07.08.2024, 11:01 ✶
Pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie był naukowcem, ale pamiętał już jak jego znajoma Dolohov żaliła się na tendencję hurra optymizmu w publikacjach naukowych, w których doceniany był tylko sukces. Porażka, jako niechciana przez spragnione sensacje umysły, siostra bliźniaczka zwycięstwa musiała ukryć się gdzieś na drugim trzecim planie.
– To absurdalne. Doskonale wiadomo, że najwięksi stratedzy uczyli się najwięcej na analizach bitew nie z perspektywy wygranych, a przegranych. O ileż byłoby łatwiej wiedzieć przed wyruszeniem w drogę, których szlaków unikać. – Pokręcił głową ze współczuciem, w pamięci zaś notując, żeby wypytać o nowopoznaną zarówno Annę, jak i kilka osób ze szpitalnego kręgu. Jak dotąd był zadowolony z tej niezobowiązującej rozmowy kwalifikacyjnej.
Brak znajomości języka islandzkiego mocno go zaskoczył.
– To musiało być trudne... Żyć w miejscu, gdzie wszyscy wkoło posługują się innym językiem... Nie przypominam sobie, żeby anglojęzyczne społeczności były na wyspie tak duże? – Absolutnie nie pochwalał stanowiska matki nieznajomej, ale uwagi na ten temat pozostawił dla siebie. Sam miał to szczęście urodzić się z krwią Shafiqów, ale zarówno edukacja kształtująca go na poliglotę z zapleczem nie tylko magicznym ale też kulturowym danych krajów, jak i doświadczenia z podróży po świecie, utwierdzały go w przekonaniu, że dwu i więcej języczność znacząco poszerza horyzonty i plastycznie kształtuje umysł. A nie było łatwiejszej drogi do odblokowania tego potencjału niż urodzić się w dwujęzycznej rodzinie. Cóż, teraz było już za późno dla biednej Urlette. Prawie jej współczuł.
– Gdzie pani stacjonuje w Londynie? Współpracuje pani z jakąś grupą badawczą, czy na razie prowadzi badania na własny rachunek? – dopytywał, mimowolnie sprawdzając swoje nici naukowych kontaktów. Jutro będzie musiał zapytać swojego specjalistę od magicznych ziół i innych ingrediencji, czy słyszał o jej badaniach. Aż żałował, że nie ma obok siebie swojej asystentki by to wszystko zanotowała. Choć zaraz... gdzieś tu powinien się pałętać Isaac, który był całkiem dobry w przechowywaniu jego myśli, poza umysłem, tradycyjnie - na kartce lewitującego pergaminu.
– To absurdalne. Doskonale wiadomo, że najwięksi stratedzy uczyli się najwięcej na analizach bitew nie z perspektywy wygranych, a przegranych. O ileż byłoby łatwiej wiedzieć przed wyruszeniem w drogę, których szlaków unikać. – Pokręcił głową ze współczuciem, w pamięci zaś notując, żeby wypytać o nowopoznaną zarówno Annę, jak i kilka osób ze szpitalnego kręgu. Jak dotąd był zadowolony z tej niezobowiązującej rozmowy kwalifikacyjnej.
Brak znajomości języka islandzkiego mocno go zaskoczył.
– To musiało być trudne... Żyć w miejscu, gdzie wszyscy wkoło posługują się innym językiem... Nie przypominam sobie, żeby anglojęzyczne społeczności były na wyspie tak duże? – Absolutnie nie pochwalał stanowiska matki nieznajomej, ale uwagi na ten temat pozostawił dla siebie. Sam miał to szczęście urodzić się z krwią Shafiqów, ale zarówno edukacja kształtująca go na poliglotę z zapleczem nie tylko magicznym ale też kulturowym danych krajów, jak i doświadczenia z podróży po świecie, utwierdzały go w przekonaniu, że dwu i więcej języczność znacząco poszerza horyzonty i plastycznie kształtuje umysł. A nie było łatwiejszej drogi do odblokowania tego potencjału niż urodzić się w dwujęzycznej rodzinie. Cóż, teraz było już za późno dla biednej Urlette. Prawie jej współczuł.
– Gdzie pani stacjonuje w Londynie? Współpracuje pani z jakąś grupą badawczą, czy na razie prowadzi badania na własny rachunek? – dopytywał, mimowolnie sprawdzając swoje nici naukowych kontaktów. Jutro będzie musiał zapytać swojego specjalistę od magicznych ziół i innych ingrediencji, czy słyszał o jej badaniach. Aż żałował, że nie ma obok siebie swojej asystentki by to wszystko zanotowała. Choć zaraz... gdzieś tu powinien się pałętać Isaac, który był całkiem dobry w przechowywaniu jego myśli, poza umysłem, tradycyjnie - na kartce lewitującego pergaminu.