04.08.2024, 09:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2024, 10:05 przez Florence Bulstrode.)
kończę tańczyć z Bertim, obgaduję w myślach Ger i brata, i idę do siedzącego na kocyku Camerona
Była wdzięczna, że nie próbował wykonywać gwałtownych obrotów, bo przyzwyczajona do innych tańców pewnie by za nimi nie nadążyła. I zadowolona, że nie usiłował jej do siebie przyciskać, bo kto wie, czego spodziewać się po geniuszach zła, a wtedy musiałaby go mentalnie wbić w ten otaczający ich zewsząd piasek, i może zepsułaby atmosferę.
- Obawiam się, że nie zdążyłam się mu dokładnie przyjrzeć. - Zmiany brata nie zauważyła, zajęta tańcem z Morpheusem, a przy kolejnej to marzyła już tylko o tym, żeby wyjść z wesela. - Pan młody nie był świadom, że ktoś doprawił drinki - dodała tak dla porządku, chociaż stała po stronie Eunice w niedawnej awanturze państwa Black, czuła się tu w obowiązku oddać Perseusowi tę odrobinę sprawiedliwości.
Uśmiechnęła się tylko, raczej uprzejmie niż wesoło, gdy wspomniał, że Longbottomowie ze wszystkimi się przyjaźnią. Florence zawsze przyjaznjenje się z każdym zdawało się jakby trochę pozbawione znaczenia: wolała pielęgnować niewielką ilość relacji, za to bardzo dla niej istotnych. Była wierna, tę wierność miała jednak tylko wobec pojedynczych jednostek.
- Jestem uzdrowicielką, pracuję w Mungu - wyjaśniła, a potem, gdy przebrzmiały ostatnie nuty utworu, znowu się uśmiechnęła, tym razem trochę innym uśmiechem, choć wciąż nie szczerze radosnym. - I chyba powinnam zainteresować się stanem zdrowia mojego stażysty. Dziękuję panu za taniec - powiedziała, kiwając mu lekko głową.
Gdy ruszała w stronę koców, spojrzała ma Basiliusa, i zmarszczyła brwi na widok Eden, a potem przystanęła aż, dostrzegając jasnowlosą głowę Geraldine. W co ona się wpakowała? Przyglądała się przez moment i stojącemu obok kobiety bratu, trochę przerażona myślą, że przyszli tutaj razem: z jednej strony lubiła Yaxley bardziej niż jakąkolwiek z jego dotychczasowych partnerek (jedną Elaine aprobowała, choć wzdychała trochę nad tym, jak ta zupełnie nie wyłapywała ironii, bo każdy sarkazm Florence brała na poważnie, wierząc w największe absurdy), z drugiej na samą myśl o tym, że Geraldine miałaby zostać panią ich rodu, robiło się jej trochę słabo. Zaraz jednak odepchnęła te myśli, bo przecież i Geraldine, i Atreus nie wiązali się raczej na długo. Powinna raczej się martwić, że rzucą się sobie do gardeł przy zerwaniu.
Ruszyła dalej i stanęła nad kocem Camerona, oświetlona blaskiem latarnii.
- Panie Lupin. Mam rozumieć, że jutro wieczorem nie będzie pana na dyżurze.
Była wdzięczna, że nie próbował wykonywać gwałtownych obrotów, bo przyzwyczajona do innych tańców pewnie by za nimi nie nadążyła. I zadowolona, że nie usiłował jej do siebie przyciskać, bo kto wie, czego spodziewać się po geniuszach zła, a wtedy musiałaby go mentalnie wbić w ten otaczający ich zewsząd piasek, i może zepsułaby atmosferę.
- Obawiam się, że nie zdążyłam się mu dokładnie przyjrzeć. - Zmiany brata nie zauważyła, zajęta tańcem z Morpheusem, a przy kolejnej to marzyła już tylko o tym, żeby wyjść z wesela. - Pan młody nie był świadom, że ktoś doprawił drinki - dodała tak dla porządku, chociaż stała po stronie Eunice w niedawnej awanturze państwa Black, czuła się tu w obowiązku oddać Perseusowi tę odrobinę sprawiedliwości.
Uśmiechnęła się tylko, raczej uprzejmie niż wesoło, gdy wspomniał, że Longbottomowie ze wszystkimi się przyjaźnią. Florence zawsze przyjaznjenje się z każdym zdawało się jakby trochę pozbawione znaczenia: wolała pielęgnować niewielką ilość relacji, za to bardzo dla niej istotnych. Była wierna, tę wierność miała jednak tylko wobec pojedynczych jednostek.
- Jestem uzdrowicielką, pracuję w Mungu - wyjaśniła, a potem, gdy przebrzmiały ostatnie nuty utworu, znowu się uśmiechnęła, tym razem trochę innym uśmiechem, choć wciąż nie szczerze radosnym. - I chyba powinnam zainteresować się stanem zdrowia mojego stażysty. Dziękuję panu za taniec - powiedziała, kiwając mu lekko głową.
Gdy ruszała w stronę koców, spojrzała ma Basiliusa, i zmarszczyła brwi na widok Eden, a potem przystanęła aż, dostrzegając jasnowlosą głowę Geraldine. W co ona się wpakowała? Przyglądała się przez moment i stojącemu obok kobiety bratu, trochę przerażona myślą, że przyszli tutaj razem: z jednej strony lubiła Yaxley bardziej niż jakąkolwiek z jego dotychczasowych partnerek (jedną Elaine aprobowała, choć wzdychała trochę nad tym, jak ta zupełnie nie wyłapywała ironii, bo każdy sarkazm Florence brała na poważnie, wierząc w największe absurdy), z drugiej na samą myśl o tym, że Geraldine miałaby zostać panią ich rodu, robiło się jej trochę słabo. Zaraz jednak odepchnęła te myśli, bo przecież i Geraldine, i Atreus nie wiązali się raczej na długo. Powinna raczej się martwić, że rzucą się sobie do gardeł przy zerwaniu.
Ruszyła dalej i stanęła nad kocem Camerona, oświetlona blaskiem latarnii.
- Panie Lupin. Mam rozumieć, że jutro wieczorem nie będzie pana na dyżurze.