Pozwolił winu splunąć do doliny łez, zaznaczyć skórę koło nosa, kropli zadrżeż na brzegu wargi, by wytrzeć ją chusteczką. Skromne błogosławieństwo od boga sprawiedliwości. Strzeżmy się, jeśli takich bogów mamy, bo nic dobrego nie mogło z tego wyjść. Zrozumiał aluzję, rozbawił go insynuacjami na temat doktora Prewetta. On zrobił pierwszy krok, podczas bójki na ciasto, o czym pewnie Antoniusz nie wiedział, ale jego awanse nie znalazły odwzajemnienia. Co najwyżej zrezygnowaną akceptację. W najlepszym wypadku był jak on, ale w jeszcze większej negacji tej strony swojego jestestwa. W każdym razie wątpił, aby cokolwiek z tego było, mimo namowy Antoniusza.
— Gdyby pominąć oczywiste detale, to właściwie dwóch kędzierzawych o specyficznej reputacji. Nie bierz tego sobie do serca, ale... Nie wierzę, że to mówię. Zwyczajnie nie mam ochoty na żaden romans.
Nie do końca to miał na myśli, ale słowa stanowiły ułomną formę komunikacji, a mówiący setkami języków Shafiq wiedział to najlepiej, mając przed sobą tak wiele różnych słów, które nie zawsze znaczyły dokładnie to, co ich angielskie odpowiedniki. Chciał spróbować jeszcze dwa tygodnie wcześniej, opowiedział mu o randce z Guinevere z wyczekiwaniem a nawet swojego rodzaju nadzieją, jakby oczekiwał od życia tego kroku dalej. Zamknięcia pewnych spraw. A później przyszedł do niego list i rzeczy, o których nie chciał myśleć, wypłynęły na powierzchnię, niczym oliwa na wodzie, śmietanka na mleku.
Wolał się skupić więc na rzeczywistości, nie fantazjach, co by było gdyby. Ujarzmił czas, lecz nie był pozbawiony konsekwencji jego zmiany.