Choć uprzejmie zapytał, Lorien odpowiedziała zarejestrował iż jej ton głosu nieco zadrżał. Płakała? Przeniósł poważne na nią spojrzenie, lecz twarzy najpewniej nie dostrzegł. Włosy miała luźno splecione. Może i nie zakrywały twarzy, ale to jej wzrost był trochę problemem. "Cholerny jej niski wzrost. Co on jej zrobił?" – zastanawiał się, ale specjalnie aby to sprawdzić, nie będzie się pochylał.
Lorien płynnie opuściła towarzystwo Anthony’ego. Richard poczuł jej dłonie na swoim ramieniu, kiedy je objęła. Kiedy zacisnęła mocniej, prosząc o powrót do środka.
Nim jej odpowiedział, spojrzał na Shafiqa, który z tą serdecznością chyba teraz przeginał. A może jako Richard, nie pamiętał już jak bardzo charyzmatyczny się stał przez te lata? O ile nie komentował jego pierwszych słów, dotyczących udzielenia pomocy Pani Lestrange, co było oczywiste, że jej potrzebowała. Tak drugie słowa jakie wybrzmiały z jego ust, nie były czymś, czego nie można było zignorować.
Odpuścił. Zbył to milczeniem.
Zwrócił uwagę na to, że Lorien miała ową bransoletkę na nadgarstku jednej ręki. Anthony jak zwykle gadatliwy, opuścił balkon po słowach Prewetta.
Zwrócił jeszcze uwagę na Lorraine Malfoy, która była cennym współpracownikiem jego brata. Krewna nieżyjącej jego żony. Tłumaczącą, że Lestrange potrzebowała pomocy uzdrowiciela. Tym samym sama poszkodowana, zabrała swój głos. Ale czy musiała nawiązywać do dramatów rodzinnych? Swoje pytanie nie kierował akurat do nich. Tylko Anthony’ego i Lorien. Nie oczekiwał od nich odpowiedzi. Po co do tego nawiązywały? Nie miał pojęcia. Zresztą, to kobiety… Utrapienie mężczyzn. Czego mógłby się po nich spodziewać więcej?
Tak czy inaczej, widział iż obecność jego rodziny w tej części budynku, nie była mile widziana.- Zatem nie będziemy przeszkadzać.
Z uprzejmością zakomunikował drogim paniom. Spojrzenie skierował także na im towarzyszącym Panom (Hindus i Prewett).
- Chodźmy do środka.
Richard dopiero teraz zdecydował się odpowiedzieć Lorien. Spełnić jej prośbę. Skierował się ze szwagierką do wejścia, w drodze rzucając przelotne spojrzenie na Sophie i Matthiasa. Ale najwyraźniej oni postanowili walczyć o kawałek balkonu.
Wchodząc do środka, Mulciber rozejrzał się w poszukiwaniu odpowiedniej przestrzeni dla nich. Akurat wtedy goście wieczoru rozprzestrzenili się przy stolikach, w pobliżu fortepianu a także w innych miejscach. Dopił whisky do końca a szklankę odstawił kelnerce na tacy. O ile dobrze pamiętał, gdzieś w kącie znajdowały się kanapy. Skierował się w kierunku wejść do pokoi gry pokera i ruletki. Za zakrętem, gdzie zaczynała się wnęka, wyłonił się im od lewej strony schowany kącik wypoczynkowy z wolnymi kanapami.
- Usiądźmy tutaj.Zaproponował Lorien, kierując się z nią na kanapę. Aby mogli usiąść. On obok niej. Byli przez ten moment sami. Mogli porozmawiać. Mógł spojrzeć na jej twarz. Czy dostrzegł łzy? Czy te zdążyły uschnąć, nie zepsuć jej makijażu?
- Anthony coś Ci zrobił? Powiedział?
Zapytał dyskretnie, wpatrując w jej oblicze. Chciał poznać powód jego słów o błyskotkach. Dlaczego jej głos drżał, kiedy go prosiła o powrót do środka. Nie miał pojęcia, że to mogły być jakieś odruchy wzruszenia na otrzymany prezent. Nie znał widocznie aż tak dobrze Lorien.
W tym momencie usłyszał melodię. Ach tak. Wspominano o koncercie Celine. Tylko dlaczego miał dziwne uczucie, że to próbuje przebić się do jego wnętrza. Ta muzyka. Ta melodia. Czym ona była? Co sobą niosła?
Rzut na czas trwania uroku