06.08.2024, 22:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2024, 22:21 przez Erik Longbottom.)
— Swojego ojca też byś tak zostawiła bez opieki? — spytał, starając się jak najlepiej odwzorować jej własną mimikę twarzy. — Mogło mi się coś stać! I co byś wtedy powiedziała Brennie? Morfeuszowi? Dziadkowi Godrykowi? — Na wzmiankę o tym ostatnim w jego oczach zagościła powaga. Oboje od lat byli członkami londyńskiego Klubu Pojedynków, a więc całkiem dobrze orientowali się w tym, jaki człowiekiem był stary Longbottom. — To mogło się dla ciebie bardzo źle skończyć.
Wzruszył sztywno ramionami. Nie miał zbytnio prawa krytykować przyjęcia, skoro w Warowni doszło do licytacji jego skromnej osoby i spontanicznej przemiany jego najlepszej przyjaciółki w bobra na oczach połowy czarodziejskiej socjety.
— Może to taka próba rozluźnienia atmosfery? — Uniósł pytająco brew, bo sam nie miał na podorędziu lepszych odpowiedzi. — Sojusz Blacków i Rookwoodów to poważna sprawa kontekście socjety. Rodziny o długiej i bujnej historii. Czystej historii, jeśli wiesz, co mam na myśli. Może to wynik ustępstw, na jakie poszły rodziny w stosunku do pary młodej?
Pierwszy raz zobaczył Vesperę w towarzystwie Perseusza dopiero podczas Beltane i ich spotkanie nie trwało jakoś zatrważająco długo. Wiedział też o tym, że kobieta spodziewała się dziecka. Może i były to lata siedemdziesiąte, a nie czarodziejskie średniowiecze, ale niektórzy dalej woleli ukrywać tego typu incydenty. A nic tak nie łagodziły nastrojów w skorej do oceniania innych socjecie jak wielkie wesele. Może to miał być prztyczek w nos skierowany w stronę nestorów obu rodów? Bądź co bądź, młodzi pewnie też chcieli coś mieć z tej imprezy.
— Ekhm… Tak, oczywiście. Wybaczcie — zawtórował słowom Geraldine. Rozejrzał się na boki ponad głowami starszej pary. Kompletnie nie kojarzył ich nazwisk, średnio orientował się też w układzie pomieszczeń rezydencji, ale... Przecież nie mogli ich tak po prostu zostawić? Jeszcze trafią na jakichś wrednych nastolatków, którzy wywiodą ich w pole. A to byli tylko starsi ludzie. — Oczywiście, zaprowadzimy was na górę.
Uśmiechnął się bez emocji, gdy Yaxley złapała go za rękę. Erik przesunął się bliżej partnerki mężczyzny o kuli i pozwolił jej chwycić się z drugiej strony i tak całą czwórką ruszyli w stronę schodów. Chociaż wspinaczka po stopniach zajęło im nieco czasu, tak koniec końców znaleźli się w końcu na piętrze. Longbottom zaczął rozglądać się nerwowo na prawo i lewo, szukając jakiegoś oznaczenia niezajętej sypialni. Nazwiska. Uchylonych drzwi. Księgi gości. Czegokolwiek.
— A więc... — zaczął, zerkając spanikowany na Geraldine.
— Wyglądacie jak z obrazka, moi drodzy! — odezwała się kobieta, uśmiechając się do nich zza gigantycznych okularów. — Daphne i Chester muszą piać z radości. Wiadomo, silna krew to dobra krew. A wy... Cóż, idealny chó... Idealne wychowanie. Teraz tylko czekać na dzieci, prawda? Ale chyba nie każesz długo czekać swoim rodzicom i teściowi, prawda Perseuszu? Vespera też wygląda na bardziej niż gotową!
— Dobrze gada — wymamrotał starszy facet. — Każdy porządny czarodziej musi zrobić trzy rzeczy w życiu: wziąć sobie żonę, spłodzić syna i przelecieć się na smoku.
Erik rozchylił usta w zdziwieniu, nie mając pojęcia, jak zareagować na to wszystko.
Wzruszył sztywno ramionami. Nie miał zbytnio prawa krytykować przyjęcia, skoro w Warowni doszło do licytacji jego skromnej osoby i spontanicznej przemiany jego najlepszej przyjaciółki w bobra na oczach połowy czarodziejskiej socjety.
— Może to taka próba rozluźnienia atmosfery? — Uniósł pytająco brew, bo sam nie miał na podorędziu lepszych odpowiedzi. — Sojusz Blacków i Rookwoodów to poważna sprawa kontekście socjety. Rodziny o długiej i bujnej historii. Czystej historii, jeśli wiesz, co mam na myśli. Może to wynik ustępstw, na jakie poszły rodziny w stosunku do pary młodej?
Pierwszy raz zobaczył Vesperę w towarzystwie Perseusza dopiero podczas Beltane i ich spotkanie nie trwało jakoś zatrważająco długo. Wiedział też o tym, że kobieta spodziewała się dziecka. Może i były to lata siedemdziesiąte, a nie czarodziejskie średniowiecze, ale niektórzy dalej woleli ukrywać tego typu incydenty. A nic tak nie łagodziły nastrojów w skorej do oceniania innych socjecie jak wielkie wesele. Może to miał być prztyczek w nos skierowany w stronę nestorów obu rodów? Bądź co bądź, młodzi pewnie też chcieli coś mieć z tej imprezy.
— Ekhm… Tak, oczywiście. Wybaczcie — zawtórował słowom Geraldine. Rozejrzał się na boki ponad głowami starszej pary. Kompletnie nie kojarzył ich nazwisk, średnio orientował się też w układzie pomieszczeń rezydencji, ale... Przecież nie mogli ich tak po prostu zostawić? Jeszcze trafią na jakichś wrednych nastolatków, którzy wywiodą ich w pole. A to byli tylko starsi ludzie. — Oczywiście, zaprowadzimy was na górę.
Uśmiechnął się bez emocji, gdy Yaxley złapała go za rękę. Erik przesunął się bliżej partnerki mężczyzny o kuli i pozwolił jej chwycić się z drugiej strony i tak całą czwórką ruszyli w stronę schodów. Chociaż wspinaczka po stopniach zajęło im nieco czasu, tak koniec końców znaleźli się w końcu na piętrze. Longbottom zaczął rozglądać się nerwowo na prawo i lewo, szukając jakiegoś oznaczenia niezajętej sypialni. Nazwiska. Uchylonych drzwi. Księgi gości. Czegokolwiek.
— A więc... — zaczął, zerkając spanikowany na Geraldine.
— Wyglądacie jak z obrazka, moi drodzy! — odezwała się kobieta, uśmiechając się do nich zza gigantycznych okularów. — Daphne i Chester muszą piać z radości. Wiadomo, silna krew to dobra krew. A wy... Cóż, idealny chó... Idealne wychowanie. Teraz tylko czekać na dzieci, prawda? Ale chyba nie każesz długo czekać swoim rodzicom i teściowi, prawda Perseuszu? Vespera też wygląda na bardziej niż gotową!
— Dobrze gada — wymamrotał starszy facet. — Każdy porządny czarodziej musi zrobić trzy rzeczy w życiu: wziąć sobie żonę, spłodzić syna i przelecieć się na smoku.
Erik rozchylił usta w zdziwieniu, nie mając pojęcia, jak zareagować na to wszystko.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞