05.08.2024, 05:26 ✶
– Myślę, że z pewnością będzie mu raźniej u ciebie – powiedział na słowa Jessiego, mając nadzieję, że pies da mu jakkolwiek spać po nocach, bo jednak zakładał, że wysypianie się było dość kluczowe z zawodzie klątwołamacza. Z drugiej strony, może kilka nieprzespanych nocy da jasno Jessiemu do zrozumienia, że za wcześnie dla niego na takie pobudki i nie będzie się trzeba martwić, że młody Kelly przedwcześnie zostanie ojcem. Nie, że mu nie ufał oczywiście.
– Feniksa mówisz? – Oczy mu rozbłysły. Feniks... W sumie, to czemu nie? Może udałoby się to jakoś załatwić. Przecież jak trudne mogłoby być zakupienie i zajmowanie się feniksem? Poza tym do urodzin bliźniaków jeszcze trochę pozostało, więc miał czas coś zdziałać. Feniks dla Rity i smok dla Jessiego. A wcześniej jeszcze smok dla Anthony'ego. Idealnie. – Zobaczymy co się da zrobić moja droga.
Jonathan nie był zapalonym miłośnikiem smoków. Były ładne i zionęły ogniem i to tyle, ale jednak teraz, gdy Charlotte je obrażała, poczuł się w obowiązku, aby bronić honoru tych skrzydlatych jaszczurek, jak i ich naczelnego miłośnika.
– Ależ Charlotte – zaczął, prostując się i chowając dłonie za plecami, jakby był właśnie odpowiadającym na ocenę uczniem. – Smoki to jedne z najszlachetniejszych istot na tej ziemi! Stwierdzenie, że to groźne bestie pochodzi od niewystarczająco zdeterminowany jeźdźców, którzy się poddali, nie byli godni ich dosiadania, lub najzwyczajniej na świecie nie rozumieli, że smoki to doskonałe wierzchowce, ale jedynie trudne do oswojenia, zreszta dziwisz im się? One po prostu znają swoją wartość. No i przecież nie wszystkie smoki są takie same, a ja też nie kupiłbym Jessiemu kota w worku. Wiem co robię. Na pewno usiedlibyśmy przy stole i przedyskutowali, którą rasę najlepiej wybrać. Na przykład na pewno nie byłby to długoróg rumuński, bo są pod ochroną, ani noir des Hébrides, bo potrzebują stu mil terytorium. No dobrze, Norvégien à crête też mógłby być problematyczny z tymi swoimi truciznami prowadzącymi do nécrose musculaire, ale już taki opalooki antypodzki jest stosunkowo niegroźny, zabójczo piękny i jestem wręcz przekonany, że jego łuski idealnie współgrałyby z kolorem włosów Jessiego. – Zakończył swój wywód, chcąc pokazać Charlotte, że może nie znał się na smokach, ale jednak trochę się znał. Oczywiście większość swojej wiedzy czerpał z tego, co mówił Anthony. A że Anthony kiedy się ekscytował nie raz zmieniał języki, to Selwyn niektóre nazwy, czy pojęcia usłyszał po francusku i tak też je odruchowo wypowiadał. W każdym razie i tak był z siebie dumny. Nawet kiedy Charlotte groziła mu śmiercią.
– Nie byliby w stanie przeczytać uniewinnienia, bo zalewałyby ich łzy, widząc jak wspaniały człowiek właśnie opuścił ten świat – odszepnął Lottie z uśmiechem, ale słysząc uwagę Rity nieco się odsunął od przyjaciółki, ponownie podchodząc do psa.
– Myślę, że już i tak będę się zbierał. Nie chcę wam przecież zabierać czasu z nowym rodzeństwem – powiedział uśmiechając się do Rity, czochrając nieco fryzurę Jessiemu i wreszcie głaszcząc ostrożnie psa, mając nadzieję, że jednak żadnych pcheł nie miał. – Jessie na pewno chętnie potowarzyszę ci w spacerach, jeśli będę miał chwilę.
– Feniksa mówisz? – Oczy mu rozbłysły. Feniks... W sumie, to czemu nie? Może udałoby się to jakoś załatwić. Przecież jak trudne mogłoby być zakupienie i zajmowanie się feniksem? Poza tym do urodzin bliźniaków jeszcze trochę pozostało, więc miał czas coś zdziałać. Feniks dla Rity i smok dla Jessiego. A wcześniej jeszcze smok dla Anthony'ego. Idealnie. – Zobaczymy co się da zrobić moja droga.
Jonathan nie był zapalonym miłośnikiem smoków. Były ładne i zionęły ogniem i to tyle, ale jednak teraz, gdy Charlotte je obrażała, poczuł się w obowiązku, aby bronić honoru tych skrzydlatych jaszczurek, jak i ich naczelnego miłośnika.
– Ależ Charlotte – zaczął, prostując się i chowając dłonie za plecami, jakby był właśnie odpowiadającym na ocenę uczniem. – Smoki to jedne z najszlachetniejszych istot na tej ziemi! Stwierdzenie, że to groźne bestie pochodzi od niewystarczająco zdeterminowany jeźdźców, którzy się poddali, nie byli godni ich dosiadania, lub najzwyczajniej na świecie nie rozumieli, że smoki to doskonałe wierzchowce, ale jedynie trudne do oswojenia, zreszta dziwisz im się? One po prostu znają swoją wartość. No i przecież nie wszystkie smoki są takie same, a ja też nie kupiłbym Jessiemu kota w worku. Wiem co robię. Na pewno usiedlibyśmy przy stole i przedyskutowali, którą rasę najlepiej wybrać. Na przykład na pewno nie byłby to długoróg rumuński, bo są pod ochroną, ani noir des Hébrides, bo potrzebują stu mil terytorium. No dobrze, Norvégien à crête też mógłby być problematyczny z tymi swoimi truciznami prowadzącymi do nécrose musculaire, ale już taki opalooki antypodzki jest stosunkowo niegroźny, zabójczo piękny i jestem wręcz przekonany, że jego łuski idealnie współgrałyby z kolorem włosów Jessiego. – Zakończył swój wywód, chcąc pokazać Charlotte, że może nie znał się na smokach, ale jednak trochę się znał. Oczywiście większość swojej wiedzy czerpał z tego, co mówił Anthony. A że Anthony kiedy się ekscytował nie raz zmieniał języki, to Selwyn niektóre nazwy, czy pojęcia usłyszał po francusku i tak też je odruchowo wypowiadał. W każdym razie i tak był z siebie dumny. Nawet kiedy Charlotte groziła mu śmiercią.
– Nie byliby w stanie przeczytać uniewinnienia, bo zalewałyby ich łzy, widząc jak wspaniały człowiek właśnie opuścił ten świat – odszepnął Lottie z uśmiechem, ale słysząc uwagę Rity nieco się odsunął od przyjaciółki, ponownie podchodząc do psa.
– Myślę, że już i tak będę się zbierał. Nie chcę wam przecież zabierać czasu z nowym rodzeństwem – powiedział uśmiechając się do Rity, czochrając nieco fryzurę Jessiemu i wreszcie głaszcząc ostrożnie psa, mając nadzieję, że jednak żadnych pcheł nie miał. – Jessie na pewno chętnie potowarzyszę ci w spacerach, jeśli będę miał chwilę.