Jego brwi powędrowały w górę, słysząc odpowiedź siostry na pytanie o swojego wymarzonego zwierzaka. Feniks. W sumie, czemu o tym nie pomyślał? Gdyby Rita dostała feniksa, a on smoka, bynajmniej nie musieliby się martwić, że jego smok spali zwierzaczka jego bliźniaczki. Będą natomiast musieli uważać na psiaka, bo ten odporny na ogień, niestety, nie był.
Jessie zerknął jeszcze na matkę, zastanawiając się, czy w takim razie Charlotte nie zażyczy sobie na swoje urodziny Aktomantuli. Dlaczego akurat Akromantuli? Nie miał pojęcia.
Trochę mu ulżyło, gdy Rita zgodziła się, by psiak spał u niego, przynajmniej tymczasowo, dopóki nie przyzwyczai się do swojego nowego domu i nie nauczy pewnych rzeczy. Nie chciał, żeby Rita pomyślała, że chciał sobie psiaka zawłaszczyć tylko dlatego, że dał mu go Jonathan.
-Dobrze, że wuj Anthony tego nie słyszy - powiedział jeszcze, słysząc komentarz matki. -A możemy rozważyć Rogogona Węgierskiego? - rzucił jeszcze żartem i zaśmiał się, kiedy Jonathan poczochrał mu włosy. -I, mamo, nie zabijaj, proszę mojego ojca chrzestnego, dobrze? W sądzie by się popłakali i mi byłoby bardzo przykro. Może przy następnym spacerze trafimy na pistacjowe croissant - znowu uśmiechnął się do chrzestnego i poszedł z Ritą do łazienki.
W czasie kąpieli Jessie trzymał Benjiego jedną ręką, a drugą podtrzymywał mu lekko pyszczek, nie ograniczając zbytnio jego ruchów, ale nie dając mu również możliwości ugryzienia Rity. Jeśli już miałby coś ugryźć, to były to jego palce. Co jakiś czas dawał mu również smakołyki na uspokojenie, jeśli szczeniak zaczynał się wyrywać albo niepokoić.
Po skończonej kąpieli odstawił psa na podłogę i podał Ricie drugi ręcznik, żeby mogła się osłonić, gdy psiak otrzepywał się z wody. A potem sam zaczął go również wycierać i puścił go, kiedy nie zostawiał już na podłodze śladów łapek, a woda nie skapywała mu już z futra.
-Uroczy jest, prawda? - powiedział jeszcze do matki.