11.01.2023, 18:44 ✶
Jak właściwie powstawały klątwy? Latami pracy, czy poprzez emocje? Czy ktokolwiek był na tyle cierpliwy, by poświęcić całe miesiące na zemstę? Bo nie tylko do ochrony swojej własności używano tego rodzaju magii. A może to wszystko to jedynie jakaś forma przypadku? Fergus lubił czytać o klątwach, lubił się nad nimi zastanawiać i chociaż nie miał umiejętności, które pozwalałyby mu z jakąkolwiek walczyć, traktował je jak zagadkę do rozwiązania. Czysto teoretyczną łamigłówkę. Nie wiedział, jak zachowałby się, mając do czynienia z prawdziwym przeklętym artefaktem. Może lepiej by dla niego było nigdy się nie dowiedzieć, ale raczej nie przezwyciężyłby swojej ciekawości.
- To wiesz, czy nie wiesz? – zapytał, unosząc brew i prychając pod nosem. Nie lubił, kiedy Nicholas tak sobie z nim pogrywał, ale mógł się tego spodziewać, przychodząc od tyłu do mieszkania, a nie bezpośrednio do kawiarni. Nie chciał jednak przykuwać uwagi gości i przeszkadzać ewentualnie Norze w obsłudze klientów lub jakichś ważnych osobistości. To miejsce stawało się coraz bardziej popularne, pewnie za sprawą tych wybitnych pączków, które dawali do kawy. Salem robił dobrą robotę, informując o tym każdego, kto tylko zajrzał do środka.
- Tak, Nory – mruknął, niepocieszony zaciskając palce na walizce, którą trzymał w dłoni. – Ale z braku laku… Tylko jeśli masz inne plany, możemy wyjść na zewnątrz, to zajmie sekundę – dodał jeszcze, chociaż sam sobie nie ufał w kwestii czasu, którego potrzebowaliby na rozpracowanie tego, co przygotował przy użyciu różdżek, które jeszcze nigdy nie znalazły się w niczyich dłoniach, poza tymi Fergusa. – To Edgar Stroulger? – zapytał, wyraźnie zaciekawiony, spoglądając na książkę ułożoną na blacie, gdy tylko wszedł do środka. Florian Fortescue mu kiedyś o tym wspomniał, ale przy okazji zaznaczył, że była dość trudna do zdobycia, dostępna właściwie tylko dla klątwo łamaczy i to tych z przynajmniej dwuletnim doświadczeniem. Mógł sobie pomarzyć o zobaczeniu tej książki, a tu nagle okazuje się, że leży w kuchni jego najlepszej przyjaciółki.
- Kawy – odpowiedział mu, siadając na stołku i kładąc na blacie walizkę, która lekko zadrżała. Przechylił głowę, przyglądając się jej. Sam do końca nie wiedział, co się w niej znajdowało. Znalazł ją na strychu, szukając jakichś staroci po dziadku i zaintrygowała go na tyle, że po nią sięgnął. Tyle że nie dało się jej otworzyć ręcznie, więc nadawała się perfekcyjnie do prostych testów przeprowadzonych na różdżkach. – Oficjalnie wciąż jestem w pracy, więc póki co nie mogę pić – dodał jeszcze, bo gdyby tylko mógł, pewnie skusiłby się na szklankę whisky. Ojciec dostatecznie go zirytował, by ciężko mu się siedziało o suchym pysku. – Musimy je przetestować – zaczął, wyciągając z kieszeni dwie różdżki i kładąc je tuż obok walizki. – Nora zwykle mi pomaga, ale skoro jej nie ma, zaufam tobie. Mnie nie zawsze chcą słuchać, skoro sam je stworzyłem, dlatego potrzebuję pomocy. Otworzymy nimi tę oto tutaj walizkę – dodał jeszcze i teatralnie wskazał na wciąż drżący bagaż.
- To wiesz, czy nie wiesz? – zapytał, unosząc brew i prychając pod nosem. Nie lubił, kiedy Nicholas tak sobie z nim pogrywał, ale mógł się tego spodziewać, przychodząc od tyłu do mieszkania, a nie bezpośrednio do kawiarni. Nie chciał jednak przykuwać uwagi gości i przeszkadzać ewentualnie Norze w obsłudze klientów lub jakichś ważnych osobistości. To miejsce stawało się coraz bardziej popularne, pewnie za sprawą tych wybitnych pączków, które dawali do kawy. Salem robił dobrą robotę, informując o tym każdego, kto tylko zajrzał do środka.
- Tak, Nory – mruknął, niepocieszony zaciskając palce na walizce, którą trzymał w dłoni. – Ale z braku laku… Tylko jeśli masz inne plany, możemy wyjść na zewnątrz, to zajmie sekundę – dodał jeszcze, chociaż sam sobie nie ufał w kwestii czasu, którego potrzebowaliby na rozpracowanie tego, co przygotował przy użyciu różdżek, które jeszcze nigdy nie znalazły się w niczyich dłoniach, poza tymi Fergusa. – To Edgar Stroulger? – zapytał, wyraźnie zaciekawiony, spoglądając na książkę ułożoną na blacie, gdy tylko wszedł do środka. Florian Fortescue mu kiedyś o tym wspomniał, ale przy okazji zaznaczył, że była dość trudna do zdobycia, dostępna właściwie tylko dla klątwo łamaczy i to tych z przynajmniej dwuletnim doświadczeniem. Mógł sobie pomarzyć o zobaczeniu tej książki, a tu nagle okazuje się, że leży w kuchni jego najlepszej przyjaciółki.
- Kawy – odpowiedział mu, siadając na stołku i kładąc na blacie walizkę, która lekko zadrżała. Przechylił głowę, przyglądając się jej. Sam do końca nie wiedział, co się w niej znajdowało. Znalazł ją na strychu, szukając jakichś staroci po dziadku i zaintrygowała go na tyle, że po nią sięgnął. Tyle że nie dało się jej otworzyć ręcznie, więc nadawała się perfekcyjnie do prostych testów przeprowadzonych na różdżkach. – Oficjalnie wciąż jestem w pracy, więc póki co nie mogę pić – dodał jeszcze, bo gdyby tylko mógł, pewnie skusiłby się na szklankę whisky. Ojciec dostatecznie go zirytował, by ciężko mu się siedziało o suchym pysku. – Musimy je przetestować – zaczął, wyciągając z kieszeni dwie różdżki i kładąc je tuż obok walizki. – Nora zwykle mi pomaga, ale skoro jej nie ma, zaufam tobie. Mnie nie zawsze chcą słuchać, skoro sam je stworzyłem, dlatego potrzebuję pomocy. Otworzymy nimi tę oto tutaj walizkę – dodał jeszcze i teatralnie wskazał na wciąż drżący bagaż.