06.08.2024, 22:03 ✶
Dziękuję Dorze za taniec i umawiam się z nią na jutro (w odwrotnej kolejności)
Płynnie przejmuje Norę i roztaczam swój niezwykły niedźwiedzi czar (metaforycznie)
Płynnie przejmuje Norę i roztaczam swój niezwykły niedźwiedzi czar (metaforycznie)
– Och. Em... no... tak by wychodziło. Tak było. To był ciężki czas. – czuł palące poczucie winy, to nie mogło być tak, najwidoczniej to też był przyjaciel Bee, a przecież przyjaciele Bee byli też jego przyjaciółmi (tak łatwiej było ogarnąć, kto jest wart głębszej zażyłości, mocno mu to ułatwiało segregację ludzi pod względem emocjonalnych wydatków dzięki temu założeniu, a zaoszczędzona energia szła prosto w budowę domostwa).
Tymczasem piosenka dobiegła końca i przez moment Sam rozejrzał się zdezorientowany, ale ludzie rozchodzili się znów, więc chyba cała zabawa ze skrzynką dobiegła końca.
– Dobrze, to widzimy się jutro dobrze? W południe? Jak będzie taki upał jak dzisiaj, to i tak niewiele zrobię, a Malwa robi rewelacyjną lemoniadę. Tak. Umówimy się na lemoniadę. To nie jest nie w porządku jak się ma narzeczoną umawiać się na lemoniadę, prawda?– upewnił się jeszcze, bo jego źródło informacji (Brenna) było zajęte dokarmianiem zebranych. – Dzięki za taniec i em... przepraszam za podeptane nogi no... tak. – pomachał niezręcznie i od razu wypatrzył z tłumu swoją ukochaną kruszynkę.
– Nora! – zawołał ją, powitał, przygarnął do siebie i przytulił, jakby nie widział jej tysiąc lat, a nie kilka minut. – Wiesz, że jest tu ta lekarka co mi opowiadała o klątwie? I ten lekarz co Ci mówiłem, że na niego naryczałem jak poleciałem na północ! Niby nikogo nie znam, a jednak kogoś tu kojarzę. I o tamtego świergotnika też raz spotkałem. Widzisz, nie jest tak źle. Możemy zaprosić ludzi na ślub. Będą Ci sami ludzie co tutaj? – może jednak trochę był zdenerwowany, bo bardzo dużo przy tej okazji mówił, ale przytulas pomagał mu się ogarnąć. – Co chcesz robić moja piękna? Na co masz ochotę? Może coś zjemy? Mam iście niedźwiedzi apetyt chyba cały dzień z nerwów nic nie jadłem, tak mi się wydaje. I to ognisko i... ej patrz! Gwiazda! Hehe, ja już nie mam sobie co życzyć, kiedy mam Ciebie... – zasępił się (czy może zakrogulczył? W sumie bardziej by pasowało) –O! Już wiem, będę mieć życzenie dla Mabel. Obiecuję zero hipogryfów! – cmoknął ją w policzek po czym zagapił się na moment na niebo i pomyślał życzenie dla małej księżniczki, która śmiała się równie pięknie jak jej matka.