06.08.2024, 04:16 ✶
W jednej chwili wciąż leżał na ziemi, potem Millie chwyciła go za bark, a potem nagle siedzieli już nad... Oczywiście, że nad innym zbiornikiem wodnym. Na całe szczęście już znacznie mniejszym i spokojniejszym. No i woda była tam gdzie powinna być, a nie dookoła nich samych. Rozejrzał się zaskoczony. Jakieś jezioro, las i ciemność. Zmarszczył brwi. Windermere? Nie miał pojęcia czemu Millie ich zaciągnęła akurat tutaj, ale wyjątkowo postanowił nie krytykować jej wyborów życiowych, a po prostu dać się ponownie objąć. Był to całkiem porządny i pokrzepiajacy uścisk, jak na to, że przytulał go obciągnięty skórą szkielet.
– Nie, nic takiego nie widzę. Jest dobrze – powiedział łapiąc spojrzenie jej miodowych oczu i uśmiechając się słabo na potwierdzenie swoich słów, nie dając swojej głowie czasu na to, by zastanowiła się, czy aby na pewno wszystko było dobrze. Bo chyba jednak nie było. Nie widział już tej przeklętej iluzji, to był duży plus, oddech też mu się uspokoił, a wywołane przerażeniem drżenie chłodniejszych, niż zwykle dłoni, wreszcie ustało. Pozostało jedynie to dziwne uczucie pomieszanej z ulgą pustki, jak i rozczarowanie samym sobą za to, że tak nie potrafił nad sobą zapanować, a ona musiała na to patrzeć. – Dziękuję.
Uścisnąć mocno Millie, a potem, trochę wbrew samemu sobie, odsunął się nieco od niej, przyciągając do siebie kolana rękami, wciąż jednak pozostając blisko przyjaciółki.
– Jeśli zaraz nie wrócimy to pewnie też Brenna uzna, że coś nas zabiło – mruknął, bo w końcu ktoś mógł widzieć, jak szli w stronę klifów, a gdyby ich znajomi zaczęli ich teraz szukać mógliby jeszcze uznać, że spadli z do morza. O ile nie zostaliby też kolejnymi ofiarami tego cholernego śpiewu. – Trzeba będzie wyczarować jakieś zatyczki do uszu – mruknął, wpatrując się w jezioro, a jego ręka powędrowała do wciąż zawieszonej na jego szyi białej muszli w różowe cętki. Zaczynał się czuć naprawdę zmęczony, ale nie miał pojęcia, czy to czar ozdoby powoli się kończył, czy to po prostu efekt tego co się przed chwilą wydarzyło, poprzedzony całym wieczorem zabawy wreszcie go dopadł, a bez muszli byłoby tylko gorzej. Zerknął na Millie. Na jego usta cisnęły mi się słowa takie jak Przepraszam za tę scenę, lub Proszę nie rozmawiajmy o tym nigdy więcej, ale wolał odciągnął zarówno jej jak i swoje, myśli jak najdalej od tego wydarzenia.
– Jak się czujesz Millie? – spytał więc zamiast, obrzucając ją badawczym spojrzeniem ciemnych oczu. Przecież pamiętał, że płakała. – Zobaczyłaś.... Coś jeszcze?
– Nie, nic takiego nie widzę. Jest dobrze – powiedział łapiąc spojrzenie jej miodowych oczu i uśmiechając się słabo na potwierdzenie swoich słów, nie dając swojej głowie czasu na to, by zastanowiła się, czy aby na pewno wszystko było dobrze. Bo chyba jednak nie było. Nie widział już tej przeklętej iluzji, to był duży plus, oddech też mu się uspokoił, a wywołane przerażeniem drżenie chłodniejszych, niż zwykle dłoni, wreszcie ustało. Pozostało jedynie to dziwne uczucie pomieszanej z ulgą pustki, jak i rozczarowanie samym sobą za to, że tak nie potrafił nad sobą zapanować, a ona musiała na to patrzeć. – Dziękuję.
Uścisnąć mocno Millie, a potem, trochę wbrew samemu sobie, odsunął się nieco od niej, przyciągając do siebie kolana rękami, wciąż jednak pozostając blisko przyjaciółki.
– Jeśli zaraz nie wrócimy to pewnie też Brenna uzna, że coś nas zabiło – mruknął, bo w końcu ktoś mógł widzieć, jak szli w stronę klifów, a gdyby ich znajomi zaczęli ich teraz szukać mógliby jeszcze uznać, że spadli z do morza. O ile nie zostaliby też kolejnymi ofiarami tego cholernego śpiewu. – Trzeba będzie wyczarować jakieś zatyczki do uszu – mruknął, wpatrując się w jezioro, a jego ręka powędrowała do wciąż zawieszonej na jego szyi białej muszli w różowe cętki. Zaczynał się czuć naprawdę zmęczony, ale nie miał pojęcia, czy to czar ozdoby powoli się kończył, czy to po prostu efekt tego co się przed chwilą wydarzyło, poprzedzony całym wieczorem zabawy wreszcie go dopadł, a bez muszli byłoby tylko gorzej. Zerknął na Millie. Na jego usta cisnęły mi się słowa takie jak Przepraszam za tę scenę, lub Proszę nie rozmawiajmy o tym nigdy więcej, ale wolał odciągnął zarówno jej jak i swoje, myśli jak najdalej od tego wydarzenia.
– Jak się czujesz Millie? – spytał więc zamiast, obrzucając ją badawczym spojrzeniem ciemnych oczu. Przecież pamiętał, że płakała. – Zobaczyłaś.... Coś jeszcze?