- Nie wymuszaj na nim tego potwierdzenia, to brzmi trochę jak desperacja, wszyscy wiemy, że Erik powie to, co chcesz usłyszeć. - Erik był raczej potulny i życzył wszystkim dobrze, nie miała pojęcia, jakie są ich stosunki, w sumie jej to nawet jakoś zbytnio nie obchodziło. Yaxley dalej wpatrywała się w Atreusa. - Trochę zabolało, co? ale przecież masz pewną opinię, z którą trudno jest walczyć. - To, że o niej krążyła podobna raczej w tej chwili jej nie obchodziło. Pewnie normalnie ugryzłaby się w język, nauczyła się bowiem, że nie zawsze warto jest mówić wszystko to, co się myśli głośno, ale w tej chwili jej to zupełnie nie przeszkadzało. Słowa bezmyślnie opuszczały jej usta.
- Nie szukam, póki co mi się nie znudził, bo to całkiem świeże. - Wyciągnęła papierosa i wsadziła go sobie w usta, odpaliła go mugolską, srebrną zapalniczką Zippo. Zaciągnęła się dymem, wydawała się być bardzo spokojna.
Kątem oka dostrzegła Thomasa, który do niej machał, posłała mu ciepły uśmiech i również machnęła w jego kierunku. Liczyła na to, że podejdzie do niej i zajmą się sobą, bo wolała raczej nie konfrontować się zbyt długo z Bulstrodem bo mogłoby się to zakończyć niezbyt dobrze. Jeszcze za dużo mu wyrzyga i skończy się to niezbyt dobrze, z drugiej strony, ostatnio strasznie ją zirytował, więc może był to odpowiedni moment, aby wszystko wyjaśnić.