04.08.2024, 22:52 ✶
Gdyby ktoś mu powiedział rano, co się stanie wieczorem, to za nic by nie uwierzył. Zwykły klient, który może zapomni co mówił, a może i nie, bo patrząc na jego zaangażowanie to te pijane plany mogą z nim zostać i do poranka gdzie na nowo je rozbudzi.
- Eee… E. No, dobra. - nagła zgoda go zaskoczyła, na co zaczynał być na siebie zły. Spędził z nim już trochę czasu, wiedział, że powinien spodziewać się takich rzeczy, a jednak za każdym razem był zdziwiony licząc, że poprzednie razy to była tylko gra.
Odebrał długopis i zgodnie z poleceniem zapisał swoje nazwisko po sekundzie namyślenia się dopisując jeszcze imię, bo skoro powiedział ,,skarbie", to może już zapomniał. Nie miał zamiaru już dalej walczyć, szczególnie, że mężczyzna wiedział gdzie pracuje, uciekanie nie miało sensu. Kiedy już zapisał co miał oddał mu notes, a niech nawet weźmie cały dla siebie, kto wie, może w drodze do domu dopadną go jakieś wskazówki i pomysły.
Lampiąc się na niego pokiwał głową. Jutro, albo pojutrze.
- Jasne, nie spiesz się. - zaraz, czy to było dobre powiedzenie. Chodziło mu o to, że list nie ucieknie, a on może poczekać, bo wiedział, że takie paradowanie po alkoholu może sprawić, że się rozmyśli lub co gorsza będzie wymagał dnia odpoczynku w stanie wegetatywnym. Choć trochę nie mógł się doczekać gołębia, ciekawe jak wygląda, jest taki zwykły? Może magiczny? Ma kolorowe piórka czy jest czarny albo śnieżnobiały?
- Tak. - pokiwał głową, zadowolony z tego, że jest z kimś umówiony, wyjście z domu dobrze mu zrobi. - No ten... Możesz śmiało wysłać pojutrze, to będę mieć czas kupić słonecznik dla twojej Księżniczki. - jutro może się nie wyrobić, a nie chciałby, żeby gołębica tak na głodnego leciała, bez żadnej nagrody za ciężką pracę.
Spojrzał jeszcze raz na niego, przesunął dłońmi po koszuli, wygładzając ją i kolejny raz się uśmiechnął, kątem oka zobaczył też, że nagle w kawiarni było pusto, byli tylko oni. Cóż, nie dziwił się reszcie klientów i tak nic więcej nie mogliby zamówić, bo sprzedawca był zbyt zajęty "znajomym".
- Odprowadzę cię do drzwi. - zarządził i wyszedł zza blatu, podszedł do Enzo, trochę się bojąc na ile ten będzie w stanie stać i iść samodzielnie. - I uważaj na siebie w drodze do domu, dobrze? - odprowadziłby go, ale miał jeszcze trochę do posprzątania, ogarnięcia, musiał się rozliczyć, schować jedzenie, trochę tego było, nie chciał, żeby czekał.
- Eee… E. No, dobra. - nagła zgoda go zaskoczyła, na co zaczynał być na siebie zły. Spędził z nim już trochę czasu, wiedział, że powinien spodziewać się takich rzeczy, a jednak za każdym razem był zdziwiony licząc, że poprzednie razy to była tylko gra.
Odebrał długopis i zgodnie z poleceniem zapisał swoje nazwisko po sekundzie namyślenia się dopisując jeszcze imię, bo skoro powiedział ,,skarbie", to może już zapomniał. Nie miał zamiaru już dalej walczyć, szczególnie, że mężczyzna wiedział gdzie pracuje, uciekanie nie miało sensu. Kiedy już zapisał co miał oddał mu notes, a niech nawet weźmie cały dla siebie, kto wie, może w drodze do domu dopadną go jakieś wskazówki i pomysły.
Lampiąc się na niego pokiwał głową. Jutro, albo pojutrze.
- Jasne, nie spiesz się. - zaraz, czy to było dobre powiedzenie. Chodziło mu o to, że list nie ucieknie, a on może poczekać, bo wiedział, że takie paradowanie po alkoholu może sprawić, że się rozmyśli lub co gorsza będzie wymagał dnia odpoczynku w stanie wegetatywnym. Choć trochę nie mógł się doczekać gołębia, ciekawe jak wygląda, jest taki zwykły? Może magiczny? Ma kolorowe piórka czy jest czarny albo śnieżnobiały?
- Tak. - pokiwał głową, zadowolony z tego, że jest z kimś umówiony, wyjście z domu dobrze mu zrobi. - No ten... Możesz śmiało wysłać pojutrze, to będę mieć czas kupić słonecznik dla twojej Księżniczki. - jutro może się nie wyrobić, a nie chciałby, żeby gołębica tak na głodnego leciała, bez żadnej nagrody za ciężką pracę.
Spojrzał jeszcze raz na niego, przesunął dłońmi po koszuli, wygładzając ją i kolejny raz się uśmiechnął, kątem oka zobaczył też, że nagle w kawiarni było pusto, byli tylko oni. Cóż, nie dziwił się reszcie klientów i tak nic więcej nie mogliby zamówić, bo sprzedawca był zbyt zajęty "znajomym".
- Odprowadzę cię do drzwi. - zarządził i wyszedł zza blatu, podszedł do Enzo, trochę się bojąc na ile ten będzie w stanie stać i iść samodzielnie. - I uważaj na siebie w drodze do domu, dobrze? - odprowadziłby go, ale miał jeszcze trochę do posprzątania, ogarnięcia, musiał się rozliczyć, schować jedzenie, trochę tego było, nie chciał, żeby czekał.