- Nie porównuj się do mojego ojca. Wiesz, że on jest niezrównoważnony. - O, to już był cios po niżej pasa. Nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej. Akurat Erik powinien zdawać sobie sprawę, że z Gerardem nie było najlepiej, szczególnie po tym, jak spadł z konia i uderzył się w głowę, ciągle gadał coś o jakiejś Karen Moher. Wolałaby, żeby inni nie mieli przyjemności słuchać o tym wszystkim. - Nie bądź taki, nie próbuj wzbudzić we mnie wyrzutów sumienia, już jestem, wszystko będzie dobrze. - Dodała całkiem mocno rozbawiona tą sytuacją. Erik Longbottom bojący się tłumu, tego to się nie spodziewała. - Trochę się zgubiłam, czy dla mnie, czy dla ciebie. - Ona by sobie jakoś poradziła, z dziadkiem, siostrą, wujem, najwyżej uciekłaby z kraju i miała święty spokój.
- Może to jakaś nowa moda, u was w końcu był bóbr, Blackowie nie chcieli być gorsi... - Podzieliła się jeszcze tą drobną myślą, która pojawiła się w jej głowie. - Na naszych przyjęciach też były zwierzęta, znaczy w lesie, ale na nie polowaliśmy, to chyba coś innego. - Nie do końca rozumiała panujące aktualnie trendy, ale nie było to nic nowego.
- Nie sądzę, aby ich rodziny były skłonne pójść na jakiekolwiek odstępstwa, sam wiesz, jacy oni są. - Rookwoodowie i Blackowie mieli pewną opinię wśród czarodziejów, Ger wolała nie myśleć o tym za dużo, bo czuła, że mogłoby się to źle skończyć.
- Perseus przecież niedawno miał inną żonę, zastanawiam się, jak udało mu się rozwieść tak szybko, czy to nie powinno trwać dłużej? - Zapewne miał znajomości, nic innego nie przychodziło jej do głowy. - Trochę nie rozumiem tego, że tak szybko zapragnął mieć kolejną, wiesz, jaki to ma sens, jeśli bierzesz ślub z osobą, którą ledwie znasz, czy to nie powinno znaczyć czegoś więcej? Czy źle myślę. - Yaxley raczej nigdy nie zamierzała brać ślubu, więc te rozważania były dla niej zupełnie nowe. Nie miała pojęcia dlaczego niektórzy decydowali się na taki krok, ale czyż małżeństwo nie traciło na wartości, gdy stawało się codziennością? - Zresztą ta Vespera, ona chyba też już miała męża, a nawet mężów. - Dla Ger świadczyło to o tym, że te decyzje nie były przemyślane.
Na całe szczęście pojawiła się ta para staruszków, która nie dała powiedzieć Gerry wszystkiego, co siedziało jej w głowie. Nie sądziła, żeby Erik miał jakiś problem z wysłuchaniem jej. Mogłaby jednak powiedziec trochę zbyt dużo, co nie zawsze przynosiło odpowiednie efekty.
Schody były dosyć szerokie, dzięki czemu zmieścili się na nich wszyscy. Całkiem zabawna sytuacja, ale jakoś tak Yaxley nie miała serca odmówić tej parze pomocy. Byli starzy, niedołężni, dla takich osób miała w sobie sporo empatii. Nigdy nie wiadomo, jak ona skończy i jak będzie zachowywała się w tym ostatnim etapie życia (o ile w ogóle dożyje takiego sędziwego wieku).
- Och tak, tatuś jest ze mnie dumny, nie mógł sobie wymarzyć lepszej córeczki. - Próbowała brzmieć poważnie, ale wcale nie było to takie proste. Na myśl, że Chester Rookwood mógłby być jej ojcem robiło jej się słabo. Miała Gerarda, który mimo swoich pewnych mankamentów był chyba najlepszym egzemplarzem na jaki mogła trafić. Nigdy na niego nie narzekała, wręcz przeciwnie, naprawdę ceniła swojego starego.
- Jeszcze dzisiaj zabierzemy się do roboty, żeby nie zawieść wszystkich. - Dodała na wzmiankę o dzieciach, chociaż było to chyba skierowane do Erika, Yaxley nie umiała milczeć. Nawet w takiej durnej sytuacji.
Rozglądała się uważnie, kiedy przemierzali pomieszczenie. Gdzieś tu musiał być pokój, w którym znalazłoby się miejsce dla tej pary staruszków.
- Dobrze, że nie przelecieć smoka. - Mruknęła cicho Erikowi na ucho, tak, żeby dziadkowie jej nie słyszeli.