07.08.2024, 22:03 ✶
Licytacje czasami były gorszym nałogiem od alkoholu, który Tessa sporadycznie popijała i tytoniu, które zawsze trzymała pod ręką. Momentami dochodziło nawet do kumulacji, gdzie cała trójka spotykała się podczas jednego wieczoru — otwarcie aukcji zakrapiano kapką wina, potem była przerwa na szybkiego papierosa, a potencjalne zwycięstwo (lub, w gorszym wypadku, porażkę) okraszano kilkoma kieliszkami zimnego szampana. Potem, oczywiście, wypalano na tarasie jeszcze dwa kolejne szlugi, aby pozbyć się mdłości.
Tego triku nauczyła ją jeszcze koleżanka w Hogwarcie, kiedy podczas przerwy świątecznej upiły się trzema kuflami taniego, grzanego wina. Siedziały wtedy w pustym pokoju wspólnym, rozmawiając głośno przy otwartych czekoladowych żabach i na wpół zjedzonej tarcie kajmakowej.
Tessa miała wtedy jakieś piętnaście lat i były to jedne z pierwszych świąt, które spędziła sama, w szkole. Nie chciała jakoś wracać do domu, szczególnie, że atmosfera w nim nie była najlepsza — ojciec nadal nie pozbierał się po stracie córki i, byłej co prawda, żony. Pamiętała też, że nie spały prawie do rana, plotkując o najróżniejszych rzeczach i dzieląc się naprawdę wieloma zmaganiami. Choć młoda Skamander nikomu wtedy nie mówiła o tym, co działo się u niej tak naprawdę.
Gdzieś po północy zaczęła czuć skutki wyzerowania poprzedniego kufla, a wtedy koleżanka wyciągnęła z kieszeni swetra wymięte, widocznie ręcznie zrobione, cygaretki. Zebrały się wtedy razem, wzięły koce i latarnię, a potem wyszły dziedziniec, gdzie utworzyło się jedno z jej ulubionych wspomnień. Pierwszy papieros.
Teraz naprawdę miała ochotę zapalić i podzielić się tym razem z Anthonym. Wyglądał jakby naprawdę potrzebował chwili spokoju. Ale czy to właśnie nie było to? Czy właśnie teraz nie byli na urlopie? Powinna zatem zejść z niego, pozwolić mu odpocząć od wszystkich czarnych myśli, które zapewne kłębiły się przy zwojach i nie pozwalały mu zasnąć.
— Kochany… — zaczęła w końcu, patrząc na niego z nieukrywaną, wręcz cioteczno-matczyną czułością. Miała słabość do takich zbolałych spojrzeń; do person, które potrzebowały pomocy, ale nie miały odwagi lub dumy, aby o nią poprosić. Nie chciała jednak drążyć mu dziury w brzuchu, bo bała się, że go wystraszy. Mógłby wtedy wycofać się na powrót do jednego z pokoi w swoim umyśle i zamknąć za sobą zamek, nie chcąc wpuścić Tessy do środka już do końca wyjazdu.
— Niech Ci będzie. — Westchnęła. Nie lubiła zostawiać niedopowiedzeń. Naprawdę chciałaby wiedzieć wszystko tu i teraz, ale chyba nie wypadało prosić o wyrzucenie całych żalów, zalegających na sercu w jakiejś… zwyczajnej, przyulicznej kawiarni. Może dociśnie go na aukcji? Zaśmiała się w końcu na jego słowa, machnęła dłonią i przejechała palcami po niezbyt gładkim policzku. — Przestań już mi słodzić, bo jeszcze Ci uwierzę! Tak… chodźmy, miły. Bardzo chętnie zapalę i mam nadzieję, że ty też. Tego wieczoru będziemy w końcu działać razem.
Nie chciała z nim rywalizować i w ogóle nie chodziło o to, że myślała, iż nie sprosta wyzwaniu. Było coś przyjemnego w tym, jak mogła szeptać mu na ucho obelżywe komentarze na temat ich przeciwników, jak zawsze w czasie przerwy wynajdywał dla niej talerzyk słodkiego deseru albo podbijał cenę o naprawdę absurdalną kwotę, obserwując czerwoną ze złości twarz ich oponenta.
— Przypomnij mi, co dokładnie wpadło Ci w oko? — dopytała konspiracyjnym szeptem, gdy byli już na sali, a ona miała w ręku zaufany ciężar kieliszka pełnego alkoholu. Czasami można było spuścić z tonu, poluzować pas i wspomóc swoje ulubione nałogi.
Tego triku nauczyła ją jeszcze koleżanka w Hogwarcie, kiedy podczas przerwy świątecznej upiły się trzema kuflami taniego, grzanego wina. Siedziały wtedy w pustym pokoju wspólnym, rozmawiając głośno przy otwartych czekoladowych żabach i na wpół zjedzonej tarcie kajmakowej.
Tessa miała wtedy jakieś piętnaście lat i były to jedne z pierwszych świąt, które spędziła sama, w szkole. Nie chciała jakoś wracać do domu, szczególnie, że atmosfera w nim nie była najlepsza — ojciec nadal nie pozbierał się po stracie córki i, byłej co prawda, żony. Pamiętała też, że nie spały prawie do rana, plotkując o najróżniejszych rzeczach i dzieląc się naprawdę wieloma zmaganiami. Choć młoda Skamander nikomu wtedy nie mówiła o tym, co działo się u niej tak naprawdę.
Gdzieś po północy zaczęła czuć skutki wyzerowania poprzedniego kufla, a wtedy koleżanka wyciągnęła z kieszeni swetra wymięte, widocznie ręcznie zrobione, cygaretki. Zebrały się wtedy razem, wzięły koce i latarnię, a potem wyszły dziedziniec, gdzie utworzyło się jedno z jej ulubionych wspomnień. Pierwszy papieros.
Teraz naprawdę miała ochotę zapalić i podzielić się tym razem z Anthonym. Wyglądał jakby naprawdę potrzebował chwili spokoju. Ale czy to właśnie nie było to? Czy właśnie teraz nie byli na urlopie? Powinna zatem zejść z niego, pozwolić mu odpocząć od wszystkich czarnych myśli, które zapewne kłębiły się przy zwojach i nie pozwalały mu zasnąć.
— Kochany… — zaczęła w końcu, patrząc na niego z nieukrywaną, wręcz cioteczno-matczyną czułością. Miała słabość do takich zbolałych spojrzeń; do person, które potrzebowały pomocy, ale nie miały odwagi lub dumy, aby o nią poprosić. Nie chciała jednak drążyć mu dziury w brzuchu, bo bała się, że go wystraszy. Mógłby wtedy wycofać się na powrót do jednego z pokoi w swoim umyśle i zamknąć za sobą zamek, nie chcąc wpuścić Tessy do środka już do końca wyjazdu.
— Niech Ci będzie. — Westchnęła. Nie lubiła zostawiać niedopowiedzeń. Naprawdę chciałaby wiedzieć wszystko tu i teraz, ale chyba nie wypadało prosić o wyrzucenie całych żalów, zalegających na sercu w jakiejś… zwyczajnej, przyulicznej kawiarni. Może dociśnie go na aukcji? Zaśmiała się w końcu na jego słowa, machnęła dłonią i przejechała palcami po niezbyt gładkim policzku. — Przestań już mi słodzić, bo jeszcze Ci uwierzę! Tak… chodźmy, miły. Bardzo chętnie zapalę i mam nadzieję, że ty też. Tego wieczoru będziemy w końcu działać razem.
Nie chciała z nim rywalizować i w ogóle nie chodziło o to, że myślała, iż nie sprosta wyzwaniu. Było coś przyjemnego w tym, jak mogła szeptać mu na ucho obelżywe komentarze na temat ich przeciwników, jak zawsze w czasie przerwy wynajdywał dla niej talerzyk słodkiego deseru albo podbijał cenę o naprawdę absurdalną kwotę, obserwując czerwoną ze złości twarz ich oponenta.
— Przypomnij mi, co dokładnie wpadło Ci w oko? — dopytała konspiracyjnym szeptem, gdy byli już na sali, a ona miała w ręku zaufany ciężar kieliszka pełnego alkoholu. Czasami można było spuścić z tonu, poluzować pas i wspomóc swoje ulubione nałogi.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you