06.08.2024, 14:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:20 przez Anthony Shafiq.)
– Gdy rusza, tak owszem zgodzę się, że wszystkie zmysły powinny trwać niezmącone, albo wzmocnione odpowiednimi specyfikami, dla wyrównania szans. Ale po polowaniu? Czyż moje wyobrażenie łowczyni siedzącej w głębokim fotelu przy rozpalonym kominku udekorowanym licznymi trofeami, otoczonej sforą wiernych psów i z kielichem...mmm.... wybornego białego Chardonnay? Lekkiego, z wyczuwalną na podniebieniu jabłkową słodyczą? Czy to przekłamany obraz? – Nawet jemu biel nie pasowała do krewkiej dziewczyny, która przed lata włamała się na jego posesję, z drugiej strony znali się stanowczo zbyt krótko, by rzucać w nią czerwonym, wgryzającym się w język Primitivo.
– Co by powiedział? Z pewnością byłby wściekły, że ktoś przebił się przez jego intelektualno-magiczne zasieki i domagałby się rewanżu, najlepiej w okolicach mojej biblioteki i mojej podobnej szarady – odpowiedział lekko, bez cienia zawahania. – Biblioteka i tak jest otwarta w czasie balu, czy gdyby rzeczywiście chciał aby nikt nie tykał jego manuskryptów, to nie powinien chociażby zamknąć drzwi i nieco staromodnie użyć klucza przekręconego w zamku? – Cóż, zgodnie z Biblią, nie zawsze zakazy oznaczone były w sposób jasny i czytelny. Po antresoli nikt się za bardzo nie kręcił, czasami jednak goście wchodzili do góry, choć - co obojgu mogło przyjść na myśl - były to cele zgoła odmienne od wspólnej lektury na pozostawionym szezlongu.
Walc dobiegł końca, a oni stali na dole schodów, Anthony zdawał się niechętnie wypuścić ją z ramion, w tle rozbrzmiały pierwsze takty kolejnego utworu.
– Księga rozpadająca się w pył... to byłoby ogromne marnotrawstwo. Moje ciotki byłyby niepocieszone takim stanem rzeczy. Dobrz więc, że winny mnie sycić żyły ludzkie, a nie książkowe. – uśmiechnął się eksponując sztuczne zębiska, a potem wyciągnął ku niej z oczekiwaniem dłoń, nie dbając zbytnio o ewentualne plotki, ludzie byli zajęci sami sobą, na balu był wystarczająco duży tłumek osób ubranych zbyt podobnie do siebie, aby kolejna para ruszająca na piętro wzbudzała jakiekolwiek zainteresowanie. – Czy idziemy? – zapytał uprzejmie, nie naciskając, nie narzucając się rozrywką, ale też nie przyznając się do tego, że celowo wybrał taki moment, gdy gospodarz chwilę wcześniej zniknął ze swoją młodą kochanką w drzwiach prowadzących do ogrodu, w przeciwległej części rezydencji. Tak niefartownie, nie dało się go zapytać, czy na pewno nie ma nic przeciwko.
– Co by powiedział? Z pewnością byłby wściekły, że ktoś przebił się przez jego intelektualno-magiczne zasieki i domagałby się rewanżu, najlepiej w okolicach mojej biblioteki i mojej podobnej szarady – odpowiedział lekko, bez cienia zawahania. – Biblioteka i tak jest otwarta w czasie balu, czy gdyby rzeczywiście chciał aby nikt nie tykał jego manuskryptów, to nie powinien chociażby zamknąć drzwi i nieco staromodnie użyć klucza przekręconego w zamku? – Cóż, zgodnie z Biblią, nie zawsze zakazy oznaczone były w sposób jasny i czytelny. Po antresoli nikt się za bardzo nie kręcił, czasami jednak goście wchodzili do góry, choć - co obojgu mogło przyjść na myśl - były to cele zgoła odmienne od wspólnej lektury na pozostawionym szezlongu.
Walc dobiegł końca, a oni stali na dole schodów, Anthony zdawał się niechętnie wypuścić ją z ramion, w tle rozbrzmiały pierwsze takty kolejnego utworu.
– Księga rozpadająca się w pył... to byłoby ogromne marnotrawstwo. Moje ciotki byłyby niepocieszone takim stanem rzeczy. Dobrz więc, że winny mnie sycić żyły ludzkie, a nie książkowe. – uśmiechnął się eksponując sztuczne zębiska, a potem wyciągnął ku niej z oczekiwaniem dłoń, nie dbając zbytnio o ewentualne plotki, ludzie byli zajęci sami sobą, na balu był wystarczająco duży tłumek osób ubranych zbyt podobnie do siebie, aby kolejna para ruszająca na piętro wzbudzała jakiekolwiek zainteresowanie. – Czy idziemy? – zapytał uprzejmie, nie naciskając, nie narzucając się rozrywką, ale też nie przyznając się do tego, że celowo wybrał taki moment, gdy gospodarz chwilę wcześniej zniknął ze swoją młodą kochanką w drzwiach prowadzących do ogrodu, w przeciwległej części rezydencji. Tak niefartownie, nie dało się go zapytać, czy na pewno nie ma nic przeciwko.