldine i... czekał. Czekał, ale nie bezczynnie, bo dalej drażnił swoje wspomnienia, próbując wycisnąć z nich jeszcze kapkę informacji, które mogły okazać się kluczowe. Pragmatycznie podchodził do tematu, na bok odsuwając emocjonalne wsparcie i wyrażenie tego, jak ciężkim przeżyciem musiało być usłyszenie o braku własnej przyszłości. I jak bolesne musiało być odkręcanie całego zamieszania, które wprowadzał fałszywy brat. Na to jeszcze przyjdzie pora, będzie chwila - najpierw konkrety.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (16012), Geraldine Greengrass-Yaxley (13292)




Wiadomości w tym wątku
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.07.2024, 20:53
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 24.07.2024, 01:28
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.07.2024, 11:29
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 26.07.2024, 03:49
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.07.2024, 10:55
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 31.07.2024, 01:37
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.07.2024, 11:10
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 04.08.2024, 04:26
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.08.2024, 20:24
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 09.08.2024, 03:03
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.08.2024, 10:06
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 18.08.2024, 16:08
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2024, 21:05
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 28.08.2024, 02:33
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.08.2024, 23:42
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 08.09.2024, 02:14
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2024, 11:31
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.09.2024, 03:30
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 11:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa