— Helsing? Ha. Przekaże, tego chyba jeszcze nie grali.
Różdżka z sercem smoka. Morpheus i Anthony byli jak ogień i woda, ale w sercach płonął żar im obojgu. Innego rodzaju, jak awers i rewers, jedna dusza.
Podciągnął jedno kolano do góry i oparł na nim nadgarstek i stópkę kieliszka. Obrócił głowę do Antoniusza, opierając policzek o materiał leżaka. Uśmiechnął się półgębkiem, w pewnego rodzaju czułości, bo jednak dobrze było słyszeć o dobrym uczuciu między nim i Erikiem, bo o szczęście obu dbał całym sercem (co czyniło go smokiem, bo jak wszyscy wiedzą, smoki miały dwa serca, jedno ze złota, drugie z kamienia).
— Nie wiem, jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmiał to dziwnie, biorąc pod uwagę jego przypadłość, ale Erik nie jest najbardziej... Rozgarniętą osobą. Bywa mocno introspekcyjny w kwestiach abstraktu, ale mam wrażenie, że obroża i twarda ręka bardzo przypadłaby mu do gustu. Może nie dosłownie. Do tego dochodzi jeszcze pryzmat odpowiedzialności, jaką położył na niego tata z dziedziczeniem i faktem, że w ogóle chyba nie pociągają go kobiety.
Tematy zastępcze były bardzo miłe widziane. Narażanie życia, czarna magia czy jego sprawy sercowe smakowały mu piołunem i dziegciem. Tata oczywiście dotyczyło Godryka, gdyby mówił o Jeremiahu, powiedziałby o nim po imieniu. Relacja Morpheusa i jego ojca była sinusoidą o różnej głębi i natężeniu i dopiero niedawno odkryli swoją płaszczyznę. Niedawno, dekadę temu mniej więcej. Najwidoczniej jednak mogło to być nie wypłaszczenie, a górna część, która teraz ponownie kierowała się ku spadkom.
— To też jego brak doświadczenia. Nie widzi dystynkcji pomiędzy byciem autorytarym w życiu, a rzeczywistości przełożonego i nieetyczności takiego wyboru. Zmiany dynamiki i niuansów, że to nie jest tani romans z kiosku, gdzie ta różnica jest ekscytująca — swobodnie gestykulował, opisując mu swoje spostrzeżenia na temat Erika. On nie patrzył na bratanka przez różowe okulary i pamiętał, że Erik, Millie i Isaac należeli do tego samego rocznika.