04.08.2024, 19:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 23:40 przez Samuel McGonagall.)
tańczę z Dorą, a potem idę pochwalić się Florence, że ćwiczę kształtowanie
– No i na potańcówce – uściślił miękko, dla porządku, jego matka - cokolwiek obecnie o niej myślał - nie znosiła takich nieścisłości. Ale on sam nie chciał być nachalny, ot po prostu zaznaczył, że to nie tylko była Warownia. I zaraz potem dodał: – I pewnie nadal będziemy się tam widywać! W ogóle... prowadzę obserwacje dla Greengrassów dotyczącą klątwy ziemi w Dolinie Godryka i zbieram rośliny, których nie znam, mógłbym... eee mógłbym jutro zajrzeć do Ciebie i pokazać Ci swoje zbiory? Byłoby mi bardzo miło jakbyś powiedziała mi, czy to nie są jakieś samosiejki z Twojego zakątku do którego już absolutnie się nie zbliżam, chociaż czasem wiesz, fajnie byłoby, bo zawsze lubię poznawać inne rośliny, a teraz nie mam już takich kiepskich dni i na pewno nie zrujnuje Ci Twojego miejsca drugi raz, a mogę pomóc doglądać, jakbyś była zajęta bo wiesz, jednak wciąż dostaje wypłatę za to bycie ogrodnikiem, słabo że nie zajmuje się całym ogrodem sama rozumiesz, co jeśli Longbottomowie będą mi to mieli za złe, a tyle dla mnie zrobili, nie chciałbym, żeby mieli mi cokolwiek za złe... – wziął wdech i uśmiechnął się przepraszająco. – Chciałbym na piętrze zrobić część mieszkalną – powrócił do jej pytania już nie wchodząc w tę samą rzekę słowotoku, tyle razy ile ją przepraszał za zniszczony zagonek, to pewnie mu życia nie starczy. –... ale przyznam, że te dwa tygodnie wystarczyły, żebym totalnie zadomowił się w tym odbudowanym domku. Czuję się tam... bezpiecznie. Bardzo. Jest w tej ziemi dużo miłości i nawet jak nie mieszkam w domostwie, tylko no... z boku, to czuję więź. Nigdy tak nie miałem wcześniej. Boje się, że jak zacznę spać za murem, to przestanę to czuć. Nie wiem, czy to ma sens? – zmarszczył czoło w zamyśleniu, trochę gubiąc krok i depcząc partnerkę. Śmiech i kolejna fala niezręcznych przeprosin - Dora w sumie mogła już przywyknąć do ich dynamiki, bo najwidoczniej ich pierwsze spotkanie mocno ją ustawiło na kolejne lata.
– Uzdrowiciel...Ach już wiem! O rany, będę musiał do niego zagadać, wiesz chyba niedawno to właśnie on wkurzył mnie tak bardzo, że jednak no... zmieniłem plany, które byłyby bardzo dla mnie niekorzystne. – Rozpromienił się, a jednocześnie policzki oblały mu się czerwienią na samo wspomnienie własnego życzenia śmierci. – Koniecznie będę musiał go przeprosić, chyba na niego wtedy naryczałem, tak mi się wydaje...– westchnął i obrócił ją jeszcze kilka razy w takt kolejnej piosenki. – Och, do tego chłopaka z rozwalonym ciałem dosiadła się pani Florence! Muszę... do niej też muszę zagadać, wiesz, że obiecała mi pomóc z klątwą? Kiedyś wszystko transmutowałem, a teraz kształtuje, to ponoć ma mi pomóc. Miałem dawać znać, ale tyle się dzieje, nie pamiętam kiedy w moim życiu tyle się działo, to takie... dziwne. Ale przyjemnie dziwnie. Szczególnie jeśli Nora jakoś też mi w tym pomaga. – Poszukał jej wzrokiem. Ogólnie... Bardzo Ciężko Było Mu Się Skupić.
– No i na potańcówce – uściślił miękko, dla porządku, jego matka - cokolwiek obecnie o niej myślał - nie znosiła takich nieścisłości. Ale on sam nie chciał być nachalny, ot po prostu zaznaczył, że to nie tylko była Warownia. I zaraz potem dodał: – I pewnie nadal będziemy się tam widywać! W ogóle... prowadzę obserwacje dla Greengrassów dotyczącą klątwy ziemi w Dolinie Godryka i zbieram rośliny, których nie znam, mógłbym... eee mógłbym jutro zajrzeć do Ciebie i pokazać Ci swoje zbiory? Byłoby mi bardzo miło jakbyś powiedziała mi, czy to nie są jakieś samosiejki z Twojego zakątku do którego już absolutnie się nie zbliżam, chociaż czasem wiesz, fajnie byłoby, bo zawsze lubię poznawać inne rośliny, a teraz nie mam już takich kiepskich dni i na pewno nie zrujnuje Ci Twojego miejsca drugi raz, a mogę pomóc doglądać, jakbyś była zajęta bo wiesz, jednak wciąż dostaje wypłatę za to bycie ogrodnikiem, słabo że nie zajmuje się całym ogrodem sama rozumiesz, co jeśli Longbottomowie będą mi to mieli za złe, a tyle dla mnie zrobili, nie chciałbym, żeby mieli mi cokolwiek za złe... – wziął wdech i uśmiechnął się przepraszająco. – Chciałbym na piętrze zrobić część mieszkalną – powrócił do jej pytania już nie wchodząc w tę samą rzekę słowotoku, tyle razy ile ją przepraszał za zniszczony zagonek, to pewnie mu życia nie starczy. –... ale przyznam, że te dwa tygodnie wystarczyły, żebym totalnie zadomowił się w tym odbudowanym domku. Czuję się tam... bezpiecznie. Bardzo. Jest w tej ziemi dużo miłości i nawet jak nie mieszkam w domostwie, tylko no... z boku, to czuję więź. Nigdy tak nie miałem wcześniej. Boje się, że jak zacznę spać za murem, to przestanę to czuć. Nie wiem, czy to ma sens? – zmarszczył czoło w zamyśleniu, trochę gubiąc krok i depcząc partnerkę. Śmiech i kolejna fala niezręcznych przeprosin - Dora w sumie mogła już przywyknąć do ich dynamiki, bo najwidoczniej ich pierwsze spotkanie mocno ją ustawiło na kolejne lata.
– Uzdrowiciel...Ach już wiem! O rany, będę musiał do niego zagadać, wiesz chyba niedawno to właśnie on wkurzył mnie tak bardzo, że jednak no... zmieniłem plany, które byłyby bardzo dla mnie niekorzystne. – Rozpromienił się, a jednocześnie policzki oblały mu się czerwienią na samo wspomnienie własnego życzenia śmierci. – Koniecznie będę musiał go przeprosić, chyba na niego wtedy naryczałem, tak mi się wydaje...– westchnął i obrócił ją jeszcze kilka razy w takt kolejnej piosenki. – Och, do tego chłopaka z rozwalonym ciałem dosiadła się pani Florence! Muszę... do niej też muszę zagadać, wiesz, że obiecała mi pomóc z klątwą? Kiedyś wszystko transmutowałem, a teraz kształtuje, to ponoć ma mi pomóc. Miałem dawać znać, ale tyle się dzieje, nie pamiętam kiedy w moim życiu tyle się działo, to takie... dziwne. Ale przyjemnie dziwnie. Szczególnie jeśli Nora jakoś też mi w tym pomaga. – Poszukał jej wzrokiem. Ogólnie... Bardzo Ciężko Było Mu Się Skupić.