05.08.2024, 10:54 ✶
Olivia roześmiała się. Być może nieco za głośno, być może gdyby było tu więcej osób, to ktoś zwróciłby na nią uwagę i posłał jej krytyczne spojrzenie, ale na ich szczęście wokół nie było nikogo, kto mógłby się przyczepić do Olivii.
- Potrafię. Jednak mój taniec ma niewiele wspólnego z tym, które prezentuje się na wystawnych balach - odpowiedziała najzupełniej szczerze, rozkładając ręce w geście "co ja mogę?". - Zostałam raczej wychowana na przytupajkach w Londynie, a nie pośród balów maskowych. Ale nie zatańczę z tobą walca czy innej samby, bo mimo iż nogi mi się nie plączą... To nie znam kroków.
Nieco spochmurniała, gdy zadał jej niewygodne pytanie. Pytanie samo w sobie nie było złe, w końcu sama poruszyła ten temat, ale powód, dla którego zniknęła, był niezwykle bolesny. Na tyle bolesny, że do dzisiaj ją to nawet nie tyle co gniotło, a po prostu rozdzierało serce. Widać było zmianę, która zaszła w kobiecie po pytaniu młodego Mulcibera. Widać było, że to nie był temat, którym dzieliła się chętnie - z kimkolwiek. Czy ktokolwiek poza nią samą w ogóle znał prawdziwy powód?
- Ja... Hm. Powiedzmy, że błędy młodości - powiedziała, kiwając głową. Rude włosy rozsypały się wokół jej twarzy, ukrywając na moment grymas, który wygiął jej usta i w ogóle nie pasował do wesołej osobowości Olivii. Zaraz jednak wszystko to jakby się rozmyło - jakby to był tylko sen, dziwne skurczenie mięśni, które było tylko jawą i nie było prawdziwe. Bo czyż mogła być tak zafrapowana, skoro znowu szczerzyła się jak głupi do sera? - Rozumiem. To... Odpowiedzialne. I miłe dla twojego ojca. Jak to jest być tym synem, który jest odpowiedzialny i dotrzymuje słowa?
Zażartowała, nie mając zielonego pojęcia, że Charles wcale taki nie był. Ale dla niej w tym momencie był. Obiecał coś, więc miał zamiar tej obietnicy dotrzymać. To była fajna odmiana, bo ona sama może i dotrzymywała obietnic, ale właśnie przez to nieczęsto je składała. Nawet rodzicom.
- Potrafię. Jednak mój taniec ma niewiele wspólnego z tym, które prezentuje się na wystawnych balach - odpowiedziała najzupełniej szczerze, rozkładając ręce w geście "co ja mogę?". - Zostałam raczej wychowana na przytupajkach w Londynie, a nie pośród balów maskowych. Ale nie zatańczę z tobą walca czy innej samby, bo mimo iż nogi mi się nie plączą... To nie znam kroków.
Nieco spochmurniała, gdy zadał jej niewygodne pytanie. Pytanie samo w sobie nie było złe, w końcu sama poruszyła ten temat, ale powód, dla którego zniknęła, był niezwykle bolesny. Na tyle bolesny, że do dzisiaj ją to nawet nie tyle co gniotło, a po prostu rozdzierało serce. Widać było zmianę, która zaszła w kobiecie po pytaniu młodego Mulcibera. Widać było, że to nie był temat, którym dzieliła się chętnie - z kimkolwiek. Czy ktokolwiek poza nią samą w ogóle znał prawdziwy powód?
- Ja... Hm. Powiedzmy, że błędy młodości - powiedziała, kiwając głową. Rude włosy rozsypały się wokół jej twarzy, ukrywając na moment grymas, który wygiął jej usta i w ogóle nie pasował do wesołej osobowości Olivii. Zaraz jednak wszystko to jakby się rozmyło - jakby to był tylko sen, dziwne skurczenie mięśni, które było tylko jawą i nie było prawdziwe. Bo czyż mogła być tak zafrapowana, skoro znowu szczerzyła się jak głupi do sera? - Rozumiem. To... Odpowiedzialne. I miłe dla twojego ojca. Jak to jest być tym synem, który jest odpowiedzialny i dotrzymuje słowa?
Zażartowała, nie mając zielonego pojęcia, że Charles wcale taki nie był. Ale dla niej w tym momencie był. Obiecał coś, więc miał zamiar tej obietnicy dotrzymać. To była fajna odmiana, bo ona sama może i dotrzymywała obietnic, ale właśnie przez to nieczęsto je składała. Nawet rodzicom.