06.08.2024, 03:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2024, 03:26 przez Basilius Prewett.)
Basilius spojrzał się na nią z mieszaniną zaskoczenia, jak i pewnego podziwu dla przeprowadzonego przez nią researchu, ale pokręcił głową.
– Nie przypominam sobie, abym z którejkolwiek strony miał w swojej rodzinie, ani templariusza, ani papieża – powiedział i chociaż absolutnie nie wierzył w taką teorię, to jednak na wszelki wypadek jeszcze przeleciał w głowie wszystkie rodzinne ciekawostki, o których słyszał. Z drugiej strony, czy naprawdę by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że w którejkolwiek z jego rodzinnych gałęzi pojawił się nieprzestrzegający zasad papież? Albo, że ktoś coś sfałszował? Chyba nie do końca. No i teoretycznie Rosierowie mieli tę całą akcję z jednym królem... A Prewettowie... Kto wie co przez te wszystkie dekady kombinowali Prewettowie. Nie, to było absurdalne.
Nie zdążył jednak powiedzieć czegokolwiek więcej, bo oto usłyszał śmiech swoich koszmarów. W sytuacjach takich, jak ta dość zrozumiała jest chęć klnięcia i Basilius też pewnie wykrzyknąłby teraz kilka niecenzuralnych słów, gdyby nie to, że ten cały czas użerania się z mniej przyjemnymi pacjentami w Mungu nauczył go odruchowego pilnowania się w pracy.
Pan Ferdynard na całe szczęście nie zrobił niczego Brennie, ale gdy został złapany przez magipielegniarkę Prewett odruchowo zerknął, czy przypadkiem nie zabrał jej różdżki, a potem zwrócił się do samej Longbottom i pokręcił głową.
– Zazwyczaj mówią, że jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I że rysuje ładne kwiatki– wymamrotał, przeczesując włosami palce. – Brenno, może chodźmy po prostu jak najszybciej do mojego gabinetu? Ale powoli. Tak, abyś się nie potknęła – zasugerował, coraz bardziej się o Brennę niepokojąc.
– Naprawdę przepraszam, zazwyczaj jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I rysuje ładne kwiatki – Uzdrowicielka rzuciła im przepraszające spojrzenie, prowadząc ze sobą pana Ferdynarda, który wciąż śmiał się jak żaba, najwyraźniej szalenie z siebie dumny. Basilius odczekał, aż sobie pójdą, bo wolał odsunąć od nich jedno zagrożenie, a potem, gdy już ruszyli zniżył głos.
– Nikt nie ma pojęcia co mu się stało. Ale tak. Jest tutaj cały czas. Czasem, jak jest z nim lepiej to przenoszą go do Lecznicy Dusz, ale z jakiegoś powodu tutaj jest mu lepiej
Może pan Ferdynard też był kiedyś uzdrowicielem, któremu przyszło leczyć Longbottomów?
– Nie przypominam sobie, abym z którejkolwiek strony miał w swojej rodzinie, ani templariusza, ani papieża – powiedział i chociaż absolutnie nie wierzył w taką teorię, to jednak na wszelki wypadek jeszcze przeleciał w głowie wszystkie rodzinne ciekawostki, o których słyszał. Z drugiej strony, czy naprawdę by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że w którejkolwiek z jego rodzinnych gałęzi pojawił się nieprzestrzegający zasad papież? Albo, że ktoś coś sfałszował? Chyba nie do końca. No i teoretycznie Rosierowie mieli tę całą akcję z jednym królem... A Prewettowie... Kto wie co przez te wszystkie dekady kombinowali Prewettowie. Nie, to było absurdalne.
Nie zdążył jednak powiedzieć czegokolwiek więcej, bo oto usłyszał śmiech swoich koszmarów. W sytuacjach takich, jak ta dość zrozumiała jest chęć klnięcia i Basilius też pewnie wykrzyknąłby teraz kilka niecenzuralnych słów, gdyby nie to, że ten cały czas użerania się z mniej przyjemnymi pacjentami w Mungu nauczył go odruchowego pilnowania się w pracy.
Pan Ferdynard na całe szczęście nie zrobił niczego Brennie, ale gdy został złapany przez magipielegniarkę Prewett odruchowo zerknął, czy przypadkiem nie zabrał jej różdżki, a potem zwrócił się do samej Longbottom i pokręcił głową.
– Zazwyczaj mówią, że jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I że rysuje ładne kwiatki– wymamrotał, przeczesując włosami palce. – Brenno, może chodźmy po prostu jak najszybciej do mojego gabinetu? Ale powoli. Tak, abyś się nie potknęła – zasugerował, coraz bardziej się o Brennę niepokojąc.
– Naprawdę przepraszam, zazwyczaj jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I rysuje ładne kwiatki – Uzdrowicielka rzuciła im przepraszające spojrzenie, prowadząc ze sobą pana Ferdynarda, który wciąż śmiał się jak żaba, najwyraźniej szalenie z siebie dumny. Basilius odczekał, aż sobie pójdą, bo wolał odsunąć od nich jedno zagrożenie, a potem, gdy już ruszyli zniżył głos.
– Nikt nie ma pojęcia co mu się stało. Ale tak. Jest tutaj cały czas. Czasem, jak jest z nim lepiej to przenoszą go do Lecznicy Dusz, ale z jakiegoś powodu tutaj jest mu lepiej
Może pan Ferdynard też był kiedyś uzdrowicielem, któremu przyszło leczyć Longbottomów?