06.08.2024, 21:05 ✶
Rozmawiam z Isaaciem, a potem przesuwam się bliżej Ger i Atreusa.
— Najwyraźniej jedna kropla tego ''napoju'' zdołała całkowicie wypalić twój żołądek — rzucił z niezachwianą pewnością siebie, kompletnie nie wierząc w to, że mógłby zaserwować Bagshotowi coś, po czym zaraz ten nie puści pawia. — Ewentualnie zadziała jak przekleństwo z opóźnionym zapłonem i za kilka minut czeka cię naprawdę nieprzyjemna niespodzianka.
W pewnym momencie usłyszał swoje imię z drugiej strony baru. Wymamrotał w stronę Bagshota i Alexandra krótkie ''poczekajcie chwilę'' i ruszył w stronę Geraldine i towarzyszącego jej Atreusa.
— Ej! — mruknął z pretensją, gdy znalazł się bliżej pary. — Potrafię powiedzieć ludziom prawdę. To nie moja wina, że nie lubią o niej słuchać.
Tak jak wtedy, kiedy Nora się na nim wyżyła, jak wytknął jej nadmiar dekoracji w klubokawiarni tuż przed otwarciem. Wzdrygnął się na to nieprzyjemne wspomnienie, przenosząc spojrzenie na Atreusa. Cóż takiego mógł mu powiedzieć, biorąc pod uwagę okoliczności tego spotkania, jak i ostatniego konfliktu z Brenną w związku z niedawną potańcówką w Dolinie Godryka?
— Obawiam się, że mam prawny zakaz odpowiadania na takie pytania — odparł z rezerwa, rozglądając się na prawo i lewo, aby zorientować się, czy siostra znajduje się w zasięgu jego głosu. — To drażni lwa. Bardzo konkretnego lwa. A raczej lwicę. A w tej sytuacji nie ma dobrej odpowiedzi, mój drogi Atreusie. — Zamilkł na moment. Nie miał zamiaru ryzykować kolejnej kłótni z Brenną. Już mu groziła wyprowadzką, więc musiał zachować nadzwyczajną ostrożność w kwestii jej bliskich kolegów. — Ale naprawdę cieszę się, że ty się dobrze bawisz. Każdy zasługuje na chwilę oddechu od tego... wszystkiego.
Od konfliktu. Od zmartwień. Od nieciekawych grafików w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, pomyślał przelotnie Longbottom, licząc, że Bulstrode zrozumie jego intencje. Nie miał nic przeciwko niemu. Nawet nie miał z nim negatywnych konotacji personalnych. Ale cokolwiek łączyło go z Brenną... Nie miał zamiaru się w to mieszać. Nie po tym, jak po potańcówce Brenna wręcz wymogła na nim przysięgę, że przestanie próbować ją swatać z przypadkowymi osobami. Gdyby mogła, to pewnie wymogłaby, aby była to obietnica wieczna i niemożliwa do złamania. Nie chciał jej drażnić.
— Najwyraźniej jedna kropla tego ''napoju'' zdołała całkowicie wypalić twój żołądek — rzucił z niezachwianą pewnością siebie, kompletnie nie wierząc w to, że mógłby zaserwować Bagshotowi coś, po czym zaraz ten nie puści pawia. — Ewentualnie zadziała jak przekleństwo z opóźnionym zapłonem i za kilka minut czeka cię naprawdę nieprzyjemna niespodzianka.
W pewnym momencie usłyszał swoje imię z drugiej strony baru. Wymamrotał w stronę Bagshota i Alexandra krótkie ''poczekajcie chwilę'' i ruszył w stronę Geraldine i towarzyszącego jej Atreusa.
— Ej! — mruknął z pretensją, gdy znalazł się bliżej pary. — Potrafię powiedzieć ludziom prawdę. To nie moja wina, że nie lubią o niej słuchać.
Tak jak wtedy, kiedy Nora się na nim wyżyła, jak wytknął jej nadmiar dekoracji w klubokawiarni tuż przed otwarciem. Wzdrygnął się na to nieprzyjemne wspomnienie, przenosząc spojrzenie na Atreusa. Cóż takiego mógł mu powiedzieć, biorąc pod uwagę okoliczności tego spotkania, jak i ostatniego konfliktu z Brenną w związku z niedawną potańcówką w Dolinie Godryka?
— Obawiam się, że mam prawny zakaz odpowiadania na takie pytania — odparł z rezerwa, rozglądając się na prawo i lewo, aby zorientować się, czy siostra znajduje się w zasięgu jego głosu. — To drażni lwa. Bardzo konkretnego lwa. A raczej lwicę. A w tej sytuacji nie ma dobrej odpowiedzi, mój drogi Atreusie. — Zamilkł na moment. Nie miał zamiaru ryzykować kolejnej kłótni z Brenną. Już mu groziła wyprowadzką, więc musiał zachować nadzwyczajną ostrożność w kwestii jej bliskich kolegów. — Ale naprawdę cieszę się, że ty się dobrze bawisz. Każdy zasługuje na chwilę oddechu od tego... wszystkiego.
Od konfliktu. Od zmartwień. Od nieciekawych grafików w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, pomyślał przelotnie Longbottom, licząc, że Bulstrode zrozumie jego intencje. Nie miał nic przeciwko niemu. Nawet nie miał z nim negatywnych konotacji personalnych. Ale cokolwiek łączyło go z Brenną... Nie miał zamiaru się w to mieszać. Nie po tym, jak po potańcówce Brenna wręcz wymogła na nim przysięgę, że przestanie próbować ją swatać z przypadkowymi osobami. Gdyby mogła, to pewnie wymogłaby, aby była to obietnica wieczna i niemożliwa do złamania. Nie chciał jej drażnić.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞