07.08.2024, 19:53 ✶
Kończę taniec z Bazylem, a potem wyruszam szukać Alastora.
Basilius miał trochę racji mówiąc, że niektórzy muszą sobie jakoś rekompensować stres. Nie wątpiła, że pewne osoby potrzebowały tej dziecinady, jeśli nie z powodu zmartwień, to żeby nadrobić stracone dzieciństwo. Może do tego grona należała sama Eden? Ale przyznanie się do tego na głos, byłoby oświadczeniem porażki. Prawdziwi dorośli zbierają w sobie całą negatywną energię, dopóki nie wybuchną.
- Zwykle czysty alkohol załatwia sprawę - mruknęła jedynie, nie wyglądając na przekonaną. Zastanawiała się, czy Prewett nadal będzie taki chętny do wypijania zaczarowanych drinków w przyszłości, skoro teraz serum prawdy wprawiało go w dyskomfort. Podziwiała też, że w ogóle nadal z nią rozmawiał - gdyby trafiło na Eden, dobrowolnie wbiegłaby w ścianę z impetem, jeśli to miałoby sprawić, że przestanie mówić. Nie pozwoliłaby sobie na zupełną, niefiltrowaną szczerość, bo potem nie mogłaby sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Już teraz miewała problemy.
Przymrużyła oczy; czy chciała wykorzystać jego obowiązkową prawdomówność? Mogłaby, pewnie jeszcze kilka miesięcy temu zrobiłaby to dla zabawy. Co prawda aż do dzisiaj nie znała Basiliusa, więc nie zdążył jej zajść za skórę, a co za tym idzie - nie miała powodu, by chcieć się mścić. Niemniej jeszcze nie tak dawno wypytałaby go o coś niewygodnego, a potem trzymałaby to w pamięci, bo a nuż się przyda.
Teraz zdecydowała się tego nie robić. Alastor by jej nie dał żyć, gdyby się dowiedział.
- Wiem, że słynę z bycia zołzą, więc nie winię cię o takie podejrzenia - zaczęła całkiem szczerze, uśmiechając się ze swoistym rozbawieniem. - Jednak tym razem cię zaskoczę, moje intencje są zupełnie szczere i nieszkodliwe. Niemniej umiem wyczuć nastrój, wiem, że to podejrzenie nie wyjdzie ci już z głowy. Skoro lubisz tańczyć, lepiej znajdź partnerkę, przy której nie będziesz czuł się jak na przesłuchaniu - poradziła, by następnie serdecznie poklepać go po ramieniu na znak, że wcale nie chowa urazy. Naprawdę nie miała mu za złe tych podejrzeń, były jak najbardziej słuszne. Tylko głupi nie spodziewałby się jakiejś nikczemnej gierki ze strony Eden.
- Dziękuję za taniec - rzuciła, odchodząc w kierunku stołów z alkoholem. Uniosła jedynie rękę w pożegnaniu na moment, po czym wyruszyła szukać czegoś, co nie dorobi jej ogona, albo nie każe rymować każdego zdania. Na pewno coś takiego musiało tu być.
Gdy w końcu jej się udało, ruszyła w poszukiwaniu Alastora, chcąc zamienić z nim kilka słów. Sam na sam, w miarę możliwości. W niecodziennym towarzystwie robiła się zbyt sztywna, a Moody chyba wolał ją w weselszym wydaniu.
Basilius miał trochę racji mówiąc, że niektórzy muszą sobie jakoś rekompensować stres. Nie wątpiła, że pewne osoby potrzebowały tej dziecinady, jeśli nie z powodu zmartwień, to żeby nadrobić stracone dzieciństwo. Może do tego grona należała sama Eden? Ale przyznanie się do tego na głos, byłoby oświadczeniem porażki. Prawdziwi dorośli zbierają w sobie całą negatywną energię, dopóki nie wybuchną.
- Zwykle czysty alkohol załatwia sprawę - mruknęła jedynie, nie wyglądając na przekonaną. Zastanawiała się, czy Prewett nadal będzie taki chętny do wypijania zaczarowanych drinków w przyszłości, skoro teraz serum prawdy wprawiało go w dyskomfort. Podziwiała też, że w ogóle nadal z nią rozmawiał - gdyby trafiło na Eden, dobrowolnie wbiegłaby w ścianę z impetem, jeśli to miałoby sprawić, że przestanie mówić. Nie pozwoliłaby sobie na zupełną, niefiltrowaną szczerość, bo potem nie mogłaby sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Już teraz miewała problemy.
Przymrużyła oczy; czy chciała wykorzystać jego obowiązkową prawdomówność? Mogłaby, pewnie jeszcze kilka miesięcy temu zrobiłaby to dla zabawy. Co prawda aż do dzisiaj nie znała Basiliusa, więc nie zdążył jej zajść za skórę, a co za tym idzie - nie miała powodu, by chcieć się mścić. Niemniej jeszcze nie tak dawno wypytałaby go o coś niewygodnego, a potem trzymałaby to w pamięci, bo a nuż się przyda.
Teraz zdecydowała się tego nie robić. Alastor by jej nie dał żyć, gdyby się dowiedział.
- Wiem, że słynę z bycia zołzą, więc nie winię cię o takie podejrzenia - zaczęła całkiem szczerze, uśmiechając się ze swoistym rozbawieniem. - Jednak tym razem cię zaskoczę, moje intencje są zupełnie szczere i nieszkodliwe. Niemniej umiem wyczuć nastrój, wiem, że to podejrzenie nie wyjdzie ci już z głowy. Skoro lubisz tańczyć, lepiej znajdź partnerkę, przy której nie będziesz czuł się jak na przesłuchaniu - poradziła, by następnie serdecznie poklepać go po ramieniu na znak, że wcale nie chowa urazy. Naprawdę nie miała mu za złe tych podejrzeń, były jak najbardziej słuszne. Tylko głupi nie spodziewałby się jakiejś nikczemnej gierki ze strony Eden.
- Dziękuję za taniec - rzuciła, odchodząc w kierunku stołów z alkoholem. Uniosła jedynie rękę w pożegnaniu na moment, po czym wyruszyła szukać czegoś, co nie dorobi jej ogona, albo nie każe rymować każdego zdania. Na pewno coś takiego musiało tu być.
Gdy w końcu jej się udało, ruszyła w poszukiwaniu Alastora, chcąc zamienić z nim kilka słów. Sam na sam, w miarę możliwości. W niecodziennym towarzystwie robiła się zbyt sztywna, a Moody chyba wolał ją w weselszym wydaniu.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~