Westchnął ciężko. A więc nie pozostawało im nic innego, jak dalej się tutaj kisić. Że też magia utrudniała korzystanie z mugolskich urządzeń. Przydałby się tutaj taki wiatrak. Wprawdzie pewnie szłoby osiągnąć podobny efekt przy pomocy jakiegoś zaklęcia, ale to było męczące i wymagało intensywnych ruchów nadgarstka, machania różdżką wte i we wte i jeszcze dbania o odpowiednią intonację. Eh, ci niemagiczni to jednak czasem potrafili ułatwić sobie życie.
— A cholera je wie — powiedział zgodnie z prawdą. — Skoro Binns potrafi zanudzić nas na śmierć, to sprawiedliwie by było, gdyby duchy dało się zamęczyć. Może jak je połaskoczesz w odpowiednim miejscu, to się zamieniają w taką szaroburą mgiełkę?
Na dźwięk słów „mam świetny pomysł” padających z ust Nicholasa, przeważającej większości uczniów zapewne od razu zapaliłaby się czerwona lampka w głowie. Byłaby to swego rodzaju sugestia, że najwyższy czas przypomnieć sobie o zaległej poprawce testu z Historii Magii, zostawionym włączonym żelazku w dormitorium czy innej irracjonalnej wymówce. Cameron jednak podniósł tylko wzrok i pokiwał ochoczo głową, wyraźnie zachęcając przyjaciela do tego, aby zdradził mu, co też zrodziło się w jego gryfońskiej łepetynie.
— Tylko tyle? Nie takie rzeczy się robiło, kolego — przyznał z tajemniczym błyskiem w oku, mrugając porozumiewawczo. — Marcia ma słabość do każdego chłopaka, który ma za sobą trzynaste urodziny. Czy to Krukon, czy to Gryfon... Chyba to jej nie robi różnicy, dopóki ktoś słucha jej jazgotu. Ale punkt dla Ciebie, solidarność domów może zadziałać!
Obrzucił zatroskanym spojrzeniem płomień buszujący pod kociołkiem. Miał opory przed tym, aby zostawić miksturę bez nadzoru, ale nie był też kompletnym idiotą, żeby pchać się na minutę czy dwie z całym zestawem do kabiny. Z drugiej strony, powierzenie Figgowi sprawowania pieczy nad eliksirem mogło się skończyć poparzeniem lub wypaleniem brwi. A idźcie z tym do diabła, pomyślał i machnął parę razy różdżką, zmniejszając nieco płomień. To będzie musiało wystarczyć.
— No dobra, wchodzę w to — poinformował, klepiąc mocno chłopaka po plecach. — Pilnuj, żeby nikt mi nie przeszkadzał. A i nie grzeb przy eliksirze! Nie jest gotowy, może Ci wypalić przełyk, a jeszcze nie przeczytałem tego rozdziału w podręczniku. Wylądowałbyś u tej wariatki ze Skrzydła Szpitalnego.
Machnął podirytowany ręką, jakby naprawdę nie był w stanie zrozumieć, czemu dyrektor trzyma osobę tego pokroju w szkolnych murach. Skoro już jako nastolatek dostrzegał bardzo konkretne błędy i niedociągnięcia w jej pracy, to chyba logiczne było, że coś było z tą babą nie tak, co nie? Wymamrotał pod nosem nieprzychylny komentarz względem pielęgniarki, po czym zamknął się w kabinie. Rozległo się charakterystyczne dzwonienie strumienia moczu o starą muszlę klozetową, a chwilę później ten jakże podniosły koncert został dopełniony pociągnięciem uchwytu od spłuczki oraz szumem spuszczanej wody.
— No dalej, Marta. Rusz się. Goście do Ciebie przyszli — rzucił głośno Lupin, stukając czubkiem buta o kibel.
Gdzie indziej miałby się podziewać ten duch, jeśli nie w szkolnej kanalizacji? Na pewno się tam chowała. W końcu kto by wytrzymał długo w jej towarzystwie? Z Szarą Damą raczej nie byłoby jej się łatwo dogadać. Chcąc podkreślić swoje żądania względem wieloletniej lokatorki zamku, Cameron ponownie pociągnął za spłuczkę i dopiero potem wrócił do głównej części łazienki, poprawiając pasek od spodni. Uśmiechnął się półgębkiem do Nicholasa.
— Jeśli faktycznie gdzieś tu jest, to na pewno tu usłyszała — rzucił, rozglądając się na boki. Wyraźnie oczekiwał, że jego starania nie pójdą na marne i duch faktycznie przybędzie na to ekhm wezwanie.